REO FAMILY: Codzienne rytuały budują więź z dzieckiem

Lidia Piechota: Chiński masaż dobry na zdrowie

Unikamy leków. My – rodzice, gdy chorują dzieci. Samych siebie jakoś łatwiej nam truć chemicznymi wynalazkami, które zwykle jedno leczą, a drugie osłabiają, jeśli nie rujnują. Ważne, że zwykle działają dosyć szybko. Gdy pomocy wymaga stan zdrowia dziecka, kombinujemy, czyli szukamy najlepszego rozwiązania. To dobrze.

Gdy konieczne jest zażycie antybiotyku, wzdychamy i podajemy. Co jednak zrobić, kiedy dziecko, jak Zachariasz, reaguje na antybiotyki alergicznie, a infekcje przechodzi łagodnie? Staram się nie podawać mu od razu lekarstw. Szukam łagodniejszych sposobów. Bo często standardowo przepisywany lek nie jest dopasowany do pacjenta, a każdy silnie działający ma skutki uboczne.

Jest wiele metod dbania o zdrowie dziecka i pomagania mu nawet w poważnych infekcjach bez szkodzenia. Niejednokrotnie można poprawić stan zdrowia na długie lata, bo naturalne metody leczenia działają długofalowo. Jedną z tych, które sprawdziłam jest masaż chiński Tuina. W przypadku dzieci jest to tzw. Tuina pediatryczna.

Podchodzę do wszystkiego praktycznie. Najczęściej nudzą mnie teoretyczne opisy, a nawet pochodzenie najróżniejszych zjawisk. Obchodzi mnie działanie. Interesuje mnie akcja. Jednak zdaję sobie sprawę, że warto wiedzieć, zanim zacznie się coś robić. Wiedza pomaga zapamiętać i zrozumieć.

W przypadku masażu Tuina trzeba wiedzieć, że  najprościej mówiąc  jest to zaprowadzanie równowagi w ciele. Dzięki odpowiednim uciskom lub masowaniu ukierunkowuje się energię, która w medycynie chińskiej nazywa się Qi (czyt. czi).

My jesteśmy Qi. Cali. Emocje, inteligencja, ciało, samopoczucie w sumie to właśnie Qi. Ta energia ewoluuje i zmienia się razem z naszym życiem. To logiczne. Jako dzieci mamy inne Qi niż w dorosłym życiu. Dobrze jest nie tylko zdawać sobie z tego sprawę, ale także polubić ten fakt. To, że na przestrzeni lat różne sprawy trzeba weryfikować jest w porządku.

Według Chińczyków, dziecięca energia jest szczególnie podatna na zawirowania. Inaczej mówiąc, dziecięce Qi łatwo błądzi. Dlatego należy o nie wyjątkowo dbać i na bieżąco pomagać dzieciom w utrzymaniu dobrej kondycji – fizycznej i psychicznej.

Łatwo tu zauważyć sprzeczności pomiędzy medycyną chińską, a tzw. zachodnią. Podczas gdy Chińczycy dbają o delikatne Qi swoich dzieci, na zachodzie mówi się coś w rodzaju dziecko musi swoje odchorować. Często słyszymy, że to normalne, że dzieci chorują i po prostu każdy musi to przejść. Na szczęście, bez względu na podejście, można dziecku pomóc poradzić sobie z infekcją, osłabieniem, a nawet całkowicie niektóre dolegliwości wyeliminować.

Tuina, którą poleca się dzieciom, a raczej ich rodzicom, to kilkadziesiąt punktów na ciele dziecka, które uciska się lub masuje w zależności od potrzeb. Nie musi to być ucisk fachowy, bo każda matka wie, jak dotknąć własnego dziecka, żeby było to skuteczne. A jeśli wydaje się jej, że nie wie…. No cóż, jak potrenuje, przetestuje różne sposoby masażu, przekona się, co jest skuteczne i przyjemne dla obu stron.

I tak, masując delikatnie palce i dłonie możemy wygonić gorączkę, kaszel, katar, wzdęcia, biegunki, zaparcia… Dokładając do tego uciski w określonych punktach głowy, także twarzy, zaprowadzamy w ciele dziecka spokój. Uspokajamy je, wyrównujemy temperaturę, pozbywamy się negatywnych emocji. Uciska się, roluje, a nawet szczypie części pleców oraz brzucha. Wszystko po to, żeby załagodzić to, co rozstraja system odpornościowy dziecka.

Tuina początkowo wydaje się jedynie przyjemnym głaskaniem. Jest tak niepozorną metodą, że będąc częścią mądrego, ale sceptycznie podchodzącego do rzeczy prostych społeczeństwa, nie wierzymy w jej skuteczność. Jednak efekty mówią same za siebie. Dobrze jest wybrać kilka obszarów i ruchów, które najbardziej pasują nam i dziecku, a następnie stosować je regularnie i zależnie od potrzeb. Bo Tuina świetnie sprawdza się jako rytuał codzienny i działający profilaktycznie.

Idealnie byłoby rozpocząć tuinowe działania zaraz po urodzeniu, ale można zacząć w dowolnym momencie. Wspaniale jest, gdy tłumaczymy dziecku, co robimy i opowiadamy o tym, co to ma zmienić. Dzieci czują szybciej i mocniej niż dorośli. Dlatego gdy zrozumieją logikę Tuiny, będą ją lubić, o nią prosić, a nawet … wykonywać ją samodzielnie. Każdy z nas potrafi przecież pogłaskać się po dłoni, ucisnąć staw palca lub zrobić ruch strzepujący kurz. Stosowanie tej techniki nie wyklucza tradycyjnego leczenia. Można ją więc stosować jako uzupełnienie i wzmocnienie innych metod.

Z moich doświadczeń wynika, że Tuina pediatryczna jest niezwykle skuteczna. Po pierwsze dlatego, że to faktycznie naprawianie czegoś, co nie działa. Po drugie, to działanie własnymi rękami, w odpowiednim tempie i bez skutków ubocznych. Po kolejne, i moje ulubione, takie leczenie pomaga zarówno ciału, jak i duszy.

Codzienny masaż dziecka wzmacnia więź, wprowadza porządek, uczy dobrych nawyków.

I to jest korzyść dodana, która ma znaczenie kluczowe, gdy spoglądamy w przyszłość. Dziecko z wyregulowanym i cudownie pozytywnym Qi jako zdrowy dorosły nie będzie szukało sztuczności i metod szkodliwych dla naturalnego stanu rzeczy. To naturalne będzie optymalne i skuteczne.

Co ciekawe, masaż Tuina w Chinach jest standardowym działaniem, także w tradycyjnych szpitalach. Żeby takie zbawienne działania stały się powszechne, żebyśmy nie narażali się na niepotrzebny stres i stratę czasu, liczy się  dosłownie  każda para rąk.



REO POLECA

📻 REO ALERT! Krzysztof Garwatowski: Epidemia przeciwników szczepień ogarnęła Sejm

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.