📻 DWIE PŁCI: Kobiety nie są z Wenus, za to socjobiologia jest z kosmosu

Medialne porady dotyczące spraw damsko-męskich to często ściema

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 



Nie warto słuchać medialnych ekspertów i porad – będących tzw. pop-psychologią – dotyczących związków damsko-męskich. Lepiej udać się do prawdziwego psychologa, bo mądrości medialne opierają się zwykle na nauce zgoła innej, konkretnie socjobiologii (ewentualnie psychologii ewolucyjnej). To teoria jasna, prosta i przyjemna (żeby nie powiedzieć prostacka), zrozumiała dla każdego bez zbędnego wysiłku, pozwalająca do tego błyszczeć w towarzystwie. Czy aby jednak na pewno słuszna?

Pseudonauka na medialnych salonach

Sam jestem absolwentem socjologii, rozumiem, że teorie i podejścia mogą być różne, lecz rozumiem też, że niektóre poglądy mogą być nie tylko nieprawdziwe, ale wręcz szkodliwe. Nie wiem czemu, ale socjobiologia – nauka głosząca, że wszystkie zachowania wynikają z pierwotnych instynktów, które pomagały naszym przodkom przetrwać – uchodzi za jedynie słuszną, gdy media piszą o sprawach damsko-męskich. Czy aby na pewno przetrwanie i chęć rozmnożenia są jedynymi przyczynami tego, co robimy? Być może popularność socjobiologii wynika z tego, że ta pseudonauka jest bardzo prosta, jasna, przejrzysta, logiczna i zrozumiała dla każdego. Problem w tym, że nie opisuje rzeczywistości, o wiele bardziej wszak skomplikowanej. Jest ona też szkodliwa, bo za normalne uważa rzeczy podłe i niemoralne, takie jak zdrada, mordowanie dzieci z poprzedniego małżeństwa lub choćby kierowanie się portfelem przy wyborze mężczyzny.

Przykład? Psycholog Katarzyna Kucewicz w wywiadzie dla Gazeta.pl ogłosiła wszem i wobec znaną nam ze wszystkich poradników i pisemek kobiecych tezę, że kobiety pociągają niegrzeczni, czy źli, mężczyźni, i podpiera się w tym celu badaniami: Z badań naukowców z Interdisciplinary Center Herzliya, University of Rochester i University of Illinois w Urbana-Champaign wynika, że mężczyźni szukają zwykle partnerek miłych, uległych, a kobiety – mężczyzn silnych, odważnych, wręcz drapieżnych, a to kojarzy się z niegrzecznością. Brzmi banalnie, lecz wynika to z naszej ewolucyjnej tendencji do poszukiwania partnera o cechach potrzebnych nam do przetrwania.

Reguła, która nie jest regułą

Po pierwsze, to, iż kiedyś coś było potrzebne do przetrwania, nie znaczy, że takie jest teraz. Badań jest wiele, bardzo często są interpretowane ideologicznie. Na przykład przeciwnicy gender zrobili badania, z których wynikało, że dla szympansich samców jazda samochodem jest naturalna, a dla samic już nie. Miałoby to udowadniać, że tradycyjny podział ról leży w naturze, jednak niezaprzeczalną oczywistością jest, że w naturze żadnego szympansa jazda samochodem nie leży – raczej trudno spotkać przedstawiciela tego gatunku za kółkiem albo chociaż na tylnym siedzeniu. Badania tego typu mają jeszcze jedną cechę. Przecież nie jest tak, że 100% kobiet ma takie preferencje, a 100% mężczyzn inne, więc na jakiej podstawie jakąś cechę nazywa się kobiecą, a jakąś męską? Jedne kobiety lubią to, a inne co innego i wiadomo, że nigdy nie idealnie po połowie – ale czasem naukowcy już niewielką większość traktują jako głos natury kobiecej (lub męskiej). Pani psycholog zresztą sama przyznaje mi rację już w następnym akapicie: Oczywiście nie jest to reguła, lecz możemy mówić o silnej tendencji mężczyzn do uważania kobiet za bardziej kobiece, gdy te jakoś potrzebują pomocy: kogoś, kto je potrzyma za rękę, pomoże przejść przez życie. Kobiety bardziej niezależne często są przez nich postrzegane jako mniej atrakcyjne, bo swoimi działaniami wchodzą w męskie pole działania.

To konserwatywne przesądy, nie nauka. Podobnie jak to, że według socjobiologii mężczyźni wolą dziewice, bo tak podpowiada im rzekomo prastara strategia reprodukcyjna. Ale jak udowodnić, że przyczyna występowania takich preferencji jest wrodzona, a nie leży na przykład we wtłaczanych do niedawna schematach myślenia na temat ról płciowych? W niektórych krajach azjatyckich nadal sprawdza się, czy panna młoda była dziewicą, jednak w naszej kulturze mało który mąż jest pierwszym partnerem swojej żony. Osobiście nie widzę nic pociągającego w kobiecie, która do 30. roku życia nie uprawiała seksu, i myślę, że nie tylko ja. Poza tym zachował się opis – przed nastaniem chrześcijaństwa w Polsce – gdy pan młody odprawił niedoszłą żonę, która była dziewicą, bo stwierdził, że skoro żaden cię nie chciał, znaczy, że jest z tobą coś nie tak.

nie trzeba Freuda, żeby wiedzieć, że preferencje kobiet mogą być różne.


Leo, nie Arnold

Poza tym skoro – według słów cytowanej psycholog – nie jest to regułą, to na jakiej podstawie socjobiologowie (bo psychologia jest znacznie bardziej skomplikowana) doszli do wniosku, a za nimi Katarzyna Kucewicz, że akurat to zachowanie kobiety jest prawidłowe – jest kobiece, skoro czasy, w których żyjemy, pokazują, że jest dokładnie na odwrót? Pani psycholog idzie jednak dalej, potencjalnie wpędzając w kompleksy rzesze mężczyzn (gdyby była ich terapeutką): W tych samych badaniach wykazano ponadto, że wrażliwy, czuły mężczyzna na pierwszy rzut oka wydaje się często kimś podejrzanym – kobiety zastanawiają się, czemu jest taki miły. Czy to nie manipulacja? I wcale ich to nie pociąga. Mężczyźni za to gustują w kobietach, którymi mogą się opiekować.

Po pierwsze, nie powinna się wypowiadać w imieniu wszystkich kobiet, tylko za siebie (nie trzeba Freuda, żeby wiedzieć, że preferencje kobiet mogą być różne). Ja rozumiem, że są kobiety, które lecą na chamów i prostaków (pociąga je dominacja), traktujących je jako istoty podrzędne, jednak każda normalna kobieta woli być szanowana – i z całą pewnością jest bardzo wiele kobiet na tym świecie, które gustują raczej we wrażliwych dżentelmenach niż samcach. Czyli jaki wniosek z tego wywiadu? Że nie można być miłym i uczuciowym, bo będzie się dla kobiety nieatrakcyjnym? Nie będzie się mężczyzną? Bo tak było w czasach kamienia łupanego? Czy taką mądrość pani psycholog przekazuje klientom z problemami? Czasy się zmieniły i już nie trzeba kobiety bronić za pomocą maczugi i tak też jej podrywać. Chociaż fakt, że niektórzy (i niektóre) zdają się tego nie zauważać, ale czemu to takie osoby traktować jako normalne (zgodne z naturą)? Swoją drogą, niech pani psycholog powie mi (i pytam o to jako socjolog), dlaczego regularnie rankingi najseksowniejszych mężczyzn świata wygrywają aktorzy w stylu Leonardo di Caprio czy Brada Pitta, którzy raczej nie są agresywnymi, prymitywnymi samcami, lecz właśnie wrażliwymi i miłymi mężczyznami? Dlaczego za bożyszcze kobiet są uważani właśnie tacy mężczyźni? Dlaczego we wszelkich romansach czy innych historiach miłosnych nie występuje Arnold Schwarzenegger?

1
2