📻 Z MIŁOŚCI do dżinsów. Z dżinsów do miłości – plan na dzisiejszy wieczór

Kacper Popkowicz o tym, jak denimowe spodnie stały się deklaracją i kreowały seksualność

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.



Myślę, że jeansy, przez te wszystkie lata istnienia, stały się czymś więcej niż tylko jakimś tam kolejnym ciuchem. Zajmujące zaszczytne miejsce w modzie i popkulturze spodnie były (i wciąż są) noszone przez wszystkich, bez względu na stan majątkowy, pochodzenie czy zawód. Jeansy po prostu przemawiają do każdego. A wiele osób przemawia przez swoją parę jeansów.     

Wiecie już, że jeansy nie są spodniami formalnymi. Ba! Były wykorzystywane do ciężkich robót ze względu na swoją wytrzymałość. Są więc pozbawione, że tak powiem, szlachetnego pochodzenia. A w efekcie noszenie jeansów kreuje wizerunek twardego, niebojącego się pracy i nonszalanckiego mężczyzny. Do mody trafiły dopiero potem i zaczęły być noszone m.in. przez aktorów i żołnierzy. To sprawiło, że popularność jeansów szybko wzrosła. Zaczęły kojarzyć się z buntem i awangardą, manifestowaniem swojego zdania i odwagą bycia innym. Wspominałem już o Brando i Deanie. To właśnie oni byli jednymi z najbardziej pożądanych mężczyzn swojego czasu. I nosili jeansy. Następnie jeansy do swojej garderoby zaadaptowali hipisi (ruch ten charakteryzował się przecież dość swobodnym podejściem do seksu). Górowały biodrówki w fasonie boot-cut lub flare-cut.

W latach 70. XX wieku denimowe spodnie – jako symbolem świeżej, amerykańskiej seksualności – były promowane przez Lauren Hutton i Farrah Fawcett. Projektanci modowi zwęszyli w jeansach potencjał. Dostrzegli coś, co ja mógłbym określić ładunkiem emocjonalnym, coś, co sprawia, że

jeansy mogą być do tego stopnia zmysłowe, że trudno przejść obok nich obojętnie.

W 1971 r. firma Jesus Jeans wywołała kontrowersję, umieszczając na plakacie reklamowym autorstwa Oliviero Toscaniego kobietę ubraną jedynie w jeansy, na dodatek z rozpiętym rozporkiem. Tajemniczy półcień i uwodzicielska poza dają oszałamiający i zmysłowy efekt. Jednak poza dość grzesznym przekazem wizualnym kontrowersje wywołał też slogan reklamowy brzmiący: Thou shalt not have any other jeans but me, co jako żywo przypomina pierwsze przykazanie dekalogu ze staroangielskiego, protestanckiego tłumaczenia Biblii z XVII w.: Thou shalt not have no other gods before Me [Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną]. Jeśli więc połączymy fakty i nazwę firmy (Jesus Jeans) skojarzymy z hasłem reklamowym naśladującym pierwsze z dziesięciorga przykazań, a to wszystko spotęgowane wizerunkiem kobiety odzianej jedynie w spodnie, mamy murowany skandal. Nic chyba dziwnego, że firma nie przetrwała na rynku.

W latach 80. za to jeansy Kleina reklamowała 15-letnia Brooke Shields mówiąca: Chcecie wiedzieć, co znajduje się między mną a moimi jeansami? Nic. Ale to pewnie pamiętacie z pierwszego artykułu o dżinsach. W następnej dekadzie Anna Nicole Smith, wystylizowana na Marilyn Monroe, reklamuje jeansy Guess, siedząc w dość wąskich spodniach z wysoki stanem na stogu siana. Nie muszę chyba dodawać, że w piekielnie pociągającej pozycji.

Z wdzięków kobiet korzysta również Versace – powstaje seria plakatów z pięknymi kobietami. Na jednym z nich Nadja Auermann i Claudia Schiffer pozują topless w wąskich jeansach i kolorowych szpilkach, eksponując swoje… jeansy.

Seksualność denimowych spodni była więc promowana głownie przy pomocy pięknych kobiet.

Jak też pisałem, jeansy szyte są w przeróżnych fasonach. I te kroje bardzo mocno oddziałują na przekaz – lub pozorny przekaz – jaki wysyła osoba w nie odziana. Weźmy przykład dorosłego mężczyzny w ultraobcisłych, metroseksualnych jeansach. Albo niechlujne spodnie z krokiem w kolanach ujawniające wątpliwej urody bieliznę. Jakkolwiekby patrzeć, nawet nie ulegając stereotypom, niesie to pewnego rodzaju przekaz seksualny, wszak ma coś wspólnego z intymnością i cielesnością. Nie każdemu to się podoba. I wcale nie musi.

Przecież temat na tym się nie wyczerpuje – spójrzmy chociażby na tytułowego bohatera erotycznej książki Pięćdziesiąt twarzy Greya autorstwa E.L. James. Chociaż lepiej zobrazuje Wam to jej zekranizowana wersja o tym samym tytule. Kiedy uwodzicielski Grey ujawnia swój gust seksualny, który jest – jak to mówi sam bohater – specyficzny, ma na sobie właśnie jeansy (i w sumie jego stylizacja na tym się kończy). I to nie przekombinowane, melanżowe rurki – takowe całkowicie zepsułyby efekt. Jest to więc, jak na jeansy przystało, strój roboczy. Chociaż w trochę innym znaczeniu. Denimowe spodnie odgrywają tu wbrew pozorom dość istotną rolę i rzucają się w oczy, przynajmniej moim zdaniem. Po pierwsze dlatego, że Greya zazwyczaj widzimy w garniturze. Najczęściej szarym lub grafitowym, rzecz jasna. Ponadto dlatego, że poza tymi spodniami niewiele jest w scenie ubrań. Sądzę, że ekipa filmowa doskonale zdawała sobie sprawę, w jaki sposób ukazać erotyzm tej sceny. I nie bez powodu ubrali Christiana w jeansy właśnie.

Podobnie w Magic Mike’u – cała ekipa striptizerów na okładce filmu ma na sobie spodnie z tego materiału. Brak za to oczywiście koszulek. Główną rolę gra tam uwielbiany przez kobiety Channing Tatum. A skoro już przy nim i przy tańcu, choć w trochę delikatniejszym wydaniu, jesteśmy, to warto też przypomnieć sobie ekstremalnie szerokie jeansy o kroju baggy noszone przez Tatuma w produkcji Step Up: Taniec zmysłów. No właśnie, zmysłów. Zgadnijcie, w czym tańczył.

seksowne jeansy
Magic Mike XXL, fot. flickr.com, lmaq carteles de cine

Jeszcze innym argumentem przemawiającym za seksualnością denimowych spodni jest trend na lumberseksualizm. Jednym z jego elementów są spodnie wykonane z denimu, drwalom przecież przyjazne. Panie z kolei bardzo doceniały aspekt wizualny tej mody, właściwie cały czas doceniają.

Jest jeszcze jedna kwestia, którą chciałbym poruszyć, a na którą wpadłem dopiero teraz, pisząc poprzednie zdanie. Doszedłem do wniosku, że obcisłe, opuszczone jeansy, często zdobione też rozdarciami, kojarzą się raczej z, tutaj w myśl brytyjskiego understatement delikatnie złagodzę swoją opinię, niezbyt dojrzałym i gustownym chłopcem. Za to klasyczne blue jeans lub te w wariancie z ciemnogranatowego denimu, o normalnej szerokości i również poprawnie noszone, przywodzą na myśl dojrzałego mężczyznę. Ale nie chcę ulegać stereotypom.

Spodnie te mogą podkreślać zalety figury. Jeśli mają wysoki stan, są bardzo stylowe i uniwersalne. Z kolei jeśli panie chcą dodać do swojej szafy odrobinę vintage lub luzu (ale stylowego!), mogą zdecydować się na luźniejsze fasony, chociażby mom jeans lub boyfriendy.

Jak widać, jeansy nie zawsze ograniczają się jedynie do spełniania swoich podstawowych, praktycznych funkcji, ale czasami są też specyficzną wizytówką. I to nie byle jaką. Nosili je najbardziej stylowi i pociągający faceci, zakładały je piękne i warte grzechu kobiety. Jeansy po prostu podświadomie oddziałują na zmysły.


Źródła:

www.liveabout.com

www.liveabout.com