📻 REO AMERYKA: Wizy do USA? Już się z pracy nie dorobisz, czemu więc nie?

Piotr Wójcik: Koniec mitu od pucybuta do milionera

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 


 

To nie jest tekst o Polakach w USA uprzedzamy lojalnie. Jednak, jak byśmy urzędników ambasady USA w Warszawie oraz Imigration Office tamże, nie przekonywali, to temat pracy w Stanach interesuje Polaków niemal tak jak obywateli amerykańskich.

Stany Zjednoczone zamieniły się w społeczeństwo, w którym garstka zwycięzców rynkowej rywalizacji zgarnia większość generowanych zysków, a pozostali żyją marzeniami, że następnym razem to im się uda. Problem w tym, że taki model nawet z perspektywy czysto ekonomicznej jest nieefektywny.

Z USA w świat

Warto obserwować gospodarkę Stanów Zjednoczonych, gdyż wiele z jej trendów przekłada się potem na resztę świata. To w USA rozpoczął się gwałtowny wzrost nierówności w latach 70. XX wieku, który potem przeniósł się na Europę i Azję, choć już w mniejszej skali. To na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych rozpoczął się ostatni kryzys finansowy, który szybko zajął kolejne gospodarki Zachodu i obnażył strukturalne błędy w konstrukcji strefy euro. Model gospodarczy USA niezwykle oryginalnie opisali już w latach 90. Robert Frank i Philip Cook w książce Społeczeństwo, w którym zwycięzca bierze wszystko, wydanej w Polsce dopiero w zeszłym roku.

Obserwujemy ekspansję specyficznego rodzaju rynków – większość profitów jest dystrybuowana między wąską garstkę zwycięzców danej rywalizacji.

Wszystko albo nic

Według Cooka i Franka dysfunkcyjność amerykańskiego porządku ekonomiczno-społecznego bierze się z zupełnie innego powodu, niż wskazują najbardziej popularne tłumaczenia. Według optyki prawicowej, coraz rzadsza realizacja American Dream przez zwykłych ludzi jest spowodowana tym, że rząd i państwo ogranicza swobodę gospodarczą i zdziera ze zwykłych obywateli wysokie podatki, podczas gdy najzamożniejsi ich unikają. Należy więc drastycznie obniżyć podatki i znieść większość regulacji. Lewicowcy zaś twierdzą, że Stanami Zjednoczonymi rządzą korporacje, które lobbują za takim kształtem regulacji, który będzie zgodny z interesem koncernów i ich akcjonariuszy. Należy więc podnieść podatki najzamożniejszym oraz spółkom, a także uszczelnić regulacje, chociażby środowiskowe.

W Nowym Jorku ludzie zaczynają coraz wolniej chodzić. Być może to wpływ filozofii Slow Life, być może nie ma się gdzie tak spieszyć, jak jeszcze kilka lat temu

Frank i Cook proponują jeszcze inne rozwiązanie. Zgadzają się z tym, że amerykański model przestał funkcjonować

zarobki najzamożniejszych wystrzeliły w górę, a pensje klasy średniej i pracującej są w stagnacji od lat 70.

Jednak nie wynika to z tego, że USA przechwyciły jakieś grupy interesu czy to elity rządowe, jak chcieliby zwolennicy Tea Party, czy elity biznesowe, jak twierdzi lewica. Jest to spowodowane ekspansją specyficznego rodzaju rynków, na których większość profitów jest dystrybuowana między wąską garstkę zwycięzców danej rywalizacji, tymczasem pozostali gracze zostają niemalże z niczym. Zasady rywalizacji na tych rynkach nie są nieuczciwe  są jasne i nawet w miarę równe. Problem w tym, że zwycięzcy otrzymują gigantyczną premię, zupełnie nieodzwierciedlającą ich przewagi nad pozostałymi.

Minimalnie lepsi mają miliony lub miliardy, a ci, którym poszło jedynie nieco gorzej, kończą często jak pariasi.

Gwiazdorzy stomatologii

Najbardziej typowe rynki, w których zwycięzca bierze wszystko, to oczywiście kultura i sport. W filmie milionowe gaże zgarniają największe gwiazdy – aktorzy, reżyserzy i scenarzyści – tymczasem pozostali często musza dorabiać w pubach czy restauracjach. Setki tysięcy młodych Amerykanów próbują dostać się do NBA, NHL czy NFL, jednak udaje się to tylko nielicznym. Ci szczęśliwcy następnie opływają w dostatki, a przegrani nie mają nic, grając w podrzędnych ligach za grosze lub rezygnując z rozwijania się w kierunku, któremu poświęcili najważniejsze lata życia. Jednak ten typ rynków występuje w USA także w zupełnie zwyczajnych branżach np. w zawodach prawniczych, zarządzaniu, dziennikarstwie czy medycynie.

Z czego to wynika? Przede wszystkim z postępu technologicznego. Możliwość bardzo taniego powielania dzieł artystycznych spowodowała, że występy czy dzieła gwiazd kultury zyskują masowych odbiorców na całym świecie, przynosząc gigantyczne zyski, zupełnie nieporównywalne z dochodami mniej znanych lub mniej utalentowanych twórców. Po co mam oglądać wyczyny lokalnej ligi koszykówki, skoro mogę tanio obejrzeć mecze NBA w dobrej jakości?

Ogromne znaczenie ma też rewolucja logistyczna  dzięki niej wyroby najlepszych producentów tanio i szybko trafiają do każdego rejonu kraju i świata. Zamiast zadowalać się oponami lokalnej firmy, ludzie masowo kupują więc wyroby kilku najlepszych producentów. Generalnie

zamienienie się globu w jedną wielką wioskę spowodowało, że na wielu rynkach nie wystarczy już być dobrym

  teraz trzeba być przede wszystkim lepszym od konkurencji. To względna przewaga nad rywalami jest ważna, a nie poziom bezwzględny.

Rodacy po pracy

Ważną rolę odegrało także osiągnięcie wysokiego i zbliżonego do siebie poziomu przez profesjonalistów w poszczególnych branżach  od menedżerów po stomatologów. Ludzie są więc gotowi zapłacić ogromną kwotę za usługi kogoś, kto zapewni przynajmniej minimalnie większą wartość dodaną.

Kaganiec bezpieczeństwa

Problem w tym, że ekspansja rynków dla zwycięzców jest nieefektywna. Po pierwsze, prowadzi do złej alokacji talentów. Gdy w niektórych zawodach można zgarnąć niespotykane gaże, zbyt wielu młodych ludzi, wierząc w swoje umiejętności, pragnie się w nich sprawdzić. Następnie ta przegrana większość marnuje się na marginesie tych rynków lub wykonując już inne prace dla niewykwalifikowanych, tymczasem mogli oni zostać utalentowanymi reprezentantami mniej zyskownych zawodów, żyjąc na wyższym poziomie i więcej dając od siebie gospodarce.

Cierpią na tym więc nie tylko sami zainteresowani, ale też mniej dochodowe branże, które mają deficyt talentów.

Ekspansja rynków, na których zwycięzca bierze wszystko, powoduje też nieefektywną alokację inwestycji. Inaczej mówiąc, powoduje, że się przepłaca za pewne usługi. Przykładowo przedsiębiorstwa są w stanie wydawać ogromne kwoty na reklamę w najlepszych biurach reklamowych, byle tylko zdobyć minimalną przewagę nad konkurencją. Koncerny są w stanie wypłacać gigantyczne pensje prezesom, dyrektorom i doradcom finansowym, którzy gwarantują przynajmniej niewielką przewagę nad rywalami, zamiast lokować te środki chociażby w działalność badawczo-rozwojową.

Polska jest jeszcze zbyt biedna, by rynki zwycięzców miały u nas tak wielkie znaczenieDla polskich klientów indywidualnych i korporacyjnych cena wciąż gra ogromną rolę, więc Polacy nie są gotowi płacić każdej ceny najlepszym reprezentantom poszczególnych branż. Jednak w miarę bogacenia się rynki zwycięzców przybędą także nad Wisłę. Już teraz zaczynają występować w tradycyjnych dla siebie obszarach kultury i sportu. Dobrze więc w odpowiednim czasie zareagować, by nie dopuścić do takiego rozwarstwienia jak w USA. W jaki sposób?

Coraz rzadszy widok – Polacy pracujący przy najcięższych i niezdrowych pracach rozbiórkowych

Cook i Frank podają kilka przykładów chociażby ograniczenia ogólnego funduszu płac, które obowiązuje w ligach zawodowych w USA. Albo przepisy o płacy maksymalnej, które wiążą wysokość najwyższych pensji w danej firmie z najniższą lub średnią. Lub też przepisy antymonopolowe, które uniemożliwią jednemu podmiotowi zdobycie zbyt dominującej pozycji na rynku. Nałożenie kagańca na rynki, na których zwycięzca bierze wszystko, nie ma więc na celu likwidacji rynkowej konkurencji. Wręcz przeciwnie, chodzi tu o to, żeby rynkowa konkurencja nie zjadła samej siebie.



REO POLECA

📻 REO OPINIE: Powrót króla?