📻 REO I NOWOCZESNOŚĆ: Rzeczywistość stała się tak skomplikowana, że nawet Ryszard Kapuściński mówił “Nie ogarniam świata”

Szkolna wiedza po latach często ma się nijak do rzeczywistości

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 



Grzegorz Lindenberg, dziennikarz, pisarz i socjolog, autor książki Ludzkość poprawiona. Jak najbliższe lata zmienią świat, w którym żyjemy, odpowiada REO na pytanie: czy nowoczesność już była.


Ta nowoczesność, w której ludzkość w myśleniu o świecie masowo posługuje się krytycznym, naukowym oglądem rzeczywistości to chyba po prostu jeden z mitów, jakie dzisiaj opowiadają sobie przygnębieni intelektualiści.

Myślę, że ludzie – mówimy o ludziach Zachodu – nigdy specjalnie w swojej masie nie byli ani racjonalni, ani dociekliwi. Może kilkadziesiąt lat temu bardziej wierzyli w to, co mówiły tak zwane autorytety i może mieli więcej autorytetów – przynajmniej do czasu rewolucji obyczajowej 1968 roku.

Oczywiście, jeśli porównać sposób myślenia ludzi o świecie w XX wieku z tym, jak widziano świat dwieście lat wcześniej, to widać, że zmiana była kolosalna; ludziom XX wieku znacznie bliżej było do racjonalności niż do tradycyjnego, zabobonnego i religijnego rozumienia rzeczywistości. I myślę, że nadal, mimo rozpleniających się rozmaitych spiskowych teorii, powrotu neozabobonów i wiary w neogusła, większość ludzi widzi świat zupełnie inaczej, niż widzieli go nasi przodkowie.

Ale jednocześnie nowoczesność jest też określeniem epoki, która zaczęła się jakieś 150 lat temu. Nastąpił gwałtowny wzrost dobrobytu oparty na osiągnięciach nauki i gospodarce rynkowej. Ludzie zdobyli wykształcenie i otrzymali możliwość natychmiastowego komunikowania się, indywidualnie i zbiorowo. I ta epoka trwa i nic się tutaj nie zmienia, można nawet powiedzieć, że jesteśmy bardziej nowocześni niż kiedykolwiek.

To, co się zmienia, ku zdziwieniu ludzi myślących, to pojawianie się w sferze publicznej rozmaitych twierdzeń, bredni, które z faktami nie mają wiele wspólnego, a głoszone są publicznie bez wstydu i przyjmowane przez niewielkie, ale coraz większe grupy ludzi.

Mogą to być przekonania o wszechmocy firm farmaceutycznych, niedopuszczających na rynek cudownych lekarstw na raka, żeby utrzymać sprzedaż lekarstw niedoskonałych, przekonania o szkodliwości szczepionek. Albo o wywoływaniu katastrofalnych skutków zdrowotnych i przyrodniczych przez rośliny GMO – przekonania, nie mające podstaw w badaniach i przez naukowców zwalczane bezskutecznie.

Do tego oczywiście dochodzą teorie spiskowe o wszechmocy banków albo tajemniczych grup kierujących światem – a brak dowodów na ich prawdziwość jest dla wyznawców najlepszym dowodem prawdziwości, bo świadczy o perfekcyjnej manipulacji umysłami.

Rozprzestrzenianie się różnych nienaukowych, zabobonno-spiskowych teorii ma dwie przyczyny.

1 Jedna – to wzrastająca złożoność świata i jego coraz szybsze zmiany. Nawet jeśli czegoś nauczyliśmy się w szkole, to po kilkunastu latach ta wiedza jest często nieadekwatna do rzeczywistości. Kto w szkole uczył się, że jedną z  głównych potęg gospodarczych świata są Chiny? Że rolnictwo jest, w kategoriach dochodu narodowego, marginalną częścią gospodarki? Że bieda na świecie systematycznie się zmniejsza, a dobrobyt rośnie? Rzeczywistość stała się tak skomplikowana, że nawet Ryszard Kapuściński mówił: Nie ogarniam świata. A jeśli on nie ogarniał, to czego oczekiwać od zwykłych ludzi, których wiedza o świecie, doświadczenia i otwartość na informacje są ułamkami tych cech Kapuścińskiego?

2 Druga przyczyna ma związek z powstaniem Internetu i sieci społecznościowych. To znikanie autorytetów w społeczeństwach – zniknięcie osób, którym publiczność mogła wierzyć, bo były mądre, miały wiedzę, wykształcenie, osiągnięcia w rozmaitych dziedzinach. Na ich miejsce pojawiają się influencerzy, których znaczenie mierzone jest liczbą lajków w postach i folołersów. Influencerem może zostać każdy, nawet osoba, która kompletnie bredzi, byle pisała/pokazywała się w sposób interesujący dla publiczności. Internet zdemokratyzowal dyskusję: kiedyś pewne treści przebijały się do publicznej dyskusji, a inne nie, ponieważ media działały jak filtr, odsączający bzdury (przynajmniej poważne media). Dzisiaj każda strona internetowa jest równie dobra, równie ważna, równie wiarygodna; jej pozycja w wyszukiwaniu nie określa, czy jest sensowniejsza tylko, że więcej linków do niej prowadzi. Znaczenie – i autorytet – fanpejdża mierzone jest nie tym, kto i co na nim pisze, tylko liczbą fanów.

Nasza współczesność to świat, w którym okazało się, że wszystkie poglądy są równoważne. Do demokratyczności treści Internetu i mediów społecznościowych dołożył się postmodernizm. Z zakwestionowaniem prawdy uznanej przez postmodernistów za narzędzie opresji (dla postmodernistów w piekle przygotowany jest specjalny kociołek, w którym będą mogli na własnym ciele sprawdzać, czy wrzątek jest równie gorący, gdy się nie wierzy w fizykę).

fot. pixabay.com

Wszystko może być prawdą, nic nie jest prawdą obiektywną, są po prostu różne prawdy, głoszą postmoderniści, a zwykli ludzie, którzy zaczynają wierzyć w szkodliwość szczepionek odczytują to po swojemu: prawdą nie jest to, co uchodziło za prawdę, bo ta prawda to był fałsz, narzucany przez tych, którzy na niej zarabiali. I Internet, przy pomocy sieci społecznościowych, staje się niezmiernie skutecznym narzędziem rozsiewania bzdur i przekonywania ludzi, żeby te bzdury przyjęli jako nową, prawdziwą prawdę.

Do tego dochodzi słabość mediów tradycyjnych i polityków. To nieprawda, że Polacy nie interesują się rozwojem naukowo-technicznym. Przynajmniej część interesuje się bardzo, ale ta tematyka wymaga dziennikarzy, którzy rozumieją osiągnięcia nauki i są w stanie o nich pisać. W Polsce jest ich jak na lekarstwo, w odróżnieniu od dziennikarzy, którzy potrafią się mądrzyć na tematy polskiej polityki, bo na te tematy potrafi się wypowiadać każdy.

A ponieważ współczesnej nauki i tego, dokąd ona zabiera nasze społeczeństwo nie rozumieją również nasi politycy (z każdej opcji), to dyskusja publiczna zdominowana jest przez tematy, które dla bliskiej przyszłości nie będą miały żadnego znaczenia. Jedyny temat przyszłości, który przez drobną chwilę zaistniał, to samochody elektryczne, ale i on umarł, przytłoczony tak ekscytującymi tematami, jak ten o górach pieniędzy, jaki chcemy wyciągnąć od niemieckich frajerów za to, co nam ich pradziadkowie zrobili 75 lat temu.

fot. pixabay.com

Nowoczesność, jako gwałtowny rozwój gospodarczy i technologiczny, oparty o dokonania naukowców, ma się dobrze, ale świadomość publiczna przestaje za nią nadążać. Rozwój nauki jest tak szybki, szczególnie rozwój sztucznej inteligencji i biologii, że powoli przekracza nasze możliwości radzenia sobie ze zmianami. Dlatego przyspieszaniu tempa rozwoju nauki będzie towarzyszyć narastanie sprzeciwu wobec jej rezultatów, narastanie ruchów konserwatywno-populistycznych i teorii spiskowych.

Być może jesteśmy świadkami tworzenia się nowej epoki, neonowoczesności albo nowoczesności 2.0, w której współistnieje niewiarygodny postęp nauki i techniki z narastającą w społeczeństwach ignorancją. Dalej będzie jeszcze gorzej, bo powiększać się będzie lęk przed przyszłością, nad którą nikt, ani naukowcy, ani politycy, nie wydają się być w stanie zapanować.

Grzegorz Lindenberg

 

Grzegorz Lindenberg 

Dziennikarz i socjolog. Współzałożyciel Gazety Wyborczej oraz założyciel i pierwszy redaktor naczelny Super Expressu. Autor książki Ludzkość poprawiona. Jak najbliższe lata zmienią świat, w którym żyjemy. Patronem medialnym książki jest REO.

Ludzkość poprawiona
Wydawnictwo Otwarte

 



REO POLECA

Marta Dzido