Stary pomysł na nowoczesność

Marcin Celiński o blisko 200-letniej historii elektromobilności

Projekt Tesli Elona Muska rozpala wyobraźnię i wyznacza w skali globalnej cele nowoczesności – odpryskiem czego jest demonstracyjny entuzjazm dla elektromobilności ekipy obecnie rządzącej Polską. Do czego niestety zabieramy się z właściwą sobie dziecięcą radością – rozpoczynając od projektowania karoserii wozu… Trochę to przypomina zabawy w moim przedszkolu, kiedy mieliśmy rysować Świat w roku 2000 (wtedy to była odległa i fantastyczna przyszłość) i malowaliśmy ludzi z plecakami odrzutowymi i piękne samochody unoszące się nad ziemią…

Problem oczywiście jest nie w karoserii i nie w pomyśle na elektryczny napęd, który to pomysł niedługo będzie świętował dwusetne urodziny – przyznacie, że jak na nowoczesność, to dosyć stare.

W latach trzydziestych XIX w. równolegle w kilku miejscach świata podejmowano próby budowy pojazdów elektrycznych. Szkot, Thomas Anderson zbudował pierwszy powóz z napędem elektrycznym; w Holandii samochód elektryczny zaprojektował Groningen; w USA prototyp takiego skonstruował Davenport. Te pierwsze konstrukcje w większości bazowały na napędzie którego źródłem było ogniwo Volty (Alessandro Volta to genialny Włoch, wynalazca, na cześć którego do dziś mierzymy napięcie w woltach), zaprezentowane światu w 1800 roku. Czyli ta nowoczesna elektromobilność ma dosyć długą historię.

W XIX wieku, a nawet jeszcze w początkach XX, nie było takie pewne, jaką drogą pójdzie motoryzacja – spalinową czy elektryczną. Po wynalezieniu najpierw akumulatora kwasowo-ołowiowego a potem komutatora stabilizującego działanie silników elektrycznych pojazdy elektryczne zyskiwały przewagę nad spalinowymi. Szczególnie, że osiągi jednych i drugich były porównywalne tak w zakresie prędkości jak i zasięgu.

Już w XIX wieku Pojazdy elektryczne były wygodniejsze, cichsze, łatwiejsze w obsłudze, bezpieczniejsze w końcu.

Przypomnijmy, że konkurowały z maszynami o strzelających gaźnikach, silnikach wydających z siebie koszmarne odgłosy, z rozrusznikami na korby – co wymagało naprawdę sporej siły fizycznej i nie raz owocowało uszkodzeniem kończyn. Obsługa korby przy rozruchu była ważniejszą umiejętnością ówczesnych szoferów od samego kierowania i obsługi pojazdu w ruchu.

Wiek XX przyniósł jednak czynniki, które przeważyły szalę na korzyść pojazdów spalinowych na kolejne 100 lat. Na przełomie wieków pojawił się wynalazek chłodnicy, kończący erę przegrzewających się silników. W 1913 roku Cadillac wyprodukował pierwsze samochody z zapłonem elektrycznym, eliminując rozrusznik korbowy. Rozwój technologii wydobycia i przetwarzania ropy naftowej spowodował obniżenie cen i łatwą dostępność tego źródła energii.

Ford T, model z 1912 roku. fot. wikimedia.org

Ostateczny cios elektromobilności zadał znany zabójca – Ford T. Model produkowany masowo, tani, jak na tamte czasy ekonomiczny w eksploatacji. Pojazd, który zmotoryzował USA i – bezpośrednio lub pośrednio – dużą część świata.

Schłodzone i bezpieczne silniki spalinowe, ich szybko rosnąca moc i wydajność pozostawiły elektryczną konkurencję daleko w tyle.

Samochód wyposażony w taki silnik i odpowiedni zapas paliwa w baku był poza zasięgiem pojazdów elektrycznych zmagających się wówczas z problemem mało doskonałych prostowników (efektywne silniki wymagały prądu stałego, w sieciach już wtedy był tylko zmienny) i czymś, z czym elektromobilność i cały sektor energetyczny zmaga się do dziś – magazynowaniem energii elektrycznej. Duży zapas energii wymaga wielkiego akumulatora, wielki akumulator w samochodzie to i przestrzeń, i ciężar, który musi unieść silnik, do czego konieczne jest więcej energii – kółko się zamyka.

Przez sto lat komunikacja oparta na energii elektrycznej pozostała tam, gdzie można było zasilać silniki z sieci – w kolejach, tramwajach metrze czy trolejbusach, pojazdy akumulatorowe były maleńką niszą – typu nasz rodzimy Melex. Pozostała także w laboratoriach badawczych, mamy lżejsze akumulatory, oszczędniejsze i wydajniejsze silniki.

Nadal jednak samochód oparty na zasilaniu silnika elektrycznego ze zmagazynowanej energii nie doczekał się swojego Forda T – pojazdu taniego, praktycznego i wygodnego w eksploatacji. Pojazdu, który miałby potencjał zawładnięcia rynkiem.



REO POLECA

Krzysztof Woźniak: Jazda z prądem

Publicysta, prezes wydawnictwa Arbitror.