Michał Michałowski: Szach mat i po plastiku

Tylko wspólnie uratujemy świat.

To historia o szybkiej zmianie – od nowoczesnego idealnego materiału do jednej z najgorszych plag ufundowanych środowisku. Plastik towarzyszy nam dopiero trochę ponad pół wieku, a już zdążył rozprzestrzenić się wszędzie, gdzie tylko dało się go zastosować, a także – niestety — wyrzucić. It’s a madhouse. A madhouse. (To dom wariatów) – krzyczał George Taylor w oryginalnej Planecie Małp z 1968 roku. Myślę, że podobnie zareagowałby on, widząc świat uzależniony od plastiku.

Planeta plastiku
Każdego roku osiem milionów ton plastiku trafia do oceanów. Rozpada się on stopniowo na całe mnóstwo drobnych cząsteczek, które następnie rozprzestrzeniają się po całym wszechoceanie, co niektórzy nazywają oceanicznym smogiem. Ptaki i różne morskie stworzenia mylą je z pożywieniem, które zalegając im w żołądkach, przyczynia się do uszkodzeń układu pokarmowego oraz zatrucia organizmu. Chociaż znamy całe mnóstwo przykładów szkodliwego wpływu plastiku na morski ekosystem, cały czas odkrywamy nowe.

Badacze zapuszczający się w nieznane regiony Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci opisują ją jako obco wyglądający świat, rozmiarem dwukrotnie większy od Polski, do którego – o dziwo – żadna nacja nie rości sobie praw ani nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Charles J. Moore, oceanograf, kapitan statku oraz założyciel kalifornijskiej organizacji Algalita Marine Research and Education Institute, wspomina o całej armii zużytych plastikowych szczoteczek do zębów oraz jednorazowych maszynek do golenia obozującej w płytkiej zawiesinie odpadów. Czy nie brzmi to przerażająco?

fot. wikipedia.com

Widmo dobrej zmiany
Plastik może nie być problemem, ale tylko, jeśli zaangażujemy się w to wszyscy. Konsumenci, rząd oraz, a raczej przede wszystkim, biznes. Zabrzmi to może nad wyraz optymistycznie, ale wydaje się, że każda ze stron jest świadoma naglącej potrzeby do zmiany. Komisja Europejska przyjmuje strategię redukcji plastiku, rząd Kanady podnosi ten temat w grupie G7, brytyjska rodzina królewska pozbywa się jednorazowych słomek ze swoich rezydencji, a do tego podobnymi aktywnościami mogą pochwalić się firmy z całego świata.

W 2018 roku nie było jak na razie ani jednego tygodnia bez ogłoszenia jakiegokolwiek postępu w walce z zalewem plastiku. Wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale możemy zrobić znacznie więcej. Osiągnięcie najważniejszego celu, jakim jest ekonomia zamkniętego obiegu plastiku, a także cofnięcie możliwie jak największej ilości szkód poczynionych w morskim ekosystemie, wymaga po stronie biznesu jeszcze większego zaangażowania. Jakiego konkretnie?

Mat w czterech ruchach
Zarówno rząd, jak i wiele firm, podejmują różne inicjatywy mające na celu zastąpienie opakowań i jednorazowych torebek przez trwalsze, biodegradowalne, w teorii wielokrotnego użytku, ale jednak dalej plastikowe rozwiązania. Nie sposób nie zapytać — czy nie ma innej możliwości niż wymiana jednego plastiku na inny? Użyteczność takiej foliowej torebki to zaledwie kilka do kilkunastu minut, a przez następne kilkaset lat przyprawia środowisko o niemały problem. Jego rozwiązaniem byłaby inwestycja w takie innowacje, które umożliwią ludziom dostęp do ich ulubionych produktów bez potrzeby angażowania w to plastiku.

W 2018 roku nie było jak na razie ani jednego tygodnia bez ogłoszenia jakiegokolwiek postępu w walce z zalewem plastiku.

Kolejny ruch jest niejaką konsekwencją poprzedniego. Firmy powinny tak projektować opakowania, aby uwzględnić to, co dzieje się z nimi po użyciu. Niemalże każde z nich trafia od razu do kosza, a z niego wprost do środowiska naturalnego. Wiele światowych marek, jak sieć marketów Iceland, poczyniło już konkretne zobowiązania do korzystania jedynie z opakowań zdatnych do ponownego użycia, nadających się do recyklingu czy bezpiecznie biodegradowalnych. Czas na pozostałe firmy – pole do popisu stoi szczególnie przed gastronomią, mekką jednorazówek. Nazwijmy to zasadą RRSB (z ang. reusable, recyclable, safely biodegradable).

Firmy we współpracy ze środowiskiem naukowym muszą wypracować system, nazwijmy go Globalną Polityką Plastiku, który zdefiniuje podstawowe pojęcia, kierunki oraz akceptowalne rozwiązania. Ustanowienie takiej polityki mogłoby pozwolić biznesowi na sporządzenie listy dopuszczalnych materiałów RRSB. Bez tego budowa nowej ekonomii zamkniętego obiegu narażona będzie na nieuczciwe praktyki ze strony producentów, którzy mogą chcieć wykorzystać niejasności związane z pojęciami recyklingu albo mniej popularnego bioplastiku. Pomyślmy sobie tylko, jak wielu Polaków uważa ekogroszek za ekologiczny materiał opałowy, jedynie z powodu przedrostka eko.

Pomyślmy sobie tylko, jak wielu Polaków uważa ekogroszek za ekologiczny materiał opałowy, jedynie z powodu przedrostka eko.

Ruchem prowadzącym do sukcesu będzie wyjście naprzeciw politycznym decydentom. Plastik albo już jest na ich celowniku albo znajdzie się tam niedługo. Zbyt często w historii postęp stawał w miejscu w wyniku niezgody na linii biznes – rząd, gdzie dwie odmienne agendy wzajemnie się wykluczały. Po stronie politycznej leży ważne zadanie stworzenia infrastruktury prawnej, która stanie się podwaliną pod ekonomię zamkniętego obiegu. Jej rozwinięciem zająłby się biznes, ściśle współpracujący z politykami. Liderzy i politycy muszą nauczyć się grać w jednym zespole – otwartym na dyskusję, innowacje oraz pilnowanie ustaleń Globalnej Polityki Plastiku.

Bez plastiku
Implementacja tych czterech ruchów ma znaczenie zarówno na poziomie globalnym, jak i lokalnym. Na gruncie polskim rozwiązanie, które pozostawiam do rozwagi, to utworzenie sejmowej komisji ds. plastiku, w której politycy wspólnie z przedstawicielami firm, naukowcami oraz stroną społeczną mogliby wypracować krajowe standardy RRSB – plan na zamknięty obieg plastiku oraz mechanizmy wsparcia i zachęty do poszukiwania innowacji. Tworzywa sztuczne nie znikną ze świata… ale muszą ze środowiska.


Żródła: www.weforum.org, advances.sciencemag.org