fot. unsplash.com, Nong Vang

Nie, to nie tak, że po rozesłaniu do rodziny i znajomych entuzjastycznego SMS-a opatrzonego zdjęciem z USG i po umieszczeniu na Facebooku postu z fotografią maleńkich bucików, przyszła pora na obwieszczenie światu dobrej nowiny za pośrednictwem kolejnego portalu. Spodziewam się dziecka to nazwa, którą w latach 80. ubiegłego stulecia rząd fiński zatytułował wyprawkę przygotowaną na narodziny każdego obywatela. Kraj ten w wielu kwestiach – począwszy od czysto społecznych, a na technicznych i naukowych kończąc – przejawiał i wciąż przejawia silne trendy innowacyjne. Przynoszą one wymierne korzyści i cieszą się dobrą sławą, a Finowie są z nich dumni. Czy możemy wprowadzić u nas choć część ich pomysłów, tak by polskie szkolnictwo przenieść z XX wieku w XXI?

Opieka idealna
Na pewno coś w nich jest, bo 100 fińskich innowacji społecznych, wydanych pod redakcją Ilkki Taipelego, to lektura przetłumaczona na 16 języków, w tym, obok tych niebudzących zdziwienia, na hindi, bengalski, mongolski czy paszo. Książka jest swego rodzaju kompendium wiedzy pokazującym skąd i dokąd zmierza fińskie społeczeństwo, dlatego w publikacji nie mogło zabraknąć opracowania dotyczącego reform w takich sektorach jak ruch zawodowy, czy tematów z pozoru lżejszych takich jak znaczenie ksylitolu (cukru brzozowego) czy rzeczonych wyprawek dla rodziców oczekujących dziecka. Tego typu zagadnienia stały się dla fińskiego rządu priorytetowe, stanowiąc podstawy sukcesu i wynosząc kraj w rankingach znacznie ponad przeciętną, czy wręcz na pozycję lidera krajów OECD.

Dlaczego warto pochylić się nad wyprawką przegotowaną przez rząd dla przyszłych rodziców? Bo jest to pierwszy moment, w którym obywatel, wchodząc w nową, prawdopodobnie najważniejszą rolę w całym swoich życiu, czuje wsparcie instytucji – pisze autor książki.  – Nie pozostaje sam ze swoimi lękami i obawami, ze swoimi wyobrażeniami i domysłami, jak to będzie, gdy cały jego świat, inaczej niż w reklamie pieluch czy kaszek dla niemowląt zacznie kręcić się wkoło nocnych kolek, ząbkowania, pierwszych biegunek, czy niezrozumiałych komunikatów wyrażanych płaczem lub gorączką. Od 1949 roku, bez względu na status społeczny i sytuację finansową, każda ciężarna kobieta dostaje pakiet, w skład którego wchodzą ubranka dla niemowlęcia, niegdyś emaliowane naczynie służące zarówno za wanienkę jak i miejsce prania bielizny, a obecnie pomoce dydaktyczne rozwijające pierwsze zdolności psychoruchowe młodego Fina – czytamy dalej. Czyż taka, choćby symboliczna, pomoc nie byłaby miłym gestem w stosunku do rodziców spodziewających się małego Polaka?

to pierwszy moment, w którym obywatel, wchodząc w nową, prawdopodobnie najważniejszą rolę w całym swoich życiu, czuje wsparcie instytucji.

Jedynym warunkiem, by rodzice otrzymali pakiet startowy, jest odbycie wizyty w poradni w pierwszym trymestrze ciąży. Takie rozwiązanie w opiece nad ciężarnymi i niemowlętami zagwarantowało Finlandii miejsce wśród trzech krajów z najniższym wskaźnikiem umieralności.

Wolałabym być matką w Finlandii
Być może właśnie te dane przyczyniły się do przeprowadzenia przez brytyjskie kobiety kampanii zatytułowanej I’d rather be a mother in Finland (Wolałabym być matką w Finlandii). Europa zachodnia szczyci się rozbudowanymi świadczeniami wynikającymi z bardziej opiekuńczej roli państwa. Pomijając nasz rodzimy ogródek, na który chętnie narzekamy, zamiast konstruktywnie rozmawiać, spójrzmy na tę kwestię globalnie. Nie tylko polska gospodarka i polityka społeczna mają jeszcze wiele lekcji do odrobienia w tym zakresie. Ukłucie zazdrości towarzyszące Brytyjkom czy innym kobietom marzącym o rozbudowanym systemie świadczeń jest zrozumiałe. Ale czy powinniśmy uznać, że u nas jest jak jest i lepiej nie będzie? Może faktycznie nie jest tak, że miłościwie nam panujący są już na prostej drodze do odnalezienia złotego środka w polityce socjalnej, jednak patrząc na proces zmian w Finlandii, można mieć choć nadzieję. Nie od razu przecież Rzym zbudowano, a Finlandia blisko 30 lat toczyła krucjatę na rzecz zasiłku z tytułu domowej opieki nad dzieckiem do lat trzech.

Ukłucie zazdrości towarzyszące Brytyjkom czy innym kobietom marzącym o rozbudowanym systemie świadczeń jest zrozumiałe.

To nigdy nie jest łatwe
Po raz pierwszy propozycję owego projektu przytoczyła w latach 50. Marjatta Vaananen, późniejsza minister spraw społecznych. Jako dobrze wykształcona matka trojga dzieci zauważyła niesprawiedliwość dotykającą matki poświęcające swoją karierę zawodową na rzecz harmonijnego rozwoju dziecka (znamy to, prawda?). Ta grupa kobiet nie tylko wypadała z rynku pracy, ale również traciła świadczenia emerytalne. Vaananen, jako dziennikarka oraz działaczka społeczna, postanowiła nagłośnić ten problem zarówno w mediach, jak i na spotkaniu zarządu Organizacji ds. Polityki Ludności. Jak się okazało, społeczeństwo było w tym temacie mocno podzielone – realia powojennej gospodarki potrzebowały dobrze wykształconych pracowników, a nie osób zostających w domach i zajmujących się dziećmi. I tak, niemal trzy dekady, dwie najważniejsze partie stały po dwóch stronach barykady. Dopiero w 1990 roku Partia Socjaldemokratyczna przeforsowała ustawę, na mocy której przyznano prawo do dziennej opieki przedszkolnej. Obecnie ponad 50% dwulatków zostaje w domu z opiekunem, podczas gdy w Danii i Szwecji grupa ta wynosi 13%. Jak widać nie nachalna, ale bardzo realna pomoc rządu Finlandii sprawia, że rodzic podejmując decyzję o aktywizacji zawodowej, nie robi tego z pobudek ekonomicznych – może kierować się dobrem dziecka, tym co jest słuszne i bliższe jego potrzebom. Jakże to odmienne od dylematów wielu Polek, których rozwiązanie częściowo ułatwił co prawda Program Rodzina 500 plus, jednak wciąż nieporównywalnie do sytuacji matek-Finek.

Sprawy przyszłości
Dopiero po latach dowiadujemy się, czy posłanie dziecka do przedszkola zamiast zorganizowania mu opieki któregoś z rodziców było właściwym krokiem. Dokładnie tak samo jest z działaniami zakrojonymi na szeroką skalę. Nim reformy zostaną wprowadzone, decydenci analizują światowe trendy i sukcesy. W każdym razie dobrze byłoby, gdyby tak robili. W Polsce wprowadzone w 1999 roku gimnazja nie cieszyły się początkowo dobrą opinią nauczycieli. A dziś, gdy po blisko 20 latach rząd zdecydował się na powrót do starego systemu, głosy nauczycieli są ostre i mocno podzielone. Z jednej strony nie ma co się dziwić, bo przecież, gdzie trzech Polaków, tam cztery opinie. Z drugiej strony słychać obawy, czy wracanie do systemu sprzed tylu lat ma sens? Z kolei szerokie grono nauczycieli i rodziców, uważa, że powrót do dobrze znanego sytemu 8 + 4, to rozwiązanie dobre na początek długofalowych i koniecznych zmian wprowadzających polską oświatę w nową erę. Jednak zarówno zwolenników, jak i przeciwników ostatniej reformy niepokoi brak spójnej, nadrzędnej wizji dla polskiej edukacji. Bo jak to możliwe, że innowacje proponowane przez rząd fiński stają się jego chlubą i wizytówką, a cały świat próbuje mu dorównać? Na pewno nie jest to wynik przypadkowych działań na zasadzie chybił trafił. Aby uniknąć chaosu i nadać zmianom ugruntowany charakter, należałoby zastanowić się nad powołaniem swoistego think tanku w postaci Parlamentarnej Komisji ds. Przyszłości – grupy, której naprawdę zależałoby na rozwoju i zmianach w dobrym kierunku. Tak jak to zrobiła Finlandia.

Obecnie ponad 50% dwulatków zostaje w domu z opiekunem, podczas gdy w Danii i Szwecji grupa ta wynosi 13%.

Myślenie i planowanie
W ten sposób dalibyśmy szansę tym, którzy za pomocą bardziej wysublimowanych narzędzi niż szklana kula czy wróżenie z fusów, mogliby wesprzeć poszczególne komisje parlamentarne w planowaniu innowacji. Wprowadzona w Finlandii na początku XXI wieku reforma konstytucyjna nadała tamtejszej Komisji ds. Przyszłości status komisji stałej, działającej na podobnych zasadach co pozostałe komisje specjalne. Dwa lata później Komisja Konstytucyjna mogła już zapoznać się z raportem na temat planowanego rozwoju kraju. Dokument ten, stworzony w oparciu o metodykę stosowaną w futurologii, przybrał formę kompleksowego badania na temat rozwoju społecznego oraz alternatywnych wizji przyszłości. Był tym, czego nam brakuje – przemyślanym planowaniem.

Fińska komisja cały czas działa i ocenia rozwój technologii oraz jej wpływ na społeczeństwo. Przy współpracy z innymi organami publikuje raporty, które poddane szerszej dyskusji znacząco wpływają na rządowe plany.  Nie wiem, czy powołanie podobnej komisji w Polsce dałoby Polakom poczucie, że nad innowacjami wprowadzanymi w życie czuwa sztab wizjonerów, czy byłby to tylko kolejny powód do krytykanctwa. Ale w 2016 roku, w ramach obchodów stulecia fińskiego parlamentu, Komisja wydała pozycję zatytułowaną Demokracja i futurologia – zbiór publikacji dotyczących demokracji w 2100 roku. Jej autorami jest międzynarodowe grono ludzi myślących o przyszłości. Trudno jest mi wyobrazić sobie lepszy prezent na setne urodziny naszej Niepodległej. Być może w społeczeństwie łasym na przepowiednie jasnowidza Jackowskiego czy ojca Klimuszki znalazło by się wielu czytelników chętnych do poznania trendów na nadchodzące stulecie.