📻 REO PROGNOZA: From Russia Without Love

Bohaterowie rosyjskich mitów: Prezydent Putin i Dziadek Mróz

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak



  • Zbliża się zima, więc pojawiają się już pierwsze mrozy. Kierunek ze wschodu (Syberia).
  • Te zaś w tym roku miały dość mocne wejście, choć kiedyś były większe.
  • Jak będzie w przyszłości? Czy niskim temperaturom będzie towarzyszył brak śniegu?

 



Pierwszy poważny mróz tej zimy

Mamy grudzień, zima stoi u naszych bram. Już w na początku drugiej połowy listopada w Polsce zawitały mrozy. Początkowo były niewielkie, jednak na koniec miesiąca Polska dostała się pod wpływ naprawdę mroźnych mas powietrza. W nocy z 29 na 30 listopada w Bieszczadach temperatury spadły nawet do -20 stopni Celsjusza. W miejscowości Stuposiany słupek rtęci wskazał -21,4 stopni. We wschodniej Polsce temperatury spadły poniżej -10 stopni. Także na zachodzie panował mróz z temperaturami 2-5 stopni poniżej zera.

Pojawia się więc pytanie: Co się stało? Schyłek jesieni, choć oczywiście ta astronomiczna swój kres ma 21 grudnia, mrozy mogą się zdarzać. Tak samo jak na koniec maja, kiedy dni są naprawdę bardzo długie, mają prawo przyjść pierwsze upały. Za takie zjawiska odpowiada cyrkulacja atmosferyczna. Wartość temperatur zależy nie tylko od tego, jaki mamy dzień w kalendarzu, ale także od źródła pochodzenia mas powietrza. To one decydują o tym jaka jest zima: ciepła czy nie.

Powyższa mapa przedstawia temperatury powietrza w Europie 29 listopada, ale nie przy gruncie tylko na wysokości 850 milibarów, czyli nieco ponad 1 kilometra. Widać na niej, skąd wzięły się te mrozy: znad północno-zachodniej Syberii. Niebieskie kolory oznaczające najzimniejsze masy powietrza obejmują Ural, półwysep Jamał i Morze Karskie. To stamtąd rozległy wyż baryczny z centrum nad Białorusią zaciągnął mroźne masy powietrza.

Zima na Syberii przychodzi bardzo wcześnie, bo już pod koniec września. Z każdym tygodniem obejmuje kolejne obszary. W listopadzie mrozy dochodzą do Uralu, spada tam śnieg i powierzchnia Ziemi się wychładza, czemu sprzyjają długie noce. Resztę robią układy baryczne, jak wspomniany wyż baryczny – ośrodek wysokiego ciśnienia, który obracając się z godnie z ruchem wskazówek zegara, pomaga mrozom dotrzeć dalej. A ponieważ u nas noce są też długie i ziemia się wychładza, to mróz docierając znad wychłodzonego wcześniej lądu dociera do nas niemal w pełni sił.

Taki mróz w listopadzie nie jest ewenementem. Dopóki w Arktyce jest całoroczna pokrywa lodowa, mrozy będą, chociaż słabsze. A Rekordy zimna będą padać nie zimą, lecz wiosną, za sprawą anomalii prądu strumieniowego wywołanych globalnym ociepleniem.

To są słabe mrozy

Mamy globalne ocieplenie, więc zimą mrozy nie będą już silne, co nie znaczy, że nie będzie ich wcale. Możemy mieć w styczniu -30 stopni. W Arktyce wciąż jest lód, a na Syberii wieczna zmarzlina i śnieg. Dopóki są, to jakiś mróz zawsze do nas dotrze. Te dzisiejsze to nic niezwykłego. Jakiś przykład?

W 1988 roku w Stuposianach 24 listopada temperatura spadła do -29 stopni.

W 1988 roku listopad na Podkarpaciu był wręcz zimowy od samego początku. Podobnie zresztą jak i grudzień. W 1996 roku było jeszcze gorzej, też na Podkarpaciu. I też w Stuposianach, miejscu z mikroklimatem zachęcającym do takich temperatur, miały miejsce silne mrozy. 28 grudnia temperatura spadła wtedy do -37,1 stopnia. W tym roku to się raczej nie potworzy.

Osobną kwestią są duże wahania temperatury w krótkim czasie. Przecież jeszcze w trzy tygodnie temu mieliśmy babie lato, było 10-15 stopni na plusie. Znowu odpowiedzią jest cyrkulacja atmosferyczna. Po prostu, w pewnym momencie dostaliśmy się pod wpływ tej wschodniej – zimnej, a nie tej zachodniej, która o tej porze roku przynosi ciepło i (przeważnie) deszczową aurę. Prognozy pokazują, że za kilka dni znów będzie ciepło. Dlaczego? Bo zmieni się cyrkulacja, a układy baryczne sprawią, że będzie do nas docierać ciepło znad Atlantyku.

Źle, że nie ma śniegu

Mrozy nie są niezwykłym zjawiskiem, ale tak niskie temperatury bez śniegu to już nowość. Wyjaśnieniem ponownie jest cyrkulacja mas powietrza. Docierają do nas słabe, niosące mało wody fronty atmosferyczne. W ogóle prawie cały 2018 rok z opadami wyglądał dość kiepsko. Śnieg w listopadzie spadł głównie w górach.

Taka sytuacja nie jest dobra. Śnieg to izolator, któy chroni glebę przed wymarznięciem. Tym samym chroni roślinność. Możemy mieć -30 stopni, ale jeśli będzie dużo śniegu, to nic się nie stanie. Gleba nie wymarznie. O tej porze roku nie jest to zbyt szkodliwe, bo rośliny hibernują, a mrozy nie ciągną się tygodniami. Gorzej, gdy zjawisko takie wystąpi w marcu, gdy wcześniej były temperatury na poziomie powyżej 5 stopni w skali dobowej. Kiedy ruszy wegetacja, puszczą pąki, pojawią się owocniki, a potem chwyci mróz, to skutki mogą być opłakane.

A co przyniesie przyszłość?

Klimat to nie pogoda, tu zasady są inne. Jesteśmy w stanie określić, jak wzrost globalnej temperatury wpłynie na polskie warunki. W świecie cieplejszym o 2 stopnie względem ery przedprzemysłowej o zimach możemy zapomnieć. Już teraz bajkowe zimy w Polsce to luksus. W pliocenie, kiedy świat był cieplejszy o nieco ponad 2 stopnie w Arktyce nie było lodu, a zimą w Polsce nie było śniegu.

Za 10-20 lat o śniegu i mrozach możemy zapomnieć. Jeśli się zdarzą, to jako incydent, tak jak dziś w Hiszpanii czy we Włoszech.

W Jerozolimie też czasem na Boże Narodzenie może spaść śnieg. Jednak w przyszłości dominować będzie deszcz, wichury i pochmurne niebo. A co jeśli świat ociepli się jeszcze bardziej? Możliwe, że do końca tego wieku o 3-4 stopnie. Jeśli tak by się stało, to znajdziemy się w zupełnie innej rzeczywistości…



AUDIO REO

Agnieszka Grądek: Zmiana nas złości

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.