📻 FAUNA ARKTYKI. Przetrwają: kleszcze i komary

Ciepła Arktyka to problem nie tylko białego misia

AUDIO REO. Posłuchaj na podcaście. Czyta Danuta Stachyra. 12’58”


Kiedy myślimy o zagrożonych przez ocieplenie klimatu zwierzętach Arktyki, zwykle przychodzą nam do głowy niedźwiedzie polarne. Te piękne zwierzęta stały się wręcz symbolem globalnego ocieplenia w kontekście zagrożonej fauny. Tymczasem na dalekiej północy istnieje wiele innych gatunków, których los stoi pod znakiem zapytania. 


Ciepła Arktyka to nie tylko problem polarnego misia

Życie niedźwiedzi polarnych zależy od istnienia lodu morskiego. Ten zaś topi się coraz szybciej. I choć od ostatniego rekordowego topnienia minęło wiele czasu, to nie oznacza, że sytuacja tego wielkiego ssaka ma się dobrze. Kiedy zniknie lód w Arktyce,  najprawdopodobniej znikną też białe niedźwiedzie. I niestety, nie ma możliwości przeniesienia tego zwierzęcia na względnie stabilny lód morski Antarktydy. Zresztą i ten może się wkrótce roztopić. Ostatnie lata pokazują, że wieloletni trend stabilności lodu morskiego na Oceanie Południowym uległ załamaniu.

Polarny miś, ikona zmiany klimatu, nie jest osamotniony.

Białe niedźwiedzie polarne, fot. wikimedia.org

W starciu z globalnym ociepleniem stoi cała przyroda Arktyki. Poza dobrze już znanym ubytkiem lodu na biegunie północnym problem stanowi zanik pokrywy śnieżnej na Syberii, w Kanadzie, na Alasce oraz w Skandynawii.

Wzrost temperatury to nie tylko topnienie pokrywy lodowej. Przynosi też zagrożenie w postaci inwazji gatunków, które żyją na umiarkowanych szerokościach geograficznych. Kleszcze i komary stają się utrapieniem. Do tego dochodzą zmiany w łańcuchu pokarmowym. Utrata jednego gatunku prowadzi do utraty kolejnego, szczególnie w relacji drapieżnik-ofiara. I w końcu sam człowiek.

Ocieplająca się Arktyka sprawia, że ludzkość ma coraz większą pokusę by zasiedlać ten dziewiczy region. Powstają kopalnie, drogi, zwiększa się ruch morski na arktycznych wodach, powstają miasta, a nawet bazy wojskowe. Wszystko to stanowi zagrożenie dla arktycznej fauny.

Śnieżny drapieżca

Rosomak, a dokładnie rosomak tundrowy (Gulo gulo) to drapieżne zwierzę z rodziny łasicowatych. Jest większy, groźniejszy niż zwykła łasica czy wydra i ma dość przerażającą reputację. Ich odosobnienie, wędrowny tryb życia i niepohamowany apetyt sprawiają, że drapieżnik ten jest bardzo agresywny. Zwierzęta te są w stanie powalić zdobycz pięć razy większą od siebie i walczyć o łup z niedźwiedziami, a nawet z watahą wilków. Ich zasięg nie ogranicza się tylko do samej Arktyki, występują też na niższych szerokościach geograficznych.

Rosomak tarzający się w śniegu.

Ocieplający się klimat sprawia, że przystosowany do życia w śnieżnych warunkach rosomak stoi przed problemem zmniejszania się pokrywy śnieżnej. Tom Glass, współpracujący z organizacją Wildlife Conservation Society (WCS), jest jednym z nielicznych naukowców badających, jak wygląda życie rosomaków. Obserwacje Glassa i innych naukowców pokazują, że byt tundrowego rosomaka jest silnie związany ze śniegiem, a występowanie tych zwierząt jest uzależnione od dostępności obszaru z grubą pokrywą śnieżną. Gruba, długo utrzymująca się pokrywa śnieżna jest wykorzystywana przez żyjące na dalekiej północy rosomaki do budowy nor. Szybko topniejący i zanikający śnieg może wywrzeć negatywny wpływ na życie tych zwierząt.

Niknący zaprzęg świętego Mikołaja

W jakich sposób zmiana klimatu wpływa na renifery? To wciąż temat dyskusji. Wiemy, że istnieje kilka czynników, od których zależy byt renifera. Rangifer tarandus czyli renifer tundrowy, to arktyczny gatunek jeleniowatego, którego populacja podlega naturalnym, cyklicznym wahaniom. W ciągu kilku-kilkunastu lat ich populacja zwiększa się w liczbie wyrażanej w milionach, po czym w następnej dekadzie spada gwałtownie. Dlatego trudno określić jednoznacznie, czy globalne ocieplenie jest bezpośrednim sprawcą spadku populacji tych zwierząt. Ale ostatnie lata pokazują, że niestety tak.

Populacja reniferów kurczy się nieustannie. Trudno już mówić o naturalnym cyklu, jaki występował w XX wieku.

W latach 80. XX wieku populacja reniferów rosła i w następnej dekadzie osiągnęła szczyt – 5,8 miliona osobników. Potem nastąpił spadek – skurczyła się o jedną trzecią. Od początku XXI wieku obserwuje się dalszy spadek. Pojawiają się prognozy biologów, że wkrótce niektóre siedliska arktycznych jeleni znikną całkowicie. Jedną z przyczyn, jakiej doszukali się naukowcy są zmiany w pogodzie. W miejsce stałych opadów śniegu wkraczają opady marznącego deszczu i deszczu ze śniegiem. Ziemia zamarza, a potem pokrywa się śniegiem, co odcina dostęp do roślinności tundrowej. O ile dawniej się tym nie przejmowano, to w ostatnich latach problem stał się wyraźniejszy i przestał być cykliczną zmianą.

Zimowe warunki muszą być odpowiednie, szczególnie schyłek zimy, a potem wiosna. Szybkie topnienie śniegu i szybkie ocieplenie wiosną, a następnie latem, stanowi problem dla reniferów. Powstają warunki dla rozwoju komarów.

Kanadyjskie renifery karibu wiosną odpoczywają w śniegu, który zwykle utrzymuje się do końca maja. Te śnieżne legowiska stanowią ochronę przed wygłodniałymi po zimie komarami. Insekty mnożą się, gdy rosną temperatury i nad pokrytymi wciąż śniegiem terenami biorą się za poszukiwanie krwi ssaków. Żyjący na dalekiej północy Innuici potwierdzają, że śnieg znika kilka tygodni wcześniej, a renifery mają kłopot z uciążliwymi komarami.

Atakowane przez komary zwierzęta nie mają spokoju. Czas i energię, które normalnie poświęcają na żerowanie, tracą na ucieczkę przed rojem owadzich agresorów. Problem stanowią też kleszcze, których jest coraz więcej. Ocieplenie klimatu oznacza także ekspansję roślinności leśnej, która wypiera tundrową. Te zmiany w ekosystemie są szkodliwe dla reniferów, które muszą migrować dalej na północ. W nowym ekosystemie przybywa też drapieżników.

Renifery znajdują się w niewiele lepszej sytuacji co niedźwiedzie polarne. Nie należy wykluczyć, że święty Mikołaj straci swoje zwierzęta wraz z topniejącym śniegiem.

Gryzoń bez ochrony

Kolejnym gatunkiem zagrożonym przez ocieplający się klimat Arktyki jest leming (Lemmus lemmus). Ten mały futrzany gryzoń z krótkim ogonem ma podobny problem co rosomak. Coraz mniej śniegu z dekady na dekadę stawia los tego gryzonia pod znakiem zapytania. Oczywiście lemingi nie wyginą za 10 czy 20 lat, ale w perspektywie braku śniegu w przyszłości ich populacja obniży się drastycznie. Główną rolą śniegu jest możliwość kopania jam, dodatkowo gruba warstwa białego puchu posiada właściwości izolacyjne, dzięki czemu zwierzę nie jest wystawione na działanie silnego mrozu. Lemingi z dalekiej północy żyją w jamach wykopanych śniegu, który zapewnia też ochronę przez drapieżnikami.

Leming wychodzi ze swojej śnieżnej norki. Ubywająca pokrywa śnieżna to wielki problem dla małych futrzanych gryzoni.

Leming jest podstawą diety drapieżników żyjących w Arktyce, głównie dla lisów polarnych. Jeśli go zabraknie, załamie się łańcuch pokarmowy. Znikną lisy, rosomaki i znikną też sowy śnieżne. Podobnie jak renifery, lemingi cechują się zmiennością populacji. Ale w ostatnich latach trend jest spadkowy.

Dla przykładu w Norwegii ostatni szczyt ich populacji miał miejsce w 1994 roku. Istnieje więc korelacja między ubywaniem śniegu, jego szybkim zanikiem wiosną a populacją tych zwierząt, dla których biały puch jest domem. Pozbawione śnieżnej ochrony gryzonie są bardziej wystawione na ataki drapieżników, Szczególnie przybywających wraz z ocieplającym się klimatem drapieżników stref umiarkowanych lisów rudych. Rude lisy są większe niż ich polarni kuzyni, samce ważą do 14 kilogramów, podczas gdy polarne niespełna 10 kilo. Polarne są więc wypierane, a ich rolę przejmują rude, które z większym apetytem pożerają lemingi.

Lemingi to małe i bezbronne zwierzęta, które nie są w stanie szybko migrować na wielkie odległości wraz ze zmieniającym się ekosystemem. Dlatego też ich los stoi pod znakiem zapytania.

Trudne łowy śnieżnych sów

Sowy śnieżne (Bubo scandiacus) są gatunkiem migrującym, ale to nie znaczy, że nie mają problemów. Są równie zagrożone co lisy, rosomaki czy lemingi. Cieplejszy klimat sprawia, że coraz więcej sów decyduje się na pozostanie w obszarze Dalekiej Północy. Nie migrują na zim w niższe szerokości geograficzne, bo zimy są tam słabe. Już pod koniec pierwszej dekady tego wieku zauważono, że blisko 80 procent sów na zimę zostało w Arktyce.

Polujące na lemingi sowy śnieżne stoją w obliczu kryzysu, jakim jest kurcząca się populacja leminga.

Największym problemem sów jest dostęp do pokarmu. JF Therrien, biolog z Pennsylvania’s Hawk Mountain Sanctuary, zauważył, że topniejący lód w Arktyce może stanowić pułapkę dla sów. Mewy gromadzą się na krze lodowej, ale topnienie lodu sprawia, że morscy drapieżcy muszą polować na większym obszarze niż wcześniej, bo pak lodowy ulega rozproszeniu. Co więcej, topniejący lód może stanowić wręcz pułapkę dla sów. Jeśli te w poszukiwaniu pokarmu zapuszczą się za daleko, a lód zniknie, grozi im, że nie zdołają wrócić na stały ląd.

Dla sów, które żerują na lądzie problem jest podobny. Opisane wyżej lemingi stanowią jeden z ważnych źródeł pożywienia dla tych ptaków. Ich populacja maleje, więc sowy mają mniej pożywienia. Jednocześnie muszą konkurować z innymi drapieżnikami o dostęp do pokarmu. Problem dla sowy, podobnie jak dla lisa polarnego, stanowi zmiana w ekosystemie. Sowy i lisy mają białe ubarwienie ciała, dzięki czemu wtapiają się w śnieżne otoczenie. Permanentny brak śniegu stanowi utrudnienie dla polujących sów, a jednocześnie zwierzęta te mogą paść ofiarą drapieżników migrujących z umiarkowanych szerokości geograficznych.

Spadająca liczebność reniferów czy lemingów w regionach, w których nie występuje jeszcze zaborcza gospodarka człowieka świadczy o jednym – o ocieplającym się klimacie, który niekorzystnie wpływa na nieprzystosowaną do nowych warunków faunę.

Źródło: Mongabay News




REO POLECA

Weronika Kostrzanowska: Oda do bioróżnorodności

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.