Piotr Wójcik: Sufrażystki wciąż miałyby co robić

Równość płci nadal przed nami.

Sto lat temu Polska jako jedna z pierwszych w Europie wprowadziła prawo wyborcze dla kobiet. Wyprzedziła pod tym względem o lata wiele zachodnioeuropejskich krajów. Mimo to w XXI wieku kobiety wciąż mają jeszcze o co walczyć.

Jedni z pierwszych
Okres po Pierwszej Wojnie Światowej był tym czasem, w którym najwięcej krajów Europy zdecydowało się wreszcie na wprowadzenie praw wyborczych dla kobiet. Wcześniej zrobiły to Nowa Zelandia, Australia i większość krajów nordyckich. Natomiast po wojnie systematycznie wprowadzano to w kolejnych krajach, czemu sprzyjał jeszcze fakt, że efektem wojny było pojawienie się na mapie Europy wielu nowych podmiotów. I one chętniej wprowadzały prawo wyborcze dla kobiet niż wiele starych europejskich państw. Jednym z pierwszych krajów, które to uczyniły, była Polska. Stało się to już w 1918 roku, czyli niemal zaraz po odzyskaniu niepodległości. A więc zrobiliśmy to rok przed Belgią, dwa lata przed USA i Czechosłowacją, trzy lata przed Szwecją, 13 lat przed Hiszpanią, 26 lat przed Francją, 27 lat przed Włochami i aż 53 lata przed Szwajcarią. Fakt, że byliśmy w tej kwestii w europejskiej, a nawet w światowej awangardzie, bez wątpienia jest powodem do dumy.

Kobiety nadal w wielu obszarach życia ekonomiczno-społecznego nie są traktowane na równi z mężczyznami.

Płace wciąż nierówne
Mimo, że ruch sufrażystek dopiął swego w zdecydowanej większości krajów świata, to w drugiej dekadzie XXI wieku wciąż miałby jeszcze co robić. Kobiety nadal w wielu obszarach życia ekonomiczno-społecznego nie są traktowane na równi z mężczyznami. Chyba najbardziej widać to w płacach – wciąż zarabiają one mniej od mężczyzn i to często nawet na tych samych stanowiskach. Standardowa nieskorygowana luka płacowa pokazuje, że średnio panie zarabiają w Polsce o 7% mniej od mężczyzn. To piąty najniższy wskaźnik w UE, przy średniej unijnej wynoszącej aż 16%. Ten wynik często jest przywoływany jako dowód na to, że różnice w płacach między płciami nie są w Polsce problemem. Tylko że nieskorygowana luka płacowa nie bierze pod uwagę różnic w wykształceniu czy aktywności zawodowej. Gdy lukę płacową skorygujemy o te zmienne, polska rzeczywistość okazuje się już nie tak różowa. Skorygowana luka płacowa wynosi nad Wisłą aż 18%, co jest szóstym najwyższym wynikiem w UE. A więc po uwzględnieniu chociażby tego, że kobiety w Polsce są lepiej wykształcone od mężczyzn, średnie różnice w płacach między płciami rosną dwukrotnie i z dołu tabeli wskakujemy blisko jej szczytu.

Zarządy nie dla kobiet
Podobnie sprawa się ma z kobietami wśród menedżerów prowadzących firmy. Na pierwszy rzut oka wygląda to w Polsce doskonale. Wśród krajowych menedżerów aż 44% stanowią kobiety, co jest drugim najwyższym wynikiem w UE, jedynie za Łotwą. Średnia unijna wynosi tylko 35%. Jednak tak wysoki wskaźnik wynika głównie z tego, że wiele kobiet w Polsce, chociażby pielęgniarek czy często nawet sprzątaczek, zostało niejako zmuszone do przejścia na samozatrudnienie, a więc do formalnego założenia firmy. Gdy spojrzymy na odsetek kobiet zasiadających w zarządach spółek, to jest już znacznie gorzej. Wśród członków zarządów polskich spółek, kobiety stanowią zaledwie 15%, tymczasem średnia unijna wynosi 23%. Zaledwie 8% prezesów polskich spółek to kobiety. Jak widać, o ile w sektorze mikroprzedsiębiorstw jest miejsce dla Polek, to już w dużym biznesie tak chętnie widziane nie są.

Zaledwie 8% prezesów polskich spółek to kobiety.

Także w wielu innych obszarach kobiety wciąż są poszkodowane. To one zwykle częściej zajmują się domem i wychowywaniem dzieci, przez co ich poziom aktywności zawodowej oraz stopa zatrudnienia są wyraźnie niższe niż u mężczyzn. Są niedoreprezentowane zarówno w Sejmie i rządzie, jak i w najwyższej kadrze akademickiej – zaledwie 21% profesorów w Polsce to kobiety. Ponad 100 lat po sukcesach sufrażystek, kobiety wciąż czekają na spełnienie tak oczywistego postulatu, jak równość płac. O ile czynne prawo wyborcze jest przez panie powszechnie wykorzystywane, to bierne już dużo mniej, przez co polityka jest jedną z najbardziej zmaskulinizowanych obszarów życia. I może między innymi właśnie z tego powodu, jej poziom pozostawia tak wiele do życzenia. Miejmy nadzieję, że na kolejne postępy w równouprawnieniu kobiet i mężczyzn nie będziemy musieli czekać kolejnych stu lat.