📻 LICZNIK ENERGII: Rząd oddaje za prąd

Piotr Maciążek: Sytuacja energetyki opartej na węglu będzie coraz trudniejsza

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego tekstu. Czyta Paweł Sito

  • Kwestia rekompensat za wzrost cen energii staje się głównym tematem ekonomicznym końcówki bieżącego roku w mediach.
  • Sprawa jest poważna – bez wsparcia państwa podwyżki rzędu kilkudziesięciu procent byłyby bardzo dotkliwe dla wielu odbiorców.
  • Prace nad systemem dopłat łagodzących skutki drożejącego prądu pozostawiają jednak wiele do życzenia, a ich przyszłość rysuje się niepewnie.


W tej chwili, mimo, że mamy już prawie połowę grudnia, nie ma jeszcze nawet ustaw regulujących kwestię rekompensat. Ministerstwo Energii zaprezentowało wczoraj główne założenia pierwszej z nich – obejmującej dopłaty dla Kowalskiego, małych i średnich firm oraz samorządów. Nadal nie wiadomo, co z przepisami przygotowywanymi przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, które mają wprowadzić rekompensaty dla przemysłu energochłonnego, potrzebującego ich najbardziej. Coraz bardziej otwarty konflikt pomiędzy resortami z pewnością nie pomaga w wypracowaniu kompleksowych rozwiązań.

1 Dopłaty tylko na rok?

Ministerstwo Energii, jak już wspomniałem, odpowiedzialne za wprowadzenie rekompensat dla Kowalskiego, małych i średnich firm oraz samorządów, przewiduje, że będą one obowiązywały w 2019 roku. To rok wyborczy i zasadne wydaje się postawienie pytania: co dalej? Czy zostaną one przedłużone na kolejne lata?

Warto podkreślić, że koszt dopłat oszacowano w resorcie energii na 4-5 mld zł, z czego jeden miliard ma pochodzić od spółek produkujących energię (PGE, Tauron, Enea, Energa). Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której nie będą one długofalowo podnosiły cen energii (skoro drożeją uprawnienia do emisji CO2 i sam węgiel), a jednocześnie będą partycypować w finansowaniu rekompensat. Produkcja prądu to jednak biznes i wypadałoby na niej zarabiać. To kolejna przesłanka świadcząca o tym, że system dopłat proponowany przez Ministerstwo Energii jest prowizoryczny i obliczony na rok wyborczy.

Oprócz 1 mld zł od producentów energii na łączny koszt dopłat do drożejącej energii według rozwiązań zaproponowanych przez ministra Tchórzewskiego będzie składać się także budżet państwa i środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2. Także w tym przypadku mam kilka istotnych uwag.

2 Czy wystarczy pieniędzy na dopłaty do rosnących cen energii dla wszystkich chętnych?

Polskie wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 to szacunkowo 5,5 mld do 6 mld zł (w zależności od notowań). Z tego rząd tylko część może przeznaczyć na dopłaty, reszta powinna zostać wydatkowana na działania wzmacniające efektywność energetyczną. O środki na dopłaty konkuruje Ministerstwo Energii (gospodarstwa domowe, małe i średnie firmy) oraz Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (przemysł energochłonny). Przy czym apetyt pierwszego z wymienionych resortów jest bardzo duży, a Minister Finansów będzie raczej dążyć, co jest naturalne, do ograniczenia wykorzystania środków budżetowych na dopłaty do rosnących cen energii.

Czy w takim wypadku wystarczy środków ze sprzedaży uprawnień CO2 na rekompensaty dla przemysłu energochłonnego, nad którymi pracuje Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii? Moim zdaniem może być z tym problem. Tymczasem to właśnie te podmioty najbardziej potrzebują dopłat do rosnących cen energii. Bez nich po prostu przestaną być konkurencyjne. Mówimy tu m.in. o przemyśle chemicznym, papierniczym, szklarskim, etc.

3 Komisja Europejska notyfikuje dopłaty według pomysłu Ministerstwa Energii?

Wreszcie moja trzecia uwaga do rozwiązań przygotowanych przez Ministerstwo Energii. W moim przekonaniu opracowany przez resort system rekompensat jest bardzo selektywny (nie obejmuje np. przemysłu energochłonnego). Ponadto część małych i średnich firm mogła korzystać z pomocy publicznej. W efekcie nie wiadomo, czy propozycje zespołu ministra Krzysztofa Tchórzewskiego zostaną notyfikowane przez Komisję Europejską. Brak takiej notyfikacji byłby prawdziwą katastrofą.

Moje trzy zasadnicze uwagi do propozycji Ministerstwa Energii to zresztą zaledwie wierzchołek góry lodowej. Np. Puls Biznesu sugeruje, że system rekompensat do rosnących cen energii natrafi także na problemy natury technicznej. Dostosowanie systemu billingowego obsługującego 17 mln liczników energii, co jest niezbędne dla uruchomienia systemu dopłat, może być trudne. Nie są one bowiem rozliczane ryczałtowo. W efekcie oznacza to nie tylko masową zmianę umów, ale i dodatkowe koszty z firmami, które nimi zarządzają.

Jak widać zapowiada się ciekawa końcówka roku. Walka ze skutkami braku modernizacji polskiej energetyki trwa. Nawet jeśli uda się szczęśliwie wprowadzić dopłaty do rosnących cen energii dla wszystkich zainteresowanych, nie zmieni to w zasadniczy sposób coraz trudniejszej sytuacji energetyki opartej na węglu. Długofalowo pomóc może tylko stopniowe odchodzenie od tego paliwa.

PS.

Maciej Bando, Prezes Urzędu Regulacji Energetyki, zareagował na plany Ministerstwa Energii zakładające, że ze spółek energetycznych wpłynie 1 mld zł na fundusz, z którego będą wypłacane rekompensaty. Wezwał je do złożenia wyjaśnień w związku z łatwością, z jaką planują dokonać oszczędności na taką kwotę, w celu zweryfikowania złożonych wniosków taryfowych, a więc skali podwyżek…



REO POLECA

Leszek Kadej: Prąd drożeje. Ale czy podrożeje?

Piotr Maciążek
Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku konserwatywnych think-tanków. Do końca lipca 2018 Red. naczelny Energetyki 24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.