REO MEMORY: Superman John McCain

Zmierzch gigantów

Nieważne kiedy Go poznałem. Może 10, może więcej lat temu. Ważne jest, że zrobił na mnie wrażenie. Nie, nie swoją niezaprzeczalnie wysoką pozycją w amerykańskiej polityce. To było coś więcej: zaskakująca w dzisiejszych płynnych czasach integralność Jego osobowości, jasność poglądów i bezkompromisowość.



Autor artykułu w czasie pełnienia funkcji ambasadora RP w Waszyngtonie, z żoną Dorotą Wysocką-Schnepf; między nimi b. premier RP Kazimierz Marcinkiewicz i senator John McCain

Dla Johna McCaina czarne pozostawało czarnym, a białe białym, nawet jeśli jego polityczny interes lokował się po przeciwnej stronie. Jak mało kogo, życie przygotowało Go do wchodzenia na stromą górę.

Podczas wojny wietnamskiej Jego samolot został zestrzelony. Przerażającymi scenami trzymających się kurczowo tratwy rozbitków, których ubywało wraz z każdym atakiem rekinów, nie lubił się dzielić. Później była komunistyczna niewola, tortury i wreszcie wolność. Do swojej ukochanej Arizony wrócił po sześciu latach już jako bohater.

Polityczna kariera McCaina od początku związana była z Republikanami. Był twardym konserwatystą i nieprzejednanym wrogiem sowieckiego imperializmu. Nie miał złudzeń co do intencji Kremla i opowiadał się za bezkompromisową polityką w stylu Reagana wobec Związku Radzieckiego, a potem Rosji. Wspierał poszerzenie NATO, w którym Polska miała zajmować istotne miejsce na wschodniej flance.

Szczytowym punktem rosnącej popularności senatora stały się wybory prezydenckie 2008 roku. Wielu wierzyło, że doświadczenie polityczne, jego niepodważalny patriotyzm i charyzma dadzą mu przepustkę do Białego Domu. W wyborczym starciu z młodym i wówczas jeszcze mało znanym Barackiem Obamą wydawał się być pewniakiem.

Stało się inaczej. Na temat przyczyn porażki jest niemal tyle zdań, ilu ekspertów, ale jedno jest pewne: zamysł wzmocnienia prawego skrzydła GOP (Grand Old Party) poprzez włączenie do kampanii skrajnie konserwatywnej Sarah Palin z Alaski okazało się dramatycznym błędem.

Kandydatka na urząd wiceprezydenta ośmieszyła kampanię swoją niewiedzą i wąskim rozumieniem świata, co znakomicie pokazał w swoim filmie Zmiana w Grze Jay Roach. Kreacje Eda Harrisa i Julianne Moore pozostaną niezapomniane, wyborcza porażka poszła w niepamięć.

John McCain pozostał republikańskim senatorem z Arizony, ale w jego poglądach powstała rysa, która wyraźnie otworzyła Go na argumenty środowisk bardziej liberalnych. W swoich kontaktach z Demokratami był jednym z nielicznych Republikanów gotowych do współpracy, o ile w grę wchodziły sprawy ważne dla Ameryki: bezpieczeństwo, współpraca transatlantycka czy prawa człowieka.

Stał się nieformalnym członkiem elitarnego klubu przyzwoitości i zasad, w którym znaleźli się też seniorzy amerykańskiej polityki z obu partii: Richard Lugar, John Kerry, Joe Biden czy Chris Dodd.

Obserwowałem ich spotkania na Sali Kongresu. Serdeczni wobec siebie, uważni, pełni wzajemnego szacunku i ciepłych uczuć, mimo różniących ich często poglądów i przynależności do rywalizujących partii. Prowadziło to niekiedy do komicznych sytuacji.

W trakcie senackiego przesłuchania Johna Kerry’ego, który ubiegał się o stanowisko sekretarza stanu, McCain – zapominając na chwilę o swojej roli dociekliwego prokuratora – zwrócił się do Kerry’ego: – Ależ co ty opowiadasz, John? Po czym z uśmiechem poprawił się: – Panie senatorze, chciałbym się dowiedzieć….

Podczas kolacji w Uniwersytecie Indiany w Bloomington były już senator republikański Richard Lugar potwierdził mi: – Tak, zaliczamy się do generacji, która wciąż traktuje dobro kraju jako ważniejsze niż nasze osobiste kariery. Kerry, McCain czy Biden nigdy nie uczynią czegokolwiek, co mogłoby zostać uznane jako niegodne czy nieuczciwe. A poza tym – lubimy się.

senator John McCain nie żyje
Ryszard Schnepf i John McCain

Z senatorem McCainem miałem zaszczyt spotkać się wielokrotnie. Głównie zawodowo. Sytuacja Ukrainy w 2014 roku stwarzała niestety liczne okazje. Rozmawialiśmy głównie o tym, jak pomóc rządowi w Kijowie wobec rosyjskiej agresji.

Szczególnie inspirujące było jednak nieformalne śniadanie na marginesie Wrocław Global Forum, w którym udział wziął też minister Sikorski. Ukraina dominowała w naszych głowach. Wszystko działo się tuż obok nas i zaangażowanie wielkiego McCaina było na wagę złota.

Od jego pierwszych słów wiedzieliśmy, że mamy w senatorze zdeterminowanego sojusznika. Mówił z przekonaniem, które w Jego przypadku oznaczało konsekwencję w działaniu. – Ukrainie trzeba pomóc – grzmiał. – Tego wymaga interes Ameryki i Polski.

W maju 2015 roku, jako pierwszy, senator McCain otrzymał nagrodę White Eagle. Podczas przyjęcia w rezydencji ambasadora mówił z pasją o polsko-amerykańskich związkach. To nie było zwykłe, wyreżyserowane wystąpienie polityka, lecz autentyczny i osobisty głos przyjaciela Polski.

Były wiwaty i tłum pragnący choćby uścisnąć rękę senatora. Rozmawiał z każdym, jakby kampania wyborcza 2008 roku wciąż trwała. Tym razem był to jednak wyraz prawdziwej potrzeby rozmowy z ludźmi.

McCain opierał się ponaglającej Go do wyjścia asystentce, ale w końcu poddał się. Kiedy dotarliśmy do drzwi wyjściowych, mijając po drodze zastawione polskimi specjałami stoły, nagle odwrócił się i nieznoszącym sprzeciwu tonem powiedział: – A właściwie to ja zjadłbym coś – po czym wykonał zwrot i ruszył w kierunku bufetu. W takcie konsumpcji przy barowym stoliku, wyraźnie rozluźniony, interesował się Hiszpanią.

Wiedział, że niedawno zakończyłem tam misję dyplomatyczną. W trakcie rozmowy nagle gładko przeszedł do literatury.
– Książką, która zrobiła na mnie największe wrażenie, wciąż jest „Komu bije dzwon” Hemingwaya – powiedział i ku mojemu zaskoczeniu zaraz dodał:
– Gdybym w 1936 roku miał 20 lat, z całą pewności byłbym ochotnikiem w Międzynarodowych Brygadach.
– Pan, konserwatysta i Republikanin? Jak to możliwe?
– Moim największym wrogiem od zawsze było zło, bez względu na kolor. Od młodości nosiłem w sobie przekonanie, że warto być po dobrej stronie. Niezależnie od poglądów, które się wyznaje, i kosztów, które trzeba ponieść – wyjaśnił senator.

Polska była oczkiem w głowie McCaina i właściwie trudno powiedzieć dlaczego. Być może na senatorze, żołnierzu, który zaznał tylu cierpień, wrażenie robiła nasza bohaterska historia. Niewykluczone jednak, że imponowała Mu nasza gotowość stawiania wszystkiego na jedną kartę, kiedy szło o sprawy, które cenił najwyżej, czyli wolność i niepodległość. Bez zbędnych kalkulacji politycznych. To był Jego styl.

W rewanżu nie zawsze spotykały Go sympatyczne gesty. Owszem, był odznaczany, przez lata chwalony i poważany. Kiedy jednak na początku 2016 roku podpisał, wraz z dwoma demokratycznymi senatorami list do Premier Beaty Szydło, w którym wyrażone było zaniepokojenie kierunkiem zmian w Polsce, dostał arogancką odpowiedź, w której jednoznacznie stwierdzano, że nie ma wystarczającej wiedzy o polskich sprawach.

On, mąż stanu i polityk, którego cenili i z uwagą słuchali prezydenci i premierzy całego świata, nagle dowiadywał się, że na naszych akurat sprawach się nie zna, niech więc lepiej zamilknie. Zamilkł, ale nie z woli innych. Tego McCain nie zrobiłby nigdy. Do milczenia zmusiła Go ujawniona latem 2016 roku śmiertelna choroba – rak mózgu.

Generacja gigantów amerykańskiej polityki powoli schodzi ze sceny, a wraz z nią znikają resztki wartości, które jeszcze niedawno tworzyły kanon politycznego postępowania: uczciwość, konsekwencja, bezinteresowność czy lojalność.

Odchodzą ludzie, którzy wierzyli, że ponad własnym, politycznym interesem, karierą i popularnością istnieje jeszcze dobro powszechne, wspólne wartości i wzajemne zaufanie, którego nie wolno niszczyć. Odchodzą prawdziwi rycerze Ameryki i, co gorsze, opuszczają nas w chwili, kiedy potrzebujemy ich bardziej niż kiedykolwiek.

Senator John McCain nie żyje.



Artykuł ukazał się na facebookowym blogu: Ryszard Schnepf – słowa nieoficjalne