Piotr Wójcik: Stare niedobre czasy

Obecne docenimy dopiero, gdy ich zabraknie.

fot. unsplash.com, Sarah Dorweiler

Żyjemy w najspokojniejszych i najbezpieczniejszych czasach w historii ludzkości. Stara dobra przeszłość, do której wzdychają niektórzy, była czasem mordów, gwałtów i grabieży. Nazywanie tak spokojnych czasów wojną cywilizacji albo upadkiem Zachodu to zupełne nieporozumienie.

Pojawiającym się co jakiś czas zamachom terrorystycznym w Europie Zachodniej towarzyszą nie tylko zrozumiały szok i oburzenie opinii publicznej, ale też coraz bardziej popularne teorie o upadającej cywilizacji Zachodu. Zachód ma się słaniać na nogach pod naporem najeźdźców z Bliskiego Wschodu, czego najlepszym dowodem jest to, że nie potrafi on zadbać o bezpieczeństwo swoich obywateli. Według tych teorii pojawiające się na Zachodzie zamachy to przejaw jakiejś kompletnej degrengolady, w jakie wpadły społeczeństwa zachodniej Europy, która niegdyś przecież rządziła całym globem. Dziesiątki czy nawet setki zabitych przez terrorystów to dowód na to, że wypowiedziano Zachodowi wojnę, a Europa uparcie nie chce tego przyznać. Wciąż tkwi w przeświadczeniu, że jest fajnie i spokojnie, nie widząc tych setek zabitych na ulicach.

Skoro obecne czasy to koniec Zachodu, bo setki jego obywateli giną w zamachach, to znaczy, że kiedyś było lepiej. Upadające obecnie kraje Europy niegdyś potrafiły zadbać o to, by na ich ulicach było bezpiecznie. Jeśli brać wyżej opisane teorie na poważnie, należy założyć, że w złotych czasach Europy musiało pod tym względem być inaczej. Skoro zabici na europejskich ulicach są dowodem na to, że cywilizacja europejska chyli się ku upadkowi, w czasach świetnej przeszłości tych zabitych albo musiało nie być, albo było ich zdecydowanie mniej. Każdy trzeźwo myślący i jako tako znający historię człowiek musi się w obliczu takiej tezy przynajmniej solidnie zastanowić. Przecież wystarczy zobaczyć kilka filmów historycznych, by się przekonać, że w świetlanej rzekomo przeszłości gwałty, mordy i grabieże były na porządku dziennym. I nie mówimy tu wcale o głębokim średniowieczu, ale nawet o czasach 200-300 lat wstecz, gdy europejska dominacja kwitła w najlepsze. Na szczęście nie trzeba się w tej dyskusji wspierać już tylko intuicją. Steven Pinker w Zmierzchu przemocy, wydanym w Polsce w 2015 roku przez wydawnictwo Zysk i S-ka, udowadnia czarno na białym, że historie o upadku cywilizacji Zachodu są oderwane od rzeczywistości. Żyjemy w najbezpieczniejszych czasach w historii, a społeczeństwa Europy Zachodniej nigdy nie były tak bezpieczne, jak obecnie.

fot. “Zmierzch przemocy”, Steven Pinker

Jak widać na powyższym obrazku pochodzącym z książki Pinkera, wskaźnik zabójstw (ich roczna liczba w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców) między XIII a XVI wiekiem we wszystkich krajach Europy Zachodniej wynosił kilkadziesiąt. We Włoszech w XIII i XIV wieku, czyli w czasach największego rozkwitu włoskich miast, dochodził nawet do 100. W XV i XVI wieku, czyli w czasach dominacji miast niderlandzkich, wskaźnik zabójstw w Niderlandach wynosił ponad 50. W Niemczech pod koniec XVIII wieku wynosił 10, a na początku XIX wieku w Wielkiej Brytanii wynosił ok. 4. Przez cały ten okres wskaźnik zabójstw stale spadał, by w drugiej połowie XX wieku wszędzie, poza Włochami, spaść poniżej 1. Pod koniec XX wieku nastąpiło wyraźne odbicie w górę, ale wciąż był to poziom niższy niż sto lat wcześniej.

fot. “Zmierzch przemocy”, Steven Pinker

Także patrząc na ostatnie sto kilkanaście lat widać ogromny postęp w zakresie spokoju i bezpieczeństwa na ulicach Europy. Mapka powyżej pokazuje, że między końcem XIX wieku a początkiem XXI wieku Europa Zachodnia i Środkowa stały się obszarem niespotykanego bezpieczeństwa ludności cywilnej. Na początku XXI wieku niemal we wszystkich krajach Europy Zachodniej i Środkowej wskaźnik zabójstw plasuje się w przedziale 0-2, choć jeszcze na koniec XIX wieku w wielu miejscach był w przedziale 5-10. Tymczasem w krajach Europy Wschodniej na początku XXI wieku wskaźnik ten oscyluje w przedziale 10-30. Mógłby ktoś powiedzieć, powołując się na wykres z rysunku pierwszego, że regres nastąpił w porównaniu do najspokojniejszej drugiej połowy XX wieku. Tylko że to także byłaby nieprawda. Od czasu wyżej wspomnianego odbicia pod koniec XX wieku wskaźnik zabójstw znowu wyraźnie spadł. Obecnie w większości krajów Europy Zachodniej znów wynosi mniej niż 1. Według Eurostatu w 2015 roku z dużych krajów starej UE tylko we Francji był wyższy, ale niewiele – wyniósł tam 1,5. W Niemczech i Włoszech wyniósł 0,8, w Holandii 0,7 (czyli tyle, ile w Polsce), a w Hiszpanii 0,6. Wskaźniki te dowodzą, że Europa to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi, a obecnie europejskie społeczeństwa są najbezpieczniejsze w historii.

Jakby nie liczyć, społeczeństwa Zachodu mogą się czuć tak bezpiecznie, jak niemal nigdy w historii. Zwolennicy teorii o upadku Zachodu oczywiście nadal będą krzyczeć, że ślepcy nie widzą ofiar na ulicach europejskich miast, ale zaślepieni to są przede wszystkim oni sami.