REO FAMILY: Mamo, nie bądź taka wyluzowana

Lidia Piechota wie, kiedy odpuścić

Słyszę puść to! A za chwilę wyluzuj. Potem odpuść. Takie słowa pod moim adresem? Czy to możliwe, że jestem za mało wyluzowana?! Ja?! Matka jeżdżąca na deskorolce, tańcząca w domu przed lustrem, głośno śpiewająca nie tylko w samochodzie i bawiąca się z dziećmi w berka na parkingu supermarketu? To naprawdę do mnie?

Przecież jestem wyluzowana mogłabym odpowiedzieć. Albo ale tej sprawy nie mogę odpuścić. I jeszcze dodać bo ty nie rozumiesz, o co mi chodzi, a za chwilę bo ty robisz jeszcze gorzej.

Staram się tak nie mówić. Takie targowanie się prowadzi donikąd. Przyznaję, że język mnie świerzbi za każdym razem, a na jego końcu mam błyskotliwe riposty, tudzież genialne metafory odnośnie osoby wygłaszającej polecenie wrzucenia na luz. Ale odpuszczam. Zabawne, że osoba, która pokusiła się o tę złotą radę w moim kierunku nie domyśla się nawet, ile faktycznie właśnie puszczam, żeby nie dostało się jej po nosie.

Jednocześnie nie zapominam i trochę mi źle, gdy ktoś mi zarzuca spięte pośladki. Z jednej strony nie obchodzi mnie to, co mówią o mnie inni, jeśli robię swoje i robię to dobrze. Z drugiej, najwyraźniej wygenerowałam jakieś pokłady ciśnienia, jeśli ktoś je wyczuł i poczuł się w obowiązku to skomentować. Działam zatem. Wyciszam. Szukam sposobu na faktyczny luz.

Luz w rodzicielstwie bywa ryzykowny. Ci sami, którzy każą mi odpuścić, za chwilę równie chętnie wypowiedzą się krytycznie na temat bezstresowego wychowania. Ba! Pójdą dalej i stwierdzą, że rozpuściłam swoje dziecko. Nieważne, czy powinno ich to obchodzić. Powiedzą swoje. Pracuję w mediach, bloguję i vloguję – liczę się z tym, że ktoś z tzw. innej bajki wypowie się na temat mojego życia, zamiast po prostu mnie nie oglądać.

Wracając do luzu… W luzie trzeba znać umiar. Warto wyczuć kiedy luz jest wskazany, a kiedy koniecznie należy przypilnować zaplanowanego porządku zdarzeń. To jest zawsze kwestia indywidualnych potrzeb. Za każdym razem, gdy słyszę lub czuję, że kogoś obok mnie męczy moje, nazwijmy to, pilnowanie porządku czy brak luzu, uśmiecham się w duchu. Odpuszczam za to głośny rechot. Tylko ja go słyszę i pozwalam mu wprawiać moją klatkę piersiową w wibracje. Wysokie wibracje – koniecznie! Tylko takie pozwalają faktycznie odpuścić. I nadal robić swoje.

Ja naprawdę odpuszczam. Najmniej sobie i tego się uczę. Innym odpuszczam niezwykle często. Dzieciom odpuszczam codziennie. Ale, ale… Nigdy nie odpuszczam tak, żeby wkradł się chaos. Nie odpuszczam tak, żeby obawiać się konsekwencji. Poza tym, odpuszczanie do pewnego stopnia to szkoła pożytecznego kompromisu. Takiego prawdziwego kompromisu, w którym żadna ze stron nie czuje się stratna. Dobry kompromis obie strony powinny poczuć w sercu. Objawia się on najprawdziwszym zadowoleniem i spokojem. Tak to ja mogę odpuszczać!

Tymczasem jestem uważna. Uważność to przepiękna cecha, z której wagi nie zdajemy sobie sprawy. My – dorośli, uważni bywamy coraz rzadziej, coraz mniej i coraz słabiej odczuwamy ten brak. Dzieci za to, są uważne w stu procentach. Takie pozostaną, jeśli ich tego nie oduczymy. Tak! Na tym to polega.

Skuteczna nauka uważności, czyli czujności, skupienia, odczuwania, słyszenia i pojmowania to pielęgnowanie w dziecku jego naturalnych zdolności.

Mam tu na myśli zdrowe dzieci, które uczą się funkcjonowania w dzisiejszym szybkim świecie. To świat, w którym my sami czasem się gubimy, ale udajemy, że mamy wszystko pod kontrolą. Szczególnie przed dziećmi udajemy. Tymczasem najlepiej, najzdrowiej, najbezpieczniej jest wtedy właśnie… odpuścić. Dobrze jest to opowiedzieć, wytłumaczyć, pozwolić to pojąć własnej podświadomości, a za chwilę dziecku. Ono najpierw przyjmie opowieść rozumem, po chwili, czując nasz spokój i pewność siebie, pozwoli temu uczuciu zagnieździć się głębiej. I to jest ten wskazany luz.

Zatem gdzie jest klucz? Jak pozwolić uważności rozgościć się w naszym życiu?

Po pierwsze potrzebna jest akceptacja, po drugie obecność, po trzecie zrozumienie.

Uważność to nic innego jak doświadczanie danej chwili w danej chwili. Gdy teraz staram się to wytłumaczyć, myślę, że na początku może się to wydać niezwykle trudne i nawet wręcz męczące czy potęgujące napięcie. Tymczasem uważność to takie parentingowe carpe diem w każdej sekundzie bycia rodzicem. Na szczęście dzieci, gdy tylko się im na to pozwala, dostarczają nam mnóstwa powodów do tego, żeby naprawdę być i czuć się tu i teraz. Wystarczy dać się ponieść tej dziecięcej dobrej energii.

Praktyczne wskazówki? Na początek wystarczy wyłączyć telefon i zapytać dziecko to co robimy?

Akceptacja tego, że coś jest takie, jakie jest, nawet jeśli chwilę temu jeszcze było inne. Akceptacja ludzi z ich różnymi, czasem zaskakującymi, cechami. A nawet pogody, która bywa zmienna to pierwszy krok do rozluźnienia pośladków. Druga sztuczka to obecność. W życiu dziecka bezwarunkowa obecność rodzica to absolutna podstawa do reszty cudownych zdarzeń. Czasem wystarczy po prostu potrzymać się za ręce. No i zrozumienie, czyli pozwolenie na bycie prawdziwym. Nawet jeśli prawdziwa w danej chwili jest złość czy generalnie gorszy nastrój. To jest OK.

Prawdopodobnie przy długoterminowym praktykowaniu okaże się, że nie trzeba już rozumieć rzeczy negatywnych, bo po pierwsze dla każdego negatywne może być coś innego, a po drugie, te negatywne przestaną się zdarzać.

Jak to możliwe?

Początkowo męcząca czujność, niemal wojskowy nadzór nad codziennością zamienią się w doświadczanie spraw naprawdę istotnych wtedy, kiedy są istotne. Autentyczna radość z maleńkich gestów spowoduje regularną dostawę endorfin, więc zamartwianie się na zapas, stres i zdenerwowanie ustąpią miejsca satysfakcji i uczuciu spełnienia. Puść to! będzie wtedy słychać wyłącznie w kontekście puszczania latawca czy wspólnie puszczanych na wodzie kaczek 🙂 Bo wspólna praca nad uważnością puści przepiękne kwiaty.



REO POLECA

REO PSYCHO: Jak nie zwariować w świecie skonfliktowanych wartości

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.