Renata Dancewicz: Słowo na W

Prababcia i babcia miały rację

fot. pixabay.com, 829192

Od tak dawna już, od Kopernika co najmniej, gorszy pieniądz wypiera lepszy. Młodzież z pokolenia na pokolenia jest coraz bardziej nihilistyczna i bez sensu. Ruch antyszczepionkowców rośnie w siłę. Rodzice w panice nie wiedzą, jakie dodatkowe zajęcia zapewnią lepszą przyszłość ich dzieciom. Sztuka współczesna bezczelnie robi sobie z nas jaja. Starcy nie są już autorytetami, bo z czym do ludzi, kiedy komputer i sieć czarna magia. Podobno lepiej już było. Ale.

Jednak żyjemy na najlepszym ze światów. Który nigdy dotąd nie był nam tak przyjazny. Jesteśmy coraz wyżsi, zdrowsi, coraz dłużej żyjemy. Coraz mniej z nas ginie na wojnie. Mniej ludzi cierpi nędzę i głód. Postęp cały czas się dokonuje i ułatwia nam życie. Ludzie zmieniają świat i sami się przystosowują do zmienionych okoliczności. Mam wrażenie, że zmiany te są kosmetyczne, że ludzie zasadniczo się nie zmienili. I że to, do czego dzisiaj potrzebujemy rozumowego uzasadnienia, pojmowali kiedyś intuicyjnie. Tak czy owak instrukcja obsługi działała, niezależnie od sposobu jej sformułowania.

Najnowsze badania przywracają zresztą należne miejsce nieintelektualnemu postrzeganiu świata. Np. podobno najlepsza decyzja to szybka decyzja, bo mózg zbiera potrzebne informacje i w odpowiednim momencie wypluwa właściwy wynik. O tym, że intelekt i racjonalizm są wtórne do podświadomości, atawizmów i intuicji, pisze w książce Prawy umysł Jonathan Haidt. Pokot Agnieszki Holland i Olgi Tokarczuk rehabilituje całą rzeszę tzw. pierdolniętych staruszek, które dokarmiały bezdomne koty, psy itd. wtedy, kiedy nie mogły wiedzieć, że w naszych posthumanistycznych czasach byłyby w awangardzie. Że w czasach, kiedy czynienie sobie ziemi poddanej będzie samobójem, przyznamy im rację.

Tak samo lektura Waginy. Nowej biografii Noemi Wolf uzmysławia mi, że moja prababcia i babcia nie myliły się zasadniczo w ocenie seksualności kobiet i mężczyzn. Autorka powołuje się na badania naukowe dowodzące, że kobiety są ściślej niż mężczyźni zintegrowane ze swoją seksualnością, że seks jest dla nich bardziej więziotwórczy, że bardziej się uzależniają od dostarczycieli rozkoszy, że potrzebują poczucia bezpieczeństwa i są wyjątkowo podatne na zranienia w tym intymnym obszarze. To w waginie zaczyna się pewność siebie, spokój, twórczość, poczucie własnej wartości. I nie jest to żaden trening kulturowy, tylko fizjologia, neurologia i chemia – tak jesteśmy zbudowane.

Myślę więc czule i z szacunkiem o moich nieuzbrojonych w naukę babciach i już nie oceniam surowo ich konserwatywnych zapędów. Bo wszystkie ideologie i -izmy powinny się do nas dostosować, a nie odwrotnie. Jeśli boimy się wierzyć sobie, uwierzmy swojemu organizmowi. Jak już go dopuścimy do głosu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here