📻 REO CHALLENGE: Transatlantyk Kon-Tiki

Agata Skrzypczyk o 6 panach w łódce, nie licząc papugi, którzy dokonali niemożliwego

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 


 

 

Był rok 1947, kiedy pięciu Norwegów i jeden Szwed (i papuga o imieniu Lorita) zdecydowali się wskoczyć na drewnianą tratwę, by przepłynąć siedem tysięcy kilometrów, biorąc ze sobą zapasy jedzenia i gitarę. Zamierzali wykorzystać jedynie wiatr i prądy morskie do przepłynięcia oceanu dzielącego Peru od Wysp Polinezyjskich.

Czytając autobiografię pomysłodawcy całej ekspedycji, Thora Heyerdahla, miałam wrażenie, że to fikcja. Kto zdecydowałby się na tak szalony pomysł! Na wyprawę, która w założeniu miała trwać przynajmniej trzy miesiące. Mało tego – na tratwie, którą co do zasady nie można było sterować, a jedynie płynąć z prądem wody!

Według Heyerdahla, norweskiego etnografa, Wyspy Polinezyjskie zostały zasiedlone przez wędrowców, którzy przypłynęli tu na tratwach z Ameryki Południowej. Tłumaczył, że ogromne posągi na Wyspach Wielkanocnych bardzo przypominają statuy z Boliwii – tym samym sprzeciwił się przyjętemu wcześniej założeniu, jakoby wyspy te zostały zaludnione przez podróżników z Azji. Swoją teorię skrupulatnie opisał w pracy naukowej, która została w mig zdyskredytowana przez całe środowisko akademickie.

Heyerdahl, nie mając nawet dokładnego pomysłu na organizację wyprawy, wysłał telegram do kilku znajomych: Nie gwarantuję nic poza darmową wyprawą do Peru, południowych wysp pacyficznych i z powrotem, podczas której z pewnością znajdziecie zastosowanie dla swoich umiejętności. Odpowiedzcie jak najszybciej. Oferta była dosyć skromna, planu i budżetu na wyprawę nie było w ogóle. Ale jak to w życiu – wystarczy paru zapaleńców, żeby z czystego szaleństwa zrobić przygodę. Pomysłodawca długo nie musiał czekać na grupkę chętnych, którzy w odpowiedzi na zapytanie wysłali telegram: Będę.

Nie da się kupić biletu do raju. Musisz go odnaleźć w samym sobie – powiedział Thor Heyerdahl w jednym z wywiadów po ekspedycji.

Misja była bardzo prosta – zbudować drewnianą tratwę i przepłynąć cało przez Pacyfik, wykorzystując jedynie wiatr i prądy morskie do sterowności, a gwiazdy do nawigacji. Aby udowodnić, że teoria Heyerdahla jest prawdziwa, tratwę trzeba było skonstruować z oryginalnych materiałów, przy użyciu narzędzi dostępnych do końca XVI wieku, w erze prekolumbijskiej. Budowniczy opierali się na szkicach i notatkach hiszpańskich konkwistadorów opisujących starożytne tratwy peruwiańskie.

wyprawa Kon-Tiki
Pokolorowana fotografia tratwy Kon-Tiki źródło: Wikimedia Commons

Dostępne materiały ograniczały się do drewna balsa, konopi, liści bananowca i bambusa. Gwoździe, śruby czy włókno szklane nie mogły zostać wykorzystane. Załoga przygotowała odpowiednią ilość drewna balsa, połączyła bale linami konopnymi, po czym na tej konstrukcji zbudowała pomieszczenie mieszkalne kryte liśćmi bananowca.

Tak powstała jednostka pływająca w postaci pięknej tratwy z małą kabiną dla sześcioosobowej załogi. I papugi. I małego kraba, który przypałętał się w trakcie. Tratwa została ochrzczona Kon-Tiki na cześć jednego z przywódców Inków utożsamianych z bogiem słońca.

Kon Tiki wypłynęła wyposażona w 1060 litrów świeżej wody. Do jedzenia: kokosy, bataty i mnóstwo bananów. Po drodze załoganci łowili delfiny i tuńczyki, a na tuńczyki rekiny. Gołymi rękami.

wyprawa kon-tikiSpędzili 102 dni na oceanie bez żadnego stałego lądu na horyzoncie. W szóstkę na malutkiej tratwie kołysanej oceanicznymi prądami. Przeżyli sztormy. Groziły im ogromne rekiny wielorybie krążące pod ich łódeczką. Przeżyli grozę alarmu człowiek za burtą. Czy wrócili cali i zdrowi? Czy udowodnili, że Inkowie przemierzali ocean na kawałkach drewna?
Przede wszystkim pokazali, że jak ma się marzenie, to kawałek drewna do jego realizacji zawsze się znajdzie. A po zakończenie tej historii odsyłam do książki autorstwa kierownika tego zamieszania pod tytułem Wyprawa Kon-Tiki.



REO POLECA

📻 DO GÓRY NOGAMI: Rzucić wszystko i wyjechać na Bali?