📻 REO DEMASKUJE: Ściema o strukturalnej wodzie idzie jak woda

Krzysztof Garwatowski: Pseudonaukowy bełkot i marketing robią wodę z mózgu

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 


 

Kąpiel w basenie z wodą strukturyzowaną to rozkosz dla ciała i zmysłów. Woda strukturyzowana jest wyjątkowo miękka, aksamitna i perlista; zapewnia bardzo przyjemne odczucia. 

Woda strukturyzowana ma zbawienny wpływ na cerę i skórę całego ciała. Wykazuje działanie łagodzące i kojące. Skóra staje się aksamitnie gładka i pełna blasku. Włosy – jedwabiście gładkie i lśniące. [źródło cytatów studiosante.pl]

Tak zachwala zalety korzystania z kąpieli w wodzie ustrukturyzowanej uzdrowisko Sante w Warszawie. Dalej czytamy, że relaks w basenie z wodą strukturyzowaną o wysokim poziomie energetycznym znakomicie likwiduje skutki stresu i koi nerwy. Oczyszcza umysł z negatywnych emocji i przywraca równowagę zaburzoną działaniem stresu. Brzmi cudownie, prawda? W zasadzie powinniśmy natychmiast rzucać wszystko i ruszać do uzdrowiska, żeby zażyć cudownych kąpieli. Tyle tylko, że to wszystko bzdury, bo coś takiego, jak woda ustrukturyzowana najzwyczajniej NIE ISTNIEJE!

Cały ten marketingowy bełkot oparty jest na pseudonaukowym bełkocie,

tak chętnie wykorzystywanym przez sprzedawców przeróżnych cudownych środków i metod leczenia. Od lewoskrętnej witaminy C, przez feng shui, homeopatię, mikronizację wody, po wykorzystywaną przez Sante strukturyzację wody.

Bzdury wypisywane przez uzdrowisko Sante opisał na blogu totylkoteoria.pl Łukasz Sakowski. W odwecie Sante grozi mu pozwem. Już widzę ten proces przed sądem. Ubaw będzie po pachy, kiedy uzdrowisko będzie przekonywać, że ich ustrukturyzowana woda ma takie właściwości, że pod mikroskopem elektronowym cząsteczka wody przypomina piękną, symetryczną gwiazdkę lodu. Naprawdę?

Stawiam piwo każdemu, kto ułoży trzy atomy w gwiazdkę!

(Mniej obytym z fizyką i chemią przypominam, że cząsteczka wody składa się z dwóch atomów wodoru i atomu tlenu, czyli razem trzech atomów).

Dodatkowym smaczkiem jest tutaj energia wody mierzona w skali Bovisa – aż 7500 Bv (jednostek Bovisa). Czymże są owe jednostki Bovisa? Przyznaję, że nigdy o nich wcześniej nie słyszałem. Zapewne dlatego, że z naukowego punktu widzenia takie jednostki nie istnieją. Skala Bovisa to skala pomiaru promieniowania oraz określania tzw. poziomu bioenergetycznego, używana przez radiestetów i zwolenników geomancji. Jakiego promieniowania? Nie za bardzo wiadomo. Chodzi zapewne o to samo promieniowanie, które z taką skutecznością wykrywają różdżkarze, a którego istnienia nigdy nie potwierdzono żadnymi naukowymi metodami.

Całe bredzenie o poziomie bioenergetycznym i takimże promieniowaniu ma typowe cechy używania języka naśladującego język naukowy do opisywania kompletnych bzdur i farmazonów, żeby zamącić ludziom w głowach (i wyciągnąć od nich kasę). Użycie pseudonaukowego języka, pełnego tajemniczych i niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka formuł sprawia, że naiwni łatwo w przedstawiane tezy wierzą. Szczególnie jeśli przy okazji słyszą o prostych rozwiązaniach ich problemów.

Szkoda, że równie łatwo nie wierzą naukowcom przedstawiającym prawdziwe stwierdzenia i demaskującym oszustów.

W rzekomej skali Bovisa brak trzech podstawowych z naukowego punktu widzenia zapisów. Po pierwsze, brak jednoznacznej, ścisłej definicji jednostki Bovisa i jej powiązania z innymi jednostkami fizycznymi. Po drugie, brak jednoznacznego określenia sposobu i metody pomiaru. Po trzecie, nie zostało nawet określone, co też ta skala ma mierzyć, bo promieniowanie zdefiniowane nie zostało. Z nauką ma ta skala mniej więcej tyle wspólnego, co stwierdzenia, że najsilniejszą magiczną moc mają uroki rzucone 15 minut po północy.

Nie oceniam jakości usług oferowanych przez Sante. Nie twierdzę, że ich zabiegi nie przynoszą korzyści korzystającym. Jednak mierzi mnie wykorzystywanie pseudonaukowego bełkotu, żeby wykorzystać ludzką naiwność i wmówić im nadzwyczajne działania i moce tam, gdzie ich nie ma. Czy nie uczciwiej byłoby walczyć o klienta rzetelnie przygotowaną ofertą, wysoką jakością usług i rozsądnymi cenami, dobranymi do oferty i możliwości rynku?

Ciekawe, że

pseudonaukowi szarlatani tak bardzo upodobali sobie wodę i na siłę przypisują jej przeróżne magiczne właściwości.

Powód jest zapewne prosty – powszechna dostępność wody sprawia, że niezwykle łatwo ją zapakować, dodać naklejkę z opisem cudownych właściwości i sprzedawać ze stukrotnym przebiciem. Strukturyzacja, o której mowa wyżej, to tylko jedna z nich. Drugą jest pamięć wody.

Ta teoria legła u podstaw homeopatii. Zgodnie z nią cząsteczki wody zapamiętują strukturę, dlatego woda, w której rozpuszczono śladowe ilości substancji leczniczych, pamięta, jak ma wyglądać – i też leczy. Stąd już tylko krok do homeopatii.

Eksperymenty opisywane w 1997 roku przez Jacques’a Benveniste’a, francuskiego immunologa, który próbował stworzyć naukowe podstawy homeopatii, nie zostały potwierdzone przez inne ośrodki naukowe. I to mimo ufundowania nagrody w wysokości 1 miliona dolarów za ich powtórzenie zgodnie z zasadami naukowymi. Badania różnych zapaleńców nad pamięcią wody wciąż trwają, ukazują się nawet publikacje na ten temat. Tylko nikt nie jest w stanie powtórzyć i weryfikować ich wyników. Sprawa skazana jest na klęskę chociażby dlatego, że zgodnie z badaniami fizykochemicznymi lokalna struktura wody utrzymuje się przez mniej więcej 1 pikosekundę (0,000000000001 s). Zatem o pamięci wody możemy mówić co najwyżej w takim czasie. Zdecydowanie za krótkim, żeby wykorzystywać go do tworzenia leków czy czegokolwiek.

Kolejną wodną bzdurą jest mikronizacja wody.

Mikronizacja to proces redukcji średnicy cząstek stałych materiału. Z powodzeniem wykorzystuje się go na przykład do poprawy jakości pasz dla zwierząt. Nie trzeba było długo czekać, żeby specjaliści od marketingu zwrócili na ten proces uwagę i bez zastanowienia się nad tym, co piszą, wykorzystywali bzdury o mikronizacji cząsteczek wody do opisywania nieistniejących właściwości swoich produktów. Cóż,

w dzisiejszych czasach każdy może na opakowaniu swojego produktu napisać niemal co chce bez poważniejszych konsekwencji.

Przykład? Cudowne saszetki do prania MolliKule piorące MOLLI są produktem ceramicznym powstałym w procesie wypalania w wysokiej temperaturze masy z kilkudziesięciu minerałów. Kontakt z wodą o wysokiej temperaturze powoduje równomierne odłączanie się minerałów oraz jonów o ładunku ujemnym, w procesie prania skutecznie usuwając brud z tkanin.
W wyniku tarcia się w wodzie kulki MOLLI wytwarzają wysoko-energetyczne fale podczerwone, które powodują mikronizację H20, pobudzają częstotliwość wibracji wody, zwiększając moc czyszczenia.

Mikronizacja, czyli zmniejszenie rozmiarów cząsteczek wody do rzędu mikrometrów, jest bzdurą!

Cząsteczki wody mają ściśle określoną wielkość, związaną z jej budową atomową.

Wynosi ona 0,3nm, czyli 0,0003 µm (mikrometry). Nie da się jej powiększyć ani zmniejszyć (a już na pewno nie w pralce). Poza tym po co ją zmniejszać, skoro i tak jest o cztery rzędy wielkości mniejsza od mikrometra?

Na dodatek MOLLI jako jedyna zawiera w swym wnętrzu magnesy neodymowe! No dobrze, ale po co? Czyżby miała namagnesować wodę? I jak to możliwe, że światowe koncerny nie wpadły jeszcze na wykorzystywanie magnesów jako wspomagaczy prania, nie opatentowały tej technologii i nie zarabiają na niej?

Wszystko to ma dać nam oszczędności rzędu 1000 zł w ciągu trzech lat, bo producent zapewnia, że możemy zrezygnować ze stosowania proszku do prania lub przynajmniej ograniczyć jego zużycie o 80%. Może jednak się mylę i kula rzeczywiście czyni cuda? Przegląd opinii na internetowych forach nie pozostawia wątpliwości: skarpetki po wypraniu z pomocą kuli śmierdzą tak samo jak przed wypraniem, kula to ściema.


Tytuł Bzdury Tygodnia zdobywa tym razem, zostawiając konkurencję daleko w tyle, Sejm i Senat za to, że przypomniał sobie o uchwaleniu ustawy o święcie 12 listopada 2018 roku na trzy tygodnie przed świętem. Jakby nie można było jej uchwalić rok temu.



REO POLECA

📻 REO SCIENCE: Ekologiczna czekolada… Już miałam ją kupić, ale spojrzałam na etykietę

Krzysztof Garwatowski
Rocznik 1967. Eksharcerz, eksnauczyciel, obecnie dyrektor programowy w wydawnictwie Pink Press. Aktywnie działa w społeczności lokalnej na warszawskiej Białołęce. Wyznawca nauki i wielbiciel science-fiction.