NIBY TO NOWA USTAWA NA PRĄD, a dalej źle działa

Po niespełna 40 dniach od publikacji nowa Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. praktycznie jest już zdezaktualizowana

 

Chaos na rynku energii związany z ustawą prądową, która miała zrekompensować odbiorcom rosnące ceny prądu nasila się.

Paraliż na rynku energii

Tzw. ustawa prądowa została znowelizowana w lutym pod naciskiem Komisji Europejskiej w związku z niezgodnymi z prawem europejskim ograniczeniami niezależności regulatora rynku (Urząd Regulacji Energetycznej). Ministerstwo Energii dotąd nie opublikowano do niej rozporządzeń. Zgodnie z wypowiedziami ministra Krzysztofa Tchórzewskiego ma się to stać do końca marca.

Póki co nie wiadomo, w jaki sposób stosować nowe przepisy. W efekcie odbiorcy często odczuwają wzrost cen energii, ponieważ dostawcy nie mają czas na wdrożenie nowych przepisów (brak rozporządzenia) i zrekompensowanie podwyżek do końca pierwszego kwartału 2019 roku.

Dochodzi także do sytuacji, w których proces nowego zakontraktowania energii jest w toku i odbiorcy przez pewien czas są zmuszeni korzystać z usług tzw. dostawcy rezerwowego, który narzuca maksymalne stawki. Tak było np. w Jeleniej Górze, gdzie ceny prądu wzrosły o 100%. Miasto podpisało nowy kontrakt z Tauronem (oczywiście droższy od tego z 2018 r.) 31 grudnia i nie przewidziało, że spółka ma 21 dni na rozpoczęcie jego realizacji. O sprawie informował Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapiecie.pl.

Inne zjawisko wynikające z chaosu legislacyjnego dotyczy bezpośrednio spółek energetycznych, które wstrzymały z powodu niepewności legislacyjnej pozyskiwanie nowych klientów.

Na marginesie warto dodać, że według ministra Tchórzewskiego energetyka miała nie ponosić strat związanych z nowymi przepisami. Tymczasem jak informuje Barbara Oksińska na łamach Parkietu: Energa, po zbadaniu jej ubiegłorocznych wyników przez audytora, musiała zawiązać rezerwę w wysokości 136 mln zł, która uwzględnia szacunkowy wpływ ustawy zamrażającej rachunki za prąd.

Ciąg dalszy w sądach i w… sejmie

Od jesieni ubiegłego roku (sic!), gdy resort energii zaczął przymierzać się do wypracowania sposobu zrekompensowania podwyżek cen prądu trwa więc kompletny paraliż. Niestety mimo zapowiedzi Tchórzewskiego niewiele wskazuje, by miało się to zmienić w ciągu kilku tygodni.

1 Po pierwsze, sprawa będzie miała najprawdopodobniej swoje długofalowe reperkusje sądowe. Prywatni sprzedawcy energii poważnie rozważają pozwanie Skarbu Państwa za straty, jakie ponoszą w związku z indolencją Ministerstwa Energii.

2 Po drugie, jak informuje Dziennik Gazeta Prawna: Komisja Europejska uważa, że nowelizacja “ustawy prądowej” nie usunęła jej wszystkich błędów. A to może oznaczać, że chaos nie zniknie wraz z publikacją rozporządzeń. Zdaniem dziennikarek: Karoliny Bacy-Pogorzelskiej i Justyny Piszczatowskiej chodzi m.in. o zbyt szeroki zakres regulacji cenowych, a także o ustawową cenę dla wszystkich odbiorców.

Czy czeka nas zatem kolejna nowelizacja „ustawy prądowej”?

W moim przekonaniu byłoby to trudne z perspektywy prestiżowej i zapewne resort energii będzie próbować w jakiś sposób rozwiązać ten problem rozporządzeniami. Jednak taka praktyka jest wątpliwa prawnie – nie można zmieniać kiepskich przepisów niższym w hierarchii aktem wykonawczym. A przynajmniej nie powinno się, ponieważ praktyka obecnych rządów pokazuje głęboką pogardę do stanowienia przepisów, jego przestrzegania, a także dobrych obyczajów, które stanowią element kultury prawnej cywilizowanych państw.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na to, że chaos wygenerowany przez Ministerstwo Energii przyniósł finalnie szkody gospodarcze znacznie większe aniżeli w przypadku urealniania cen energii. Doskonałym tego przykładem są

straty prywatnych firm energetycznych, które w większym stopniu wynikają z niepewności legislacyjnej niż otoczenia rynkowego.

Przeważyła polityka i perspektywa wyborcza.

Kiełbasa wyborcza z jadem

Swoistym chichotem historii jest najnowszy Raport o inflacji Narodowego Banku Polskiego, którego główną tezą chciałbym spuentować niniejszy tekst.

Dokument stwierdza wprost, że: Przyjęte w procesie sporządzania każdej projekcji założenie o braku zmian regulacyjnych w horyzoncie prognozy oznacza, że po 2019 roku ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw nie będą zamrożone i wzrosną zgodnie z działaniem mechanizmów modelu prognostycznego uwzględniającym utrzymanie niższej akcyzy oraz opłaty przejściowej.

Potwierdza się więc teza, że ustawa prądowa to tylko kiełbasa wyborcza, a w poszukiwaniu długofalowych rozwiązań należy czym prędzej przemyśleć realną transformację miksu energetycznego, który dziś opiera się na starych elektrowniach węglowych dociążonych polityką klimatyczną UE. W przeciwnym wypadku wszyscy będziemy w horyzoncie 2030 r. płacić coraz więcej za energię, co przy skali ubóstwa energetycznego w Polsce może być poważnym problemem społecznym, a docelowo również cywilizacyjnym.

Potrzebę zmian uświadamia nam nie tylko raport NBP, ale również zdezaktualizowanie się po niespełna 40 dniach od jej publikacji nowej Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Czy po odejściu Dyrektora Departamentu Energetyki Jądrowej w Ministerstwie Energii, Józefa Sobolewskiego, ktokolwiek wierzy jeszcze w elektrownię jądrową nad Wisłą? Ja nie bardzo, a to właśnie ona miała być panaceum na wzrost cen energii i wyzwania klimatyczne.


REO POLECA

MAŁE ELEKTROWNIE WODNE: miejsca magiczne i źródła zielonej energii

Piotr Maciążek
Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku konserwatywnych think-tanków. Do końca lipca 2018 Red. naczelny Energetyki 24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.