Serial CZARNOBYL zwala z nóg. Nowy Ogień Legasowa

Na kolana pada pokonana i ostatecznie ujarzmiona ATOMOWA BESTIA

Dobiegł końca spektakularny serial HBO Czarnobyl, zebrał przy tym najwyższe oceny w historii. Niczym podlegający rozruchowi reaktor jądrowy dostarczył nam w zaledwie pięciu odcinkach taką dawkę emocji, na którą odnawialna co sezon Gra o Tron potrzebowała niemal ośmiu lat i tak wielu pozostawiając z poczuciem niedosytu.

Obserwując internetowych komcionautów w dyskusjach o serialu Czarnobyl, widać dziś zupełnie inne emocje, niż tradycyjnie można by było tego oczekiwać. Zamiast strachu przed niewidzialnym, obrzydzenia, wstrętu, złości i gniewu… widzimy fascynację, ciekawość, dystans, ulgę, ale też jakąś niezrozumiałą… nadzieję.

Fascynacja i ciekawość zawsze towarzyszyła tematowi Czarnobyla, tak samo jak fascynujące jest oglądanie wypadków samochodowych w zwolnionym tempie. Zjawisko disaster porn, to bardzo ludzka ciekawość tego, co tam tak naprawdę się wydarzyło. Co zostanie po odsianiu wszystkich teorii spiskowych i plotek? Napawa nas dziś dziwnym spokojem możliwość obserwacji z bezpiecznego dystansu (głównie czasowego) szczegółów wydarzeń, które były tak kluczowe dla energetyki zaledwie 30 lat temu.

Zmęczeni sprzecznymi informacjami możemy czerpać dziś z pewności siebie i opanowania ekranowego prof. Legasowa. Słuchamy jego końcowego wykładu o przyczynach katastrofy tak, jak słucha się komunikatu o przyczynach dawnej powodzi czy inflacji, które wszakże przeżyliśmy, ale najedliśmy się przy nich sporo strachu.

Wszystko jest tu już wtedy znów poukładane, logiczne, nazwane, wyjaśnione. Katastrofa była straszna, okazuje się jednak dużo mniej straszna, niż nam przez lata wmawiano. Dziś fascynuje i onieśmiela nas MOC i SIŁA tego, co się tam wydarzyło. Wykład Legasowa przywraca nam jednak to uczucie, które towarzyszyło zapewne naszym przodkom, gdy ujarzmiali pierwszy ogień. Przerażeni i zmarznięci pewnego dnia nauczyli się tego, jak korzystać z ogniska bez ryzyka poparzeń i zaczadzenia. Czuli wtedy zapewne to samo, co czują dziś widzowie piątego, ostatniego odcinka serialu.

Współczesne spektrum anomalii

Serialowi służy nie tylko dystans czasowy, ale również kontekst, w jakim go oglądamy. W 2019 roku mamy już bowiem do czynienia z innymi bestiami, dużo potężniejszymi i będącymi całkowicie poza naszą kontrolą. Z przerażeniem oglądamy zdjęcia pyłowych zamieci w środkowej Polsce, głęboko w duszy wiemy, że nie jest to wcale piasek z Sahary, ale nasza polska pustynia środkowo-europejska. Oglądamy koszmarne pożary lasów Kaliforni, Kanady, Rosji i z niepokojem patrzymy w niebo.

Nie mamy pewności czy kolejne zjawisko pogodowe mieści się jeszcze w szeroko pojmowanym spektrum anomalii czy może już właśnie tu i teraz mamy do czynienia ze zmianą klimatu? Jak wysoką cenę będziemy musieli zapłacić, by uniknąć tego, czego uniknąć się nie da? Każda tona CO2 w atmosferze będzie szkodzić naszemu klimatowi dużo dłużej niż rozrzucone atomy rdzenia czarnobylskiego reaktora (poziom cezu w Bałtyku osiągnie stan sprzed katastrofy w 2020 roku).

Bestia globalnego ocieplenia paraliżuje swoją potęgą i swoim całkowitym nieujarzmieniem. Obserwując porażki dekarbonizacyjne najsilniejszych państw i globu w całości pielgrzymujemy w swojej bezradności i do bólu ludzkiej bezsilności. Kto nie ma dzieci, może jeszcze uspokoić nerwy narracją, że prawdziwa katastrofa nie nastąpi za jego życia, ale dla rodziców i dziadków nie ma ucieczki przed prostą konstatacją: prędzej czy później z tym potworem ktoś będzie musiał stanąć twarzą w twarz. I lepiej by w takiej chwili nie stał z pustymi rękami.

Oczywiście nie jest to uczucie w żaden sposób nowe: dzięki naszej zmyślności mogliśmy jako gatunek na chwilę o nim tylko zapomnieć.

Ludzkość od zarania dziejów UCIEKA OD NATURY, walcząc o pożywienie, ciepło, schronienie, chce z naturą koegzystować, ale na swoich warunkach. Kto twierdzi, że kierunek tej ucieczki można zmienić, powinien w zimie przenocować w lesie bez śpiwora.

Walcząc w tej nierównej walce, zawsze do tej pory znajdowaliśmy rozwiązania, a wszystkim naszym bezpośrednim przodkom udało się wszak przekazać ich geny, byśmy dziś mogli ten fakt skonstatować. Chcemy czuć podskórnie, że i tym razem i nam uda się wygrać, desperacko rozglądamy się więc za czymkolwiek, co będzie mogło posłużyć jako tratwa nadziei.

W kulminacyjnej scenie widzimy licznik mocy termicznej reaktora, który po latach ujarzmiania zrywa się z grafitowego łańcucha. Ryczy z wściekłością i furią 33 000 000 kW mocy (suszarka to 1 kW) prosto w twarze przerażonych ludzi. Nie są oni bez winy: złamali wszystkie zasady zdrowego rozsądku i rozsierdzili go do białości niczym tolkienowskiego Balroga.

I oto pojawia się nadzieja

Wykład Legasowa, który ze przekonaniem i napięciem godnym Bogusława Wołoszańskiego albo tolkienowskiego Gandalfa tłumaczy obserwowane wydarzenia, wtrąca nagle nietypową dla inżyniera naukowca lirykę. Kiedy opisuje sposób, w jaki można zapanować nad naszym Nowym Ogniem, mówi z maleńką łezką w oku:

“To jest niewidzialny taniec … który zasila nasze miasta bez dymu i płomieni … JEST PIĘKNY.”

Legasow, tak jak inni bohaterowie wydarzeń, jak na Prometeuszy przystało, zapłacą za swoją misję okrutną cenę. Ale Nowy Ogień choć groźny, potężny i straszny, zostaje w naszej świadomości pokonany i ujarzmiony nauką.

Naszej umęczonej klimatycznym strachem podświadomości z pomocą przychodzi w tym momencie wizja posłusznej jądrowej bestii Legasowa. Choć na naszych oczach wyrwała się ona przed chwilą z więzów, pożerając apodyktycznego Diatłowa i niewinnych operatorów reaktora oraz sympatycznych strażaków, widzimy, że – w odróżnieniu od bestii klimatycznej – ta atomowa jest potężna, ale też mimo wszystko KONTROLOWALNA. Zamiast czuć przerażenie i wstręt, zaczynamy czuć empatię, która pojawia się, gdy zaczynamy ROZUMIEĆ.

Czujemy podskórnie, że wyciągając wnioski z katastrofy sowieckiego reżimu (w Polsce każdy obywatel po czterdziestce może z tego napisać doktorat), jeśli będziemy do tego zmuszeni, możemy zrobić wszystko lepiej i skuteczniej. Możemy zaprząc tę potęgę do misji ratunkowej, jeśli tylko będziemy tego chcieli. Nie jest to proste ani pewne, ale jest jakimś światłem w tunelu. który ostatnio stawał się nieznośnie ciemny i paraliżujący.

Zaskakujący wynik spontanicznej ankiety na forum internetowym sympatyków Wiosny Roberta Biedronia wskazuje na ciekawą zmianę przekonań w kwestii atomu.

W ostatnich planszach serialu (niepozbawionych błędów faktologicznych) widzimy, że katastrofa, choć straszna, ma jednak swoje policzalne i ograniczone skutki. Rozumiemy bezmiar patologii organizacyjnej i społecznej, który do niej doprowadził.

Pozostaje więc nadzieja. Nadzieja, że gdy przyjdzie znów zmierzyć się z tym, co widoczne tylko kątem oka, co realne, prawdziwie i groźne, co czyha i sapie na nas i nasze dzieci, nie będziemy sami. Mamy swojego potężnego i groźnego asa w rękawie.


REO POLECA

CZARNOBYL: HUKNĘŁO I WSZYSTKO POSZŁO. Pierwsze ofiary

Adam Błażowski
Absolwent Politechniki Wrocławskiej. Tworzy rozwiązania informatyczne dla Internetu Rzeczy w branży efektywności energetycznej budynków. Jest certyfikowanym profesjonalistą unijnego stowarzyszenia Climate KIC.