Michał Michałowski: Rewolucyjne roboty

Roboty na rynku pracy - szansa czy zagrożenie?

Redukcja zatrudnienia ze względu na korzyści płynące z przekazania obowiązków dotychczasowych pracowników maszynom w wielu branżach nie jest dziś już niczym niezwykłym. Niektórzy zaczynają się bać, że mogą z tego powodu stracić pracę i nie znaleźć dla siebie nowego miejsca na ewoluującym rynku. Czy ich obawy są słuszne? Pamiętajmy, że za strachem zazwyczaj stoi niewiedza albo nawet uprzedzenia, a tymi nasza kultura przeszyta jest już na wskroś. Motyw maszyn podbijających ludzkość lub po prostu ją unicestwiających obecny jest w kinie, książkach i politycznych wizjach. To oczywiście kieruje nasze myśli na pesymistyczne tory. Czy powinniśmy zatem bać się rewolucji robotów? A może warto dostrzec w niej perspektywę lepszego świata?

Garść danych
Na początku spójrzmy więc na liczby, które wywołują wśród ludzi strach przed robotami. Według raportu z 2016 roku, przygotowanego przez Citi oraz Uniwersytet Oksfordzki, przewiduje się, że automatyzacja zagrozi istnieniu 47% miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych, 35% w Wielkiej Brytanii, 69% w Indiach i aż 77% w Chinach. Zgodnie z analizą przeprowadzoną przez National Bureau of Economic Research, wprowadzenie jednego przemysłowego robota do gospodarki na przestrzeni lat 1990 – 2007 wiązało się z likwidacją nieco ponad sześciu stanowisk pracy. Dane te rozszerza i uzupełnia raport od Forrester Research, który prognozuje, że do 2025 roku maszyny przejmą większość miejsc pracy przy obsłudze klientów i w transporcie. Wszystko wskazuje na to, że efekty pełzającej automatyzacji rynku zaczniemy odczuwać już w ciągu najbliższych pięciu lat.

Pomocne maszyny
Przeróżni politycy na rosnącej fali strachu i sceptycyzmu wobec nowych technologii starają się poprawić swoje wyborcze perspektywy. W ten właśnie sposób w ciągu ostatnich kilku lat ruchy, które przeciwstawiają się postępowi technicznemu, które można określić mianem neoluddyzmu, urosły znacznie w siłę. Nieuniknionym jest oczywiście, że wraz z postępującym stechnicyzowaniem społeczeństwa wielu ludzi może nie nadążyć za zachodzącymi zmianami i poczuć się wykluczonymi. Rodzi to niestety zrozumiałe negatywne uprzedzenia wobec wszelkich zmian. Dlatego nie należy ignorować argumentów neoluddystów, a raczej odnaleźć nić porozumienia i wypracować rozwiązanie wskazanych przez nich problemów. Nikt nie chce przecież kolejnego Teda Kaczynskiego.

Nie da się ukryć, że tempo zastępowania ludzi robotami przyspiesza, a to rodzi oczywiste problemy na rynku pracy.

Wydaje się, że ludzie nie dostrzegają tego, że tak naprawdę już żyją w świecie, który kształtowany jest przez coraz większą liczbę robotów. Sam smartphone, który większość z nas nosi w kieszeni, jest swoistym cyfrowym asystentem, wykonującym potencjalną pracę wielu osób. Dzięki aplikacjom, takim jak Siri, możemy nawet z nim porozmawiać. Powszechnym zjawiskiem jest stosowanie w firmach specjalistycznych systemów do rekrutowania pracowników, ich wsparcia, oceniania jakości pracy, dystrybucji zadań czy zarządzania całymi skomplikowanymi projektami. Kiedyś to wszystko wymagało czasochłonnej i skrupulatnej pracy wielu pracowników biurowych. Dzisiaj pomagają nam albo wyręczają nas w tym maszyny – czemu w przyszłości nie miałyby pomagać nam jeszcze bardziej?

Robocia rewolucja
Nie da się ukryć, że tempo zastępowania ludzi robotami przyspiesza, a to rodzi oczywiste problemy na rynku pracy. Jest kilka możliwych scenariuszy, jak proces ten potoczy się dalej, a z każdym związane są pewne już dyskutowane i badane rozwiązania. Ich celem jest pogodzenie godnego bytu człowieka z sytuacją, w której będzie mu trudno uzyskać wymagany w tym celu zarobek za swoją pracę – o ile będzie ją oczywiście posiadał. Nieuniknione będą więc zmiany u podstaw funkcjonowania naszego społeczeństwa i gospodarki. Te nie muszą być wcale złe, a dzięki rewolucji robotów możliwe do wprowadzenia.

Parlament Europejski na początku 2017 roku podjął dyskusję na temat podatku od robotów, który miałby zasilić bank funduszy amortyzujący zastępowanie ludzi maszynami. Branża wyraziła oczywiście swoją dezaprobatę i prace dalej nie poszły. Biorąc pod uwagę, że w wielu krajach europejskiej wspólnoty automatyzacja nie jest zjawiskiem powszechnym, decyzja ta jest niejako zrozumiała – rewolucja upadłaby wtedy z powodów finansowych. Niemniej do rozmowy na temat podatku będziemy musieli wrócić, jak tylko wpływ maszyn na rynek pracy zacznie być poważniej odczuwalny.

Wraz z koncepcją utworzenia takiego banku funduszy wiąże się metoda rozdysponowania tych środków, czyli bezwarunkowy dochód podstawowy. Przysługiwałby on wszystkim obywatelom danego kraju i zastępowałby wszelkie inne świadczenia socjalne. W znacznym stopniu gospodarka dalej miałaby komu oferować swoje produkty oraz usługi, a dla ludzi, którzy nie mieliby chęci lub nie znaleźliby pracy przy rozwijaniu technologii, czy doglądaniu maszyn byłaby to szansa – do samorozwoju oraz rozwoju kultury i trzeciego sektora.

Przekwalifikowanie pracowników jest rozwiązaniem pośrednim, ale potrzebnym w kontekście zwiększenia bezpieczeństwa socjalnego i zawodowego już w czasie trwania rewolucji robotów. Powiększy to grono osób mających wpływ na jej tempo, a jednocześnie samo w sobie wywoła podaż tymczasowego zajęcia. Będzie bowiem wymagało przygotowania ośrodków szkoleniowych, kursów, systemów do nauki, a przy okazji doprowadzi do interakcji osób biorących udział w przedsięwzięciu.

Elastyczność, wyobraźnia i adaptacja są tym, czego potrzebują dzisiaj pracownicy.

W szkołach skandynawskich od dawna stawia się nie tylko na rozwój umiejętności technicznych, ale także tych tzw. miękkich. Podobnie trzeba podejść do procesu reedukacji dorosłych. Elastyczność, wyobraźnia i adaptacja są tym, czego potrzebują dzisiaj pracownicy, gdy specjalizowanie się, będące edukacyjnym stereotypem ostatnich dekad, prowadzi do pozostawienia wielu pracowników poza rynkiem, gdy ich wąskie umiejętności i wiedza przestały być cenione.

Początek nowej epoki
Podsumowując te krótkie rozważania — rewolucja robotów wpłynie na rynek pracy w znacznym stopniu. Wielu ludzi straci swoje stanowiska, a one same znikną niedługo później z ofert zatrudnienia. Nie będzie to jednak koniec, a raczej początek nowej epoki, do której już powoli się przygotowujemy. Praca przestanie być życiową koniecznością, a stanie się możliwością polepszenia swojej sytuacji finansowej poprzez wykonywanie tej naprawdę potrzebnej. Postęp zachodzący w nauce i technologii bezpowrotnie zmieni sposób funkcjonowania naszego społeczeństwa.

Ludzie, których dochód podstawowy będzie w pełni satysfakcjonujący, staną przed szansą rozwoju w tych dziedzinach, które dzisiaj są zaniedbywane. Zyska na tym kultura, społeczności lokalne oraz trzeci sektor. To również wymaga odpowiedzialności, zaangażowania, czy inwencji, a tym dysponuje każdy z nas. Wystarczy tak zaaranżować przestrzeń, by móc się tymi umiejętnościami wykazać. Maszyny nie są naszym wrogiem, a jeśli okiełznamy drzemiący w nich potencjał, mamy szansę na rozwój, korzystny dla wszystkich.

Słowem wyjaśnienia: pojęcia robotyzacja i automatyzacja używane w tekście tyczą się przejmowania pracy przez sztuczne byty, takie jak systemy informatyczne oraz fizyczne, roboty czy maszyny.


Źródła: forrester.comnber.orgoxfordmartin