📻 REO TABU: Żałobna fikcja narodowa

Temat, którego nie można już przemilczeć

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania tekstu, czyta Hubert Augustyniak. 5’00”

Takie komunikaty przeczytać można nawet na budynkach filharmonii

Śmierć dwóch wybitnych, zasłużonych dla Polski ludzi, w tym jeden absolutnie niedopuszczalny akt agresji. Dwie żałoby narodowe na przestrzeni miesiąca. Obie trwające dwa dni. O ile w przypadku tragicznej śmierci Pawła Adamowicza można było w teorii mówić o chwili refleksji, o tyle przy śmierci Jana Olszewskiego w opinii publicznej pojawiło się pytanie – jak i czy w ogóle wprowadzać okres zadumy?

Żałoba narodowa bierze swoją tradycję jeszcze z czasów zaborów. Ustawowo uregulowaną ją w II Rzeczpospolitej, ale w tym okresie ogłaszana była tylko czterokrotnie. Podobnie w czasach okupacji, kiedy wprowadzono ją dwukrotnie (w obu przypadkach z przyczyn ważkich – śmierć generała Sikorskiego i upadek Powstania Warszawskiego). Przez 45 lat PRL-u skorzystano z instytucji żałoby również tylko cztery razy. Łącznie przez 70 lat – osiem okresów powszechnej zadumy. Tymczasem III Rzeczpospolita narzędziem żałoby zaczęła szafować hojnie. Przez ostatnie 30 lat siedemnastokrotnie prezydenci korzystali z 11 artykułu ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych.

Oczywiście żałoba żałobie nierówna i nie sposób porównywać katastrofę w Smoleńsku do trzęsienia ziemi na Oceanie Indyjskim (z obu powodów ustanowiono w III RP żałobę). Pojawia się jednak zasadne pytanie – czy instytucja, która swoim patosem, znaczeniem i symboliką ma powodować refleksję, przez nadmierne nią szafowanie nie stała się abominacją? (od redakcji: abominacja to stan psychiczny wywołany czymś dla nas bardzo nieprzyjemnym pod względem fizycznym, emocjonalnym lub moralnym, objawiający się trudną do pokonania niechęcią do kontaktu z tym). Biorąc pod uwagę powszechny odbiór ostatniej żałoby po śmierci świętej pamięci Jana Olszewskiego, trudno oprzeć się takiemu wrażeniu.

Chcę być dobrze zrozumiany. Są momenty w historii narodu, kiedy opuszczenie flagi do połowy masztu, powstrzymanie się od nadawania programów rozrywkowych w telewizji czy odwołanie wszystkich wydarzeń kulturalnych noszącychznamiona wspólnego celebrowania, mają sens. Śmierć Marszałka Józefa Piłsudskiego, śmierć Jana Pawła II czywspomniana wcześniej tragedia w Smoleńsku. Czy jednak naturalna śmierć 88-letniego byłego premiera (nie umniejszając mu zasług!) nosi te same znamiona, by wprowadzać aż dwa dni ogólnopolskiej ciszy? Czy naprawdę nie wystarczyłoby zalecenie Prezydenta RP, Prezesa Rady Ministrów by dzień pogrzebu śp. Olszewskiego uczcić godnie minutą ciszy, wspomnieć, pomodlić się za byłego premiera?

A jeśli ktoś miał zupełnie obojętny lub wręcz nieprzychylny politycznie stosunek do zmarłej osoby, natomiast całe życie czekał na imprezę którą właśnie mu odwołano to ma prawo mieć żal o decyzję głowy państwa, czy to skandaliczny brak empatii i postawy obywatelskiej?

Absurdów oczywiście nie brakuje, przykładów dostarcza życie. Oto bowiem w przypadku żałoby po Pawle Adamowiczu okazało się, że weekend pogrzebu byłego prezydenta Gdańska wypada akurat w wysyp studniówek maturzystów w całej Polsce. Sęk w tym, że żałoba trwała od godziny 17:00 w piątek do godziny 19:00 w sobotę. A zatem maturzyści, którzy chcieli potańczyć w piątek nie mogli (szkoły jako instytucje publiczne żałobę narodową muszą respektować ze szczególną atencją), ale ci bawiący się w sobotę już tak. Jeżeli ktokolwiek uważa, iż ta pierwsza grupa z tego powodu przez chociaż dziesięć sekund zastanowiła się nad kruchością życia i szalonym światem, w którym przyszło nam żyć, to gratuluję naiwności i dobrego poczucia humoru.

Wniosek jest prosty. Wymuszanie emocji działa zazwyczaj przeciwskutecznie. Ludzie, zamiast pochylić się w minucie refleksji nad życiem tragicznie zamordowanego Pawła Adamowicza bądź zadumać się nad polityczną drogą Jana Olszewskiego, zastanawiają się jaki jest sens dwóch, pięciu czy siedmiu dni żałoby narodowej. Zwłaszcza w czasach kiedy nikt, na czele z ustanawiającymi ją politykami, nie potrafi w najmniejszym stopniu tejże żałoby uszanować. Czas skończyć z fikcją. W dobie cywilizacji zakochanej w rozrywce, internetowym hejcie i zapominającej o słynnym zdaniu o zmarłych dobrze, albo wcale, walczmy o chwilę refleksji. Czasami minuta ciszy znaczy więcej niż godziny nic nie znaczącej pseudożałoby.


REO POLECA

„SOLIDARNOŚĆ” z pedofilem. Franciszek z prawdą.

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.