Rondo Wiatraczna


Temat wiatraków prawie od początku rządów PiS ma nowe odsłony i nie może się zakończyć. Niczym jazda szaleńca, który wjechał na rondo i ciągle ma przechyloną kierownicę w lewą stronę. Co tym razem? Poniewczasie i nie wprost, ale jednak resort zajął dystansujące się stanowiskowobec obowiązującej od ponad roku regulacji. Sytuację objaśnia Leszek Kadej.



 Na początek małeprzypomnienie. Projekt tzw. ustawy odległościowej półtora roku temu pojawił sięw Sejmie jako inicjatywa poselska i do końca procedury legislacyjnej nikt zrządu oficjalnie się do niego nie przyznał. Doszło nawet do dość kuriozalnejsytuacji, gdy rząd oficjalnie ogłosił, że stanowiska wobec projektowanejregulacji nie zajmie. Poszczególne ministerstwa również umywały ręce,oficjalnie ograniczając się do poparcia samej idei. Nieoficjalnie wiadomo było,że projekt wyszedł z Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. W Sejmie udałosię jedynie usunąć zupełnie zdumiewający rozdział, przewidujących m.in. karęwięzienia za uruchomienie wiatraka bez odpowiedniej zgody.

 Od początku dlawszystkich – również dla rządu – było jasne, że ustawa roi się od błędów,sprzeczności, niejasności i grozi różnego rodzaju komplikacjami, z procesamisądowymi włącznie. Wiosną sama premier Beata Szydło poleciła MinisterstwuEnergii coś z tym fantem zrobić i resort jeszcze przed wakacjami pokazałprojekt zmiany ustawy o OZE, z znacznej mierze usuwający także błędy ustawyantywiatrakowej. Bo ministerstwo przyznało, że błędów nie brakuje.

 W uzasadnieniu projektu resort stwierdza np. że celemzeszłorocznej ustawy „nie była zmiana w opodatkowaniu elektrowni wiatrowych podatkiem odnieruchomości”. Tymczasem ustawa jesttak napisana, że pierwsze wyroki sądów administracyjnych potwierdzają legalnośćpodniesienia podatku.

 Dalej resortwskazuje, że dąży do „odkręcenia” kwestii ważności pozwoleń budowlanych, takaby zachowywały ważność na zasadach określonychw przepisach ustawy Prawo budowlane. „Obowiązujące obecnie rozwiązanie ocenićnależy nie tylko jako problematyczne (…), ale również jako niecelowe i niewspółmierneregulacje, które tylko mogą sprzyjać powstawaniu konfliktów oraz sporówprawnych” – czytamy w uzasadnieniu. 

Które dalejpotwierdza poważne zastrzeżenia, zgłaszane w czasie prac w Sejmie. Czytamy wnim bowiem, że „przepis (…) stał też w sprzeczności z regulacjami ustawy OZE.Inwestorzy, którzy posiadają decyzję o pozwoleniu na budowę, powinni mieć prawodo tego, aby na podstawie uprawnień z niej płynących będą mogli zrealizowaćswoją inwestycję nawet wtedy, jeśli z jakichkolwiek przyczyn konieczna będzie np.zmiana projektu budowlanego”. 

Powyższe, wpołączeniu z uzasadnieniami kilku innych zdań jasno dowodzi – i MinisterstwoEnergii to potwierdza – że ustawa antywiatrakowa to po prostu prawny bubel.Szkoda tylko, że refleksja przychodzi tak późno. 

Zastanawiająca jestjeszcze inna okoliczność. Otóż uzasadnienie, mimo że teoretycznie pochodzi zczerwca, odnosi się także do wniesionego w sierpniu poselskiego projektu„anty-ustawy antywiatrakowej”, wskazując ją jako powód przygotowania zmian.„Potrzeba wniesienia przez projektodawcę niniejszej ustawy wynika także zfaktu, iż do czynienia mamy także z niedoskonałą poselską próbą zmianprzedmiotowej ustawy” – czytamy w ministerialnym piśmie. 

Poselski projekt,stwierdzający m.in., że „obowiązujące regulacje są całkowicie sprzeczne z potrzebąrozwoju ekologicznych form wytwarzania energii elektrycznej”, jako zgłoszonyprzez opozycję w zasadzie nie ma w Sejmie najmniejszych szans powodzenia.Ciekawe więc dlaczego ME uzasadnia właśnie opozycyjną inicjatywą koniecznośćprzedstawienia własnej. Może jednak poselski projekt dziś nie byłby całkowiciebez szans?

Leszek Kadej / współpracownik REO.pl

fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here