📻 REO KOMENTARZ – Paweł Krulikowski

Pośpiech, brak organizacji, arogancja - skutki opłakane

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 




Kolejny wypadek, tym razem prezydenckiej kolumny, każe ponowić pytanie. Czy wysoko postawieni przedstawiciele narodu W KAŻDYM PRZYPADKU powinni mieć prawo do poruszania się w kolumnie pojazdów uprzywilejowanych?


Kolumna Prezydenta Komorowskiego uderza w kobietę z dzieckiem. Na Krakowskim Przedmieściu. Wypadek Premier Beaty Szydło w Oświęcimiu. Kolizja ministra Macierewicza w drodze powrotnej z Torunia. Zderzenie Wiceministra Obrony Narodowej w drodze do Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Ponownie niefortunne potrącenie dziecka, ponownie w Oświęcimiu. Tym razem przez Prezydenta Dudę.

A to tylko wybrane, najgłośniejsze przykłady z kilku ostatnich lat.

Tę listę można spokojnie rozszerzyć. A jeżeli można rozszerzyć, to czy można zacząć zastanawiać się, czy w każdym z tych przypadków, zakończonych zagrożeniem w ruchu drogowym należało poruszać się z dezynwolturą i brakiem ostrożności? Często wynikającą przecież z poczucia, że w przypadku uruchomionego sygnału dźwiękowego i świetlnego nic nam nie grozi. Przecież zejdą i zjadą nam z drogi.

 

Chcę być dobrze zrozumiany. Absolutnie nie kwestionuję faktu, że politycy odbywają naprawdę WAŻNE spotkania. Wizyty na najwyższych szczeblach. Zagraniczni goście. Prezydenci, premierzy, ministrowie. To rzeczywiście uzasadnia użycie sygnalizacji świetlnej i dźwiękowej, aby polityk mógł na czas i sprawnie na takie spotkanie dojechać. Tego wymaga polska racja stanu.

Tymczasem praktyka jest doskonale znana i znakomicie opisana, chociażby przez dziennikarza Michała Majewskiego, który w swojej książce Biuro. Ochroniarze Władzy. Za kulisami akcji BOR-u opisuje dość obrazowo, jak wygląda jazda naszych rodzimych polityków na bombach: Samolot o 8:00 z Okęcia, więc start o 7:50 z Alei Ujazdowskich? Nic trudnego.

Po jednym z wypadków (trudno je zliczyć, więc proszę mi wybaczyć, że nie wskażę dokładnie, po którym) odbyłem fascynującą rozmowę z jednym z wysoko postawionych doradców prominentnego ministra. Ów doradca klarował mi, że nie ma innego wyboru. Politycy muszą zdążyć na swoje spotkania, muszą realizować nawet najbardziej głupi i napięty kalendarz, zatem włączone sygnały świetlne i dźwiękowe są wyborem oczywistym.

Doradca ów był odporny na argumenty, że spotkanie i uściśnięcie dłoni wójta czy burmistrza na Święcie Kapusty w Węgorzewie, a następnie powrót do stolicy ze średnią prędkością 200 km/h, żeby zdążyć na galę wręczenia nagrody Viva Najpiękniejsi to czysty absurd. I z żadną racją stanu nie ma nic wspólnego.

Jeżeli uważacie Państwo, że zmyślam, to proszę przypomnieć sobie głośną medialnie kolizję ministra Antoniego Macierewicza. Ten spieszył się w drodze powrotnej z sympozjum w szkole ojca Tadeusza Rydzyka na galę Człowiek Wolności 2016 w stołecznej filharmonii. Oczywiście lecąc na bombach. Efekt: kolumna nie wyhamowała, uderzyła w stojące samochody. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Minister zaś spokojnie przesiadł się do kolejnego auta i pognał dalej do Warszawy. Z podobną prędkością. Na sygnale. Aha. Sympozjum minister skończył o 17:00. Na gali był o 19:30, zaliczając po drodze stłuczkę. Jeżeli nie godziny działają Państwu na wyobraźnię, to proszę sobie dystans Toruń-Warszawa wpisać w Google Maps.

W wielu przypadkach problem pośpiechu dałoby się rozwiązać. Zwłaszcza w dobie XXI wieku. Telekonferencje, połączenia satelitarne, możliwość pracy z samochodu jadącego zgodnie z przepisami. Tak robią prezesi i wysoko postawieni dyrektorzy w wielkich korporacjach. I korona z głowy im nie spada.

W firmach wszyscy wiedzą również, że zarządzanie kalendarzem VIP-a to niezwykle odpowiedzialne zadanie, zakładające także konieczność kalkulacji dojazdu z miejsca na miejsce. Tymczasem w sektorze publicznym, na szczeblu najwyższych reprezentantów państwa panuje poczucie, że jak coś się przedłuży, agenda gdzieś spóźni, to potem włączymy syreny i nadrobimy. W rezultacie mamy kolejne kolizje, stwarzanie zagrożenia, o arogancji władzy nie wspominając. Ta jest wliczona w koszty…

Warto zatem zadać pytanie – czy już nie najwyższy czas z tym skończyć? Zacząć rozliczać kancelarie Prezydenta RP, Premiera RP, ministrów za każde uruchomienie sygnalizacji świetlnej i dźwiękowej. Czy było uzasadnione? Czy nie stwarzało zagrożenia w ruchu?

Czas to pieniądz, zgoda. Ale czy jesteśmy w stanie przeliczyć na te same pieniądze wartość zdrowia i życia ludzi, których gnające na złamanie karku rządowe limuzyny narażają? Naprawdę?



REO POLECA

Witold Jurasz: Prosimy nas krytykować

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.