PO ŚWIĘTACH. Odchudzanie tak. Ale jednocześnie nie tucz oszustów…

Odchudzisz tylko portfel

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Gosia Tchorzewska.



Jak schudłam 23 kg w 8 tygodni przy problemach z tarczycą i siedzącej pracy, czyli moja droga do wymarzonej wagi – to nagłówek maila zapraszającego do zakupu rewelacyjnego środka na odchudzanie, pod nazwą SlimBerry. To jeden z setek takich maili, którymi nasze skrzynki zalewane są bez przerwy. Ich nadawcy oferują cudowne środki na odchudzanie, witalność, odrastanie włosów, poprawę libido, potencję i cokolwiek sobie tylko wymyślicie. Wszystkie nadzwyczaj skuteczne, wyjątkowe. I wszystkie mają jedną wspólną cechę – ich działanie polega przede wszystkim na skutecznym odchudzaniu portfeli. Ale może tym razem jest inaczej i dostałem coś rzeczywiście wiarygodnego?

Czas świąt zrobił swoje (no dobra, też się do tego dołożyłem) postanowiłem spróbować, czyli najpierw sprawdzić. 

 

1 Klikam na link w mailu https://twoje-piekno.pl/slimberry-lifestyle-1-5/news

Pierwszy sygnał ostrzegawczy – od razu po otworzeniu się strony z linka na ekranie pojawia się okienko z informacją, że specjalnie dla mnie przygotowano wyjątkowy rabat, oczywiście ważny tylko do godziny 24. Na wszelki wypadek sprawdzam tę informację dwa dni później – rabat nadal jest i nadal tylko dzisiaj do północy. No ale OK, niech będzie. Może rzeczywiście warto skorzystać z rewelacyjnej oferty rabatowej? No to czytamy, czym jest ten niesamowity preparat.

slimberry czy działa2 Niejaka Agata Kolecka opowiada swoją historię. Zdjęcia bohaterki wyglądają na pierwszy rzut oka wiarygodnie. Jednak intensywna obróbka photoshopowa, widoczna na zdjęciu po kuracji, wywołuje moją nieufność. W końcu nie tak trudno znaleźć w internecie zdjęcia podobnie wyglądających osób i wrzucić je obok siebie. Już po tygodniu spodnie zaczęły być luźniejsze, a na wadze zobaczyłam 9 kg mniej! – brzmi niesamowicie. A jednak każdy, kto cokolwiek słyszał o dietetyce, doskonale wie, że takie tempo chudnięcia może być zabójcze, a na pewno jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia i życia.


Według zaleceń maksymalne bezpieczne tempo chudnięcia to 1-2 kg na tydzień. I to wyłącznie przy bardzo intensywnym treningu i przestrzeganiu rygorystycznej i zbilansowanej diety, gwarantującej dostarczanie organizmowi optymalnego zestawu substancji odżywczych. Zatem dalsze opowieści o schudnięciu 30 kg w ciągu miesiąca od razu wkładamy między bajki. To bzdura!


3 Kolejna sprawa to brak w reklamie i na stronie produktu jakichkolwiek informacji, że samo łykanie preparatu nic nie zdziała. Liofilizowany wyciąg z aronii może i poprawia metabolizm, przyspiesza spalanie tłuszczu czy obniża poziom cholesterolu (7 razy skuteczniej – tylko nie wiadomo, w porównaniu z czym). Żeby schudnąć, potrzebna jest jeszcze rygorystyczna dieta i aktywność fizyczna. Cudów nie ma. Preparaty szybko odchudzające i bezpieczne dla zdrowia nie istnieją. A zwykły wyciąg z aronii może co najwyżej nieco wspomóc odchudzanie, ale na pewno nie załatwi sprawy.

4 W mailu znalazły się opinie trojga naukowców. Postanowiłem je zweryfikować.

 

Lousis Manford, Uniwersytet Columbia (USA): Niesamowite efekty odchudzania. Zero skutków ubocznych. Poprawa włosów, skóry i paznokci. Nie wierzyłem, że kiedykolwiek to powiem, ale dla mnie Slimberry – to idealna kuracja odchudzająca! Problem w tym, że na stronie szacownego Uniwersytetu Columbia nie ma informacji o takim pracowniku naukowym. Nawet wpisanie nazwiska w Google nie daje żadnych efektów.

Elizabeth Fiills, Akademia Nauk w Londynie (Wielka Brytania): Moje podopieczne są zachwycone, ja również! Kilogramy lecę w dół jak szalone.  Powtarzam procedurę. I znowu ani Google, ani strona Brytyjskiej Akademii Nauk (The Royal Society) nie słyszały o istnieniu takiej badaczki.

Może więcej szczęścia będę miał w Polsce. Fryderk Samson, Uniwersytet Medyczny w Bydgoszczy: Wiele lat czekaliśmy na skuteczną metodę odchudzania. Rok 2018 można nazwać złotym okresem dla dietetyki. Ratunek dla osób z nadwagąś! [pisownia oryginalna]. I znowu skucha. Po pierwsze, nie istnieje Uniwersytet Medyczny w Bydgoszczy. Jest Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy. No dobrze, niech będzie, że to skrót myślowy i komuś nie chciało się wpisywać pełnej nazwy. Googlowanie i przeszukanie strony Collegium Medicum nic nie daje – brak śladu o takiej postaci.

Trudno uwierzyć, że troje naukowców, na których powołuje się autor maila, to kontestatorzy nieobecni w mediach społecznościowych, po których nie został nawet ślad w postaci linków do publikacji i cytowań.

5Na końcu wyznań Agaty Koleckiej znajduje się kolejny link pod hasłem Kliknij tu, aby otrzymać SlimBerry . Klikam i ląduję na kolejnej stronie. Tu w oczy od razu biją dwa zdjęcia dziewczyny (dziewczyn?). Przed i po kuracji (podobno). Kasia z Zawiercia schudła jakoby 15 kg w 6 tygodni. Wiarygodność zdjęć pozostawiam do oceny Szanownym Czytelniczkom i Czytelnikom.

slimberry czy działa

6 Tutaj preparat zachwala lekarz Michał Borowski, który pisze: od 21 lat prowadzę wraz z żoną prywatną klinikę w Warszawie, w której pomagamy naszym pacjentom schudnąć i odzyskać zdrowie. Googlujemy. Jedyny lekarz o takim nazwisku, jaki pojawia się w wynikach wyszukiwania, to internista, pracujący w Areszcie Śledczym w Poznaniu. Ciekawa klinika, chociaż nie jestem pewien, czy się w niej chudnie i wraca do zdrowia. Jakoś nie wierzę, żeby po klinice prywatnej, potrzebującej reklamy i pacjentów, w dzisiejszych czasach nie było śladu w internecie.

Na kolejnej podstronie mamy kolejną specjalistkę. Nazywam się Marianna Krosnowska-Zbieć i jestem lekarzem specjalistą od zaburzeń wagi. Od 15 lat prowadzę własny gabinet w Warszawie, w którym pomogłam ponad 1200 osobom, które chciały schudnąć 7 razy szybciej w porównaniu do innych metod oraz pragnęły obniżyć poziom zabójczego cholesterolu. [https://twoje-piekno.pl/slimberry-centrum/centrum] I znowu ani śladu w sieci po lekarce i jej gabinecie.

7Według informacji, jaka pojawia się na stronie z zamówieniem, właśnie przegląda ją 327 osób (3 sekundy później już tylko 272, a 5 sekund później 344). Na bieżąco jesteśmy informowani o dokonywanych zakupach. Właśnie kupili pan Judyta z Tarnowa i pan Urszula z Warszawy.

 

Jak zwykle w takich przypadkach na stronie jest informacja o skuteczności potwierdzonej badaniami klinicznymi. Nie wiadomo tylko, kto, gdzie, kiedy i zgodnie z jakimi standardami te badania przeprowadził.

Dość sprawdzania. Nawet nader korzystna cena – tylko 137 złotych zamiast 247 zł (tylko dziś do północy) i gratisowa wysyłka nie przekonają mnie, że to zwykła ściema. Nawet gwarancja 100% zwrotu w przypadku braku satysfakcji nie są w stanie mnie namówić na zakup.



Wszystkie opisane wyżej przeze mnie techniki są typowe dla sprzedawców podejrzanych medykamentów, niby-cudownych środków na wszystko. Podstawa takiego działania jest prosta.

  • Po pierwsze, ludzie łatwo wierzą w opinie i świadectwa innych użytkowników. Stąd w reklamach tak często do zakupu przekonują nas różne użytkowniczki, które sprawdziły i są zadowolone.
  • Po drugie, autorytety naukowe ze sławnych ośrodków akademickich lub instytucji o mądrze brzmiących nazwach jeszcze bardziej podnoszą wiarygodność produktu.
  • Po trzecie, odbiorcy reklamy nie pofatygują się, żeby zweryfikować takiego maila. A rozesłano ich dziesiątki, setki tysięcy.

Przy zakupieniu akcji mailingowej na jednym z czołowych polskich portali mail reklamowy, o którym piszę, trafił do skrzynek ponad 10 milionów użytkowników kont pocztowych. Nawet zakładając minimalną skuteczność na poziomie 0,01%, oznacza to, że zakupu mogło dokonać 1000 osób! Co oznaczałoby zamówienia na kwotę 137 tysięcy złotych! To oczywiście rozważania czysto hipotetyczne, ale wcale nie nierealne.

Autorom bzdury o chudnięciu 30 kg w ciągu miesiąca gratuluje pomysłowości. A tym, którzy dali się na to złapać, przyznaję zbiorowy order z kartofla dla naiwniaka roku.


 



REO POLECA:

KOLACJA: Jedzmy mniej mięsa. Mały-wielki krok

 

 

Krzysztof Garwatowski
Rocznik 1967. Eksharcerz, eksnauczyciel, obecnie dyrektor programowy w wydawnictwie Pink Press. Aktywnie działa w społeczności lokalnej na warszawskiej Białołęce. Wyznawca nauki i wielbiciel science-fiction.