📻 LUDZIE WYCHODZĄ Z MODY?

Piotr Wójcik: Gdy maszyny staną się bardziej moralne od ludzi, staniemy się niepotrzebni

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



Wyobraźmy sobie przyszłość, w której zdecydowana większość ludzi traci swoje znaczenie. 

Czarna wizja 

Współcześni żywią wiele obaw dotyczących przyszłości. Boją się przede wszystkim zmian i niepewności – szybkość postępu technologicznego, nad którym nikt nie panuje, może sprawić, że za 20 lat obudzimy się w świecie, który niespecjalnie przypomina dzisiejszy. Boimy się też oczywiście o nasze fizyczne bezpieczeństwo – nowe technologie sprawiają, że zamachy terrorystyczne stają się łatwiejsze, a ewentualna wojna może być dużo bardziej destrukcyjna (z drugiej strony, służby mają większe możliwości udaremniania zamachów, a ewentualny agresor może spacyfikować dane państwo bez jednej ofiary śmiertelnej). Oczywiście obawiamy się także powszechnej inwigilacji prowadzonej nie tylko przez państwa, ale też korporacje dysponujące ogromnymi zasobami danych. A także manipulacji naszymi nastrojami dzięki wykorzystaniu coraz bardziej wszechobecnych portali społecznościowych.

Yuval Noah Harari w książce 21 lekcji na XXI wiek rysuje nieco inny scenariusz. Przy którym wyżej zarysowane mocno bledną. Inwigilacja, manipulacja społecznymi nastrojami czy terroryzm to oczywiście bardzo nieprzyjemne zjawiska. Jednak sam fakt, że ktoś poświęca energię i zasoby, by kogoś inwigilować, kimś manipulować lub wzbudzać w kimś strach, oznacza, że ten inwigilowany czy zastraszany jest w jakimś stopniu istotny. W końcu nie śledzimy kogoś, kto nas nie interesuje. Nie próbujemy wpłynąć na nastrój jakiejś grupy, jeśli nie może ona wpłynąć na bieg wydarzeń.

Według Harariego może być inaczej –

jeszcze zatęsknimy za czasami, w których ktoś się nami tak bardzo interesował, że inwestował własne środki, by nas śledzić, omamiać i wysadzać w powietrze.

Bo w przyszłości zdecydowana większość z nas nie będzie miała żadnego znaczenia. Nasz wpływ spadnie niemal do zera, więc tej garstce osób, które zatrzymają dla siebie większość zasobów, nasze myśli i ciała do niczego nie będą potrzebne – wystarczy, że się od nas odgrodzą.

Empatyczna i kreatywna maszyna

Teza, według której postęp techniczny zlikwiduje większość prostych i mechanicznych miejsc pracy, co doprowadzi do wysokiego strukturalnego bezrobocia, jest powszechnie znana. Jej przeciwnicy wskazują, że już wiele razy w przeszłości obawiano się tego samego i zawsze finalnie okazywało się, że postęp techniczny tworzył więcej miejsc pracy, niż likwidował. Już w XIX wieku, w czasach rewolucji przemysłowej, wielu pracowników obawiało się, że maszyny zabiorą im pracę. Tymczasem obecnie wskaźniki zatrudnienia na całym świecie są najwyższe w historii, a zapotrzebowanie na pracę ludzką jest tak duże, że w najbardziej rozwiniętych gospodarkach zatrudnienie kobiet jest równie wysokie co mężczyzn. Choć jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku wydawało się to niemożliwe. Jednak historia wcale nie musi się powtórzyć. W przeszłości maszyny miały przewagę nad człowiekiem w prostych i powtarzalnych zadaniach – mogły je robić dokładniej, szybciej i dłużej. Człowiek wciąż miał więc przewagę w pracach, w których trzeba było użyć kreatywności oraz empatii. I w tych obszarach powstawały nowe zawody.

Maszyny nie tylko nie były w stanie reagować na zmieniające się otoczenie, ale też nie były w stanie odczytywać emocji. Problem w tym, że taka sytuacja niedługo może być już pieśnią przeszłości. Stworzenie sztucznej inteligencji (AI) sprawia, że maszyny potrafią się już uczyć i reagować na otoczenie dużo skuteczniej i racjonalniej niż człowiek. Wystarczy wprowadzić pewien bazowy zasób informacji oraz dostęp do bardzo szerokich baz danych, by na ich podstawie AI sama stworzyła sobie gigantyczny wachlarz optymalnych zachowań w przeróżnych potencjalnych sytuacjach, o których nam nawet się nie śni. Dzięki czemu w nieprzewidzianych sytuacjach zachowa się dużo bardziej racjonalnie niż człowiek.

Co więcej,

sztuczna inteligencja będzie mogła też zdecydowanie sprawniej odczytywać emocje.

Ludzkie uczucia to w istocie procesy biochemiczne, zachodzące w mózgu i ciele. Można je przedstawić w postaci zrozumiałych dla maszyn algorytmów. Wystarczy powiązać dane emitowane przez ludzki organizm z AI, by ta reagowała w najlepszy dla naszego stanu sposób. Na przykład poprzez opaskę biochemiczną, którą każdy mógłby nosić na ręce – ta łączyłaby się bezprzewodowo z AI, która bezbłędnie odczytywałaby nasz nastrój.

Immanuel Kant ukryty w maszynie

No dobrze, ale pozostaje jeszcze sfera moralności – maszyny może i mogą być kreatywne i empatyczne, ale nie będą przecież w stanie zachowywać się etycznie, prawda? Nie do końca, nawet w tej sferze w nieodległej przyszłości będą miały nad nami przewagę. Zestaw reguł moralnych również można przedstawić w sposób zrozumiały dla AI. Można wprowadzić maszynom olbrzymią liczbę dylematów moralnych, a sztuczna inteligencja jeszcze by tę paletę rozszerzyła dzięki analizie big data. Roboty zyskałyby przewagę nad człowiekiem na dwa sposoby – szybciej analizowałyby sytuację, dzięki czemu podejmowałyby najlepszą z punktu widzenia zasad moralnych decyzję, a po drugie, nie odczuwałyby pokus, by akurat w tej sytuacji delikatnie nagiąć przekonania moralne albo może je w ogóle zawiesić. Człowiek jest słaby i wystawiony na ciągłe działanie instynktów, przez co co rusz działa inaczej, niż założył. Maszyna – wręcz przeciwnie: stosowałaby się do zawartych w jej kodzie zasad moralnych bardziej rygorystycznie niż niejeden chrześcijański święty.

W takiej sytuacji maszyny szybko wyparłyby ludzi z ogromnej palety zawodów. Jak zauważa Harari, oczywiście AI nie będzie idealna, jej również zdarzą się błędy – jednak wystarczy, że będzie dużo sprawniejsza niż człowiek.

Maszyna-kierowca nie tylko dużo sprawniej prowadziłaby pojazd, ale też dużo bardziej etycznie.

Nie jeździłaby pijana, a w sytuacji zagrożenia na chłodno wybierałaby ten rodzaj zachowania, który zminimalizowałby straty w ludziach, decydowałaby się na przykład wjechać w drzewo, a nie w matkę z dzieckiem. Maszyna byłaby też nieprzekupna i nie dałoby się jej złamać wdziękami płci przeciwnej.

Doskonale więc sprawowałaby funkcje różnych regulatorów – AI jako szef Komisji Nadzoru Finansowego albo Rady Polityki Pieniężnej? Czemu nie, wystarczy zaopatrzyć ją w odpowiedni dostęp do danych i podejmowałaby najbardziej optymalną decyzję w sprawie np. stóp procentowych. Co oznacza najbardziej optymalna decyzja? To kwestia określenia celów – czy jest nim niska inflacja, czy może jednak wysoki wzrost PKB.

Maszyna socjalista kontra maszyna konserwatysta

Maszyny z impetem wejdą w kolejne dziedziny życia. Zaprojektowanie wystroju mieszkania? Najlepiej to zlecić AI, która będzie znała nas lepiej niż my sami. Zaplanowanie kierunku studiów i potem kariery zawodowej? Również najlepiej zrobi to maszyna, znając nasze predyspozycje i talenty. Maszyny będą też lepszymi lekarzami i prawnikami. Może przynajmniej sztuka pozostanie domeną człowieka? Też nie bardzo, przecież np. muzykę można bardzo łatwo przedstawić matematycznie. AI dzięki dostępowi do big data i danych, które emituje nasze ciało, bezbłędnie odczyta nasz gust muzyczny i nastrój oraz skomponuje kawałek idealny do danego momentu.

Nawet na szczytach władz maszyny mogą w dużej części zastąpić ludzkich decydentów – na pewno będą lepiej pisać przepisy niż obecni legislatorzy, których efekty pracy to często niezrozumiały bełkot pełen luk i nielogiczności. Wystarczy zaopatrzyć sztuczną inteligencję w bazowy zasób pewnych reguły odpowiadających poglądom danej partii i może ona na bieżąca aktualizować przepisy w duchu opcji politycznej, która wygrała wybory. Zresztą jakie wybory, przecież AI będą mogły na bieżąco śledzić nastroje społeczne i na tej podstawie co cztery lata wybierać parlament.

W takiej sytuacji spora część społeczeństwa stanie się zwyczajnie niepotrzebna. Większość zdobyczy socjalnych zostało wywalczonych, gdyż masy były potrzebne elitom. Chociażby jako siła robocza albo konsumenci. Dzięki AI rola mas zostanie zminimalizowana. Pracę będą wykonywać maszyny, które będą mogły nawet decydować o obrocie kapitału, robiąc zakupy dla posiadających je podmiotów na podstawie algorytmów i śledzenia przez nie sytuacji. Całość zasobów skupi więc garstka wybrańców – posiadacze kapitału (czyli maszyn) oraz ich operatorzy, którzy będą wpisywać w nie odpowiednie kody według zaleceń właścicieli maszyn. Masy stracą jakikolwiek wpływ na rzeczywistość, a elity przestaną być zainteresowane utrzymaniem zdobyczy socjalnych, takich jak bezpłatna służba zdrowia, edukacja czy system emerytalny. Masy zostaną pozostawione same sobie, bez zasobów potrzebnych do odwrócenia sytuacji.

Oczywiście taki scenariusz nie jest pewny – ludzkość może zawrócić, chociażby dzięki wprowadzeniu reguł egalitarnie rozdzielających dostęp do zasobów. Jednak nawet jeśli opisany przez Harariego scenariusz jest mało prawdopodobny, jest zbyt makabryczny, by spać spokojnie.



REO POLECA

📻 Big data. Mały człowiek