📻 JEST STRATEGIA ENERGETYCZNA: Prąd, mój drogi, ma być czarny i drogi

Piotr Maciążek: Werbalizacja doraźnych interesów politycznych

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak



  • Zaprezentowany przez Ministerstwo Energii miks energetyczny należy oceniać bardzo krytycznie.

  • Uspokaja on lobby węglowe w przededniu szczytu klimatycznego w Katowicach, ale nie odpowiada na wyzwania współczesności.
  • Zwalczając wiatraki nie tylko tracimy źródło coraz tańszej energii, ale też dobrego biznesu 
  • Nowy kształt wytwarzania energii w naszym kraju nie wpisuje się w potencjał regionów i potrzeby gospodarcze, takie jak konieczność kreowania nowych branż generujących innowacyjność i miejsca pracy.


Gdy po raz pierwszy pojawiły się informacje o tym, że COP24 odbędzie się w Katowicach żartowano, że protestujący w obronie węgla górnicy nie będą musieli wynajmować autobusów, którymi zwykle przyjeżdżają do Warszawy pod Ministerstwo Energii. Analizując miks energetyczny, przedstawiony w nowej polityce energetycznej Polski, można dojść do przekonania, że oficjele potraktowali tę historyjkę niezwykle poważnie. Dlaczego?

Strategiczny dokument w bardziej konkretnym, bo bliższym realizacji, horyzoncie 2030, ma za zadanie przede wszystkim uspokoić lobby węglowe.

Tak należy bowiem interpretować zapisy o docelowych dla tej daty poziomach 21% OZE i 60% węgla w wytwarzaniu energii oraz o przesunięciu budowy elektrowni jądrowej na czwartą dekadę XXI wieku. Jest to mój główny (choć nie jedyny) zarzut dla zaprezentowanej przez Ministerstwo Energii strategii, która przypomina raczej werbalizację doraźnych potrzeb politycznych resortu aniżeli busolę dla firm zaangażowanych w budowę polskiej energetyki (właściwie gospodarki).

Zresztą ministra Tchórzewskiego najwyraźniej zawiódł instynkt, ponieważ tak naprawdę działania jego resortu są nielogiczne na niemal wszystkich płaszczyznach, jakie można przeanalizować.

1 Przede wszystkim ukłon w stronę lobby węglowego w przededniu COP w Katowicach dostarczy przeciwnikom Ministerstwa Energii medialnej amunicji. Świadczy ono o niefrasobliwości polityka, który mógł przecież przedstawić strategię w innym terminie tak by nie psuć klimatu najważniejszej imprezy międzynarodowej jaką w tym roku będzie gościć Polska.

2 Ponadto Tchórzewski prezentując takie a nie inne założenia, według których ma się rozwijać polska energetyka, a de facto gospodarka, nie wspiera interesów Śląska, ale producentów rosyjskiego węgla, którego eksport do naszego kraju osiągnął rekordowy poziom. Warto to sobie uświadomić.

3 Po trzecie kształt zaprezentowanego dokumentu strategicznego nie wpisuje się w interes gospodarczy Polski.

Nowy miks energetyczny zaprezentowany przez Ministerstwo Energii niedostateczne wykorzystuje lokalny potencjał Polski. Owszem mowa w nim o morskich farmach wiatrowych rzecz jasna na północy kraju, gdzie są ku temu sprzyjające warunki. Nie ma jednak nic o geotermii, na którą można by postawić w wielu mniejszych miejscowościach. Do ich ogrzania temperatura wody rzędu 60-70 stopni Celsjusza jest wystarczająca w przeciwieństwie do dużych aglomeracji. Brak również szerszych wzmianek o biogazie, który można by wykorzystywać w tych regionach Polski, gdzie ludzie żyją z rolnictwa i nie ma szans na powstanie przemysłu.

Wizja Ministerstwa Energii w ogóle nie uwzględnia społecznej i cywilizacyjnej roli energetyki.

Zaprezentowany miks (nie licząc oczywiście śląskiego węgla) nie wpasowuje nowych inwestycji w strukturę społeczną i gospodarczą kraju. Nie chodzi tu jedynie o wspomniane przeze mnie kwestie geotermii czy biogazu, ale szerzej po prostu budowy takich źródeł energii, które będą wartością dodaną dla naszej gospodarki.

Wspomniana w dokumencie resortu energii elektrownia atomowa przysłuży się raczej podupadłym firmom budowlanym

wykonującym najprostsze zadania, podczas gdy legislacyjnie wyniszczane wiatraki można by przy odpowiednim poziomie inwestycji produkować w Polsce i eksportować za granicę w sensownym horyzoncie czasowym.

W rządowej strategii zabrakło nie tylko wpasowania miksu w potrzeby gospodarcze kraju (generowanie innowacyjności i miejsc pracy), ale także prostych wyliczeń, co się bardziej opłaca. Niedawna aukcja OZE pokazała przecież, że

energia z wiatru ma najatrakcyjniejszą cenę, a wszelkie prognozy mówią o tym, że będzie wciąż tanieć.

Nowy miks pełen jest zresztą i innych absurdów, które warto przytoczyć:

A Gaz traktuje jako paliwo przejściowe, w momencie gdy inwestujemy w gigaprojekty, takie jak gazociąg Baltic Pipe i rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu.

B Prezentuje przerośnięte moce docelowe w fotowoltaice, co rodzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest ona potrzebna naszej gospodarce. Z drugiej strony taki ruch oznacza import paneli z Chin zamiast wzmacniania relacji gospodarczych w ramach Unii Europejskiej. Ponadto, gdy spojrzy się na zapowiedzi dużych inwestycji w tym obszarze, nietrudno dopasować do nich konkretne nazwiska powiązane z rządem.

Na koniec jeszcze jedna uwaga: wdrażanie miksu zaprezentowanego przez rząd skończy się w moim przekonaniu tym, że

Polska zostanie największym importerem energii w Europie.

Jeśli bowiem niszczymy lądowe turbiny wiatrowe, które pokazują swoją opłacalność w aukcji OZE, to w przyszłości cena prądu będzie u nas wysoka. Tym bardziej, że np. budowa elektrowni atomowej wygeneruje nową opłatę nałożoną na obywateli (opłatę OZE i tak już płacą – różnica jest więc oczywista). Równolegle do tych zjawisk Unia Europejska będzie zmuszać nas do otwierania rynku poprzez budowę nowych połączeń.

Dziś mamy jeszcze czas by przejąć inicjatywę. Czy stać nas na to?



REO POLECA

REO ENERGIA: Ściągawka dla rządu. Czy węgiel? Odpowiedź musi brzmieć: Nie!

Piotr Maciążek
Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku konserwatywnych think-tanków. Do końca lipca 2018 Red. naczelny Energetyki 24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.