Michał Michałowski: Rebelianci, dezerterzy i sabotażyści

Nie jest dobrze - tak w kilku słowach można określić wnioski wynikające z rankingu aktywności ekologicznej państw w 2017 roku. Pozytywnie nie wypadają nawet tacy liderzy jak Francja czy Niemcy!

Wszystko wskazuje na to, że nawet najaktywniejsi w walce ze zmianą klimatu, nie mogą zmienić tego, że jako świat robimy stanowczo zbyt mało. 

Nie jest dobrze
Na froncie przeciwdziałania zmianom klimatu miniony rok nie przyniósł wyczekiwanej zmiany. W dwa lata po przyjęciu porozumienia paryskiego przez znaczną część globalnej społeczności wydaje się, że wprowadzenie jego zapisów w życie jest niestety walką z wiatrakami. W Polsce, co niekoniecznie jest zabawne, robimy to wręcz dosłownie. Ekosystem planety kurczy się pod naporem gospodarczej ekspansji, rośnie nagromadzenie gazów cieplarnianych w atmosferze, dochodzi do intensyfikacji groźnych zjawisk pogodowych, a nękani przedłużającymi się suszami mieszkańcy strefy równikowej, z coraz większą desperacją spoglądają na bezpieczną północ. Czy pozostaje nam jedynie zetrzeć pot z czoła, pogodzić się z upałem i skryć, o ile nas na to stać, w ufortyfikowanym i klimatyzowanym wnętrzu? Nie, ale niektórzy wytrwale pracują, aby pozostała nam tylko taka możliwość.

W raporcie The Climate Change Performance Index Results 2018 wydanym przez Germanwatch, Climate Action Network International i NewClimate Institute autorzy Jan Burck, Franziska Marten, Christoph Bals oraz Niklas Höhne podsumowują aktywność państw w mijającym roku na rzecz walki ze zmianą klimatu. Trend widoczny w znajdującym się tam rankingu napawa pewną nadzieją na to, że jednak nie jest to walka z góry przegrana. Pierwsze trzy miejsca ponownie pozostały nieobsadzone, a to z powodu braku jakichkolwiek państw, które całą swoją polityką dążyłby do realizacji postanowień porozumienia paryskiego. Duży spadek notują Stany Zjednoczone, które z roli dezertera weszły w buty klimatycznego sabotażysty, ale to chyba nikogo nie dziwi. Na samym szczycie znalazła się Szwecja, która strąciła z tego miejsca Francję. Komu należy się pochwała, a kto zasłużył na naganę?

Klimatyczni wikingowie
Na najlepszej drodze do realizacji postanowień porozumienia paryskiego są postępowe kraje skandynawskie. Na czwartym miejscu rankingu znalazła się Szwecja, w której emisje gazów cieplarnianych na osobę spadają, choć inaczej trend ten wygląda w kontekście przemysłu i transportu. Rekompensuje to niejako ogromna powierzchnia absorbująca, czyli ciągnące się przez kraj lasy, a na finalny wynik składają się jeszcze fluktuacje emisji z rolnictwa. Jednak jak zwracają uwagę autorzy raportu, cele w energetyce odnawialnej na rok 2030 są, w kontekście planu ograniczenia wzrostu temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza względem epoki preindustrialnej, niewystarczające. W kraju trwa obecnie dyskusja nad stopniowym odejściem od atomu, zwiększeniem udziału w miksie gazu ziemnego oraz położenia nacisku na ograniczenie emisji związanych z transportem i konsumpcją.

Pozostałe kraje skandynawskie zajęły w rankingu miejsca siódme (Norwegia) i siedemnaste (Dania).

Viva la climate!
Rząd ugrupowania En Marche!, na czele z prezydentem Macronem, za ważny cel obrał sobie wytyczenie szlaku nowej polityki klimatycznej.  Nie są to jedynie puste słowa, a raczej kwintesencja postępowej myśli francuskiej. Widać ją na każdym kroku, od podejścia do gospodarki odpadami, przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, po otwarcie przystani dla naukowców niemile widzianych w Stanach Zjednoczonych. Niemniej na poziomie krajowym eksperci wskazują, że realizowana we Francji polityka klimatyczna jest raczej pozbawiona ambicji. Wsparcie dla paliw kopalnych jest tam nadal zbyt wysokie, a rozwój energetyki odnawialnej może nie sprostać celom wyznaczonym na rok 2020. Francja nie jest więc jeszcze na kursie do powstrzymania wzrostu temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza względem epoki preindustrialnej i to z tego powodu, z zajmowanego w zeszłym roku 4 miejsca, spadła na 15.

Houston, mamy problem!
Wielkim zawodem jest oczywiście odstąpienie od porozumienia paryskiego Stanów Zjednoczonych, choć prezydent Trump zapowiadał to od dawna. Rządy tego klimatycznego denialisty, odrzucającego  ustalenia naukowe, zaprzeczającego faktom i zaklinającego rzeczywistości, zostały jednak wystawione na próbę – z jednej strony kraj walczył z potężnymi huraganami, z drugiej rozpalony do czerwoności rozświetlał nocny mrok pożarami. Ale czy polityka negacji i zaprzeczenia została zarzucona po bolesnej konfrontacji z siłami natury? Nie, a wręcz zwiększyła się presja władzy na instytucje federalne wychodzące przed szereg. Podejście to spotyka się już z negatywnymi reakcjami w samej partii Republikańskiej, której członkowie wreszcie dostrzegli szkodnika we własnym gronie. Stany Zjednoczone najpierw zajmowały 35 miejsce, potem 43, a w najnowszym rankingu spadły na 56. Trend ten może się odwrócić dzięki aktywności tamtejszego sektora prywatnego oraz zielonym ambicjom władz miejskich i stanowych. Oby tak było.

Węgiel w worku
Każdy słyszał o przełomowym niemieckim energiewende. Skąd w takim razie jedynie 22. miejsce w klimatycznym rankingu? Rząd kraju zza Odry od dawna nie potrafi określić, kiedy konkretnie odejdzie od węgla. Kontrast jest aż wyjątkowo wyraźny. Miniony rok obfitował w kolejne rekordy energetyki wiatrowej, zielone technologie rozwijają się prężnie, a (czego już autorzy raportu nie mieli możliwości w nim zawrzeć) niemiecki Trybunał Konstytucyjny zezwolił na specjalny audyt koncernu Volkswagen. Dlaczego więc przy dostępnej alternatywie źródeł odnawialnych oraz coraz większej presji społecznej i europejskiej, kraj ten nie chce określić terminu odejścia od węgla? Jak słusznie w swoim tekście Koszty niemieckich OZE spadają. Czas skreślić wreszcie węgiel? zwrócił uwagę Leszek Kadej, postawa taka pozwala krajom sabotującym międzynarodową politykę klimatyczną, jak Polska, na merytoryczne ataki pakietu zimowego i innych emisyjnych regulacji.

Stan zaprzeczenia
Na którym miejscu znalazł się nasz nadwiślański kraj? Bez zaglądania do rankingu można się domyślić, że Polska uplasowała się na końcu peletonu. Bliżej nam bowiem do tych, którzy nie nadążają z wprowadzaniem polityki klimatycznej niż do czołówki. Pożegnaliśmy się z zeszłorocznym 35. miejscem, by wylądować pięć pozycji niżej. Co konkretnie wpłynęło na ten spadek? Brak konstruktywnej polityki klimatycznej, którą przedstawiciele rządu z jednej strony negują, a z drugiej wskazują, że już i tak zrobiliśmy dużo. Autorzy raportu szczególną uwagę zwrócili na sabotowanie przez Polskę prac nad unijnymi regulacjami w sprawach klimatu, jak ETS i ogólną niechęć rządu do wszelkich rozwiązań uderzających w węgiel. Czy jest szansa na poprawę? Co by nie mówić o premierze Morawieckim, a nawet wbrew temu, co i jemu zdarzało się powiedzieć, nie jest to człowiek starej energetyki.

Uwagi końcowe?
Myślę, że dobrym posunięciem byłoby uwzględnienie w jego kolejnych edycjach najważniejszych ponadnarodowych instytucji, jak Organizacja Narodów Zjednoczonych czy Bank Światowy. Unaoczniłoby to jaskrawy kontrast pomiędzy tymi, którzy odpowiadają niejako przed całym światem, a narodem. Sabotażyści i dezerterzy Porozumienia Paryskiego mieliby szansę przypomnieć sobie o tym, że granice na mapie nie mają dla klimatu najmniejszego znaczenia. Ryzyko spełnienia się najbardziej destrukcyjnych dla planety scenariuszy tyczy się wszystkich. Małe wyspiarskie państwa kurczą się z powodu rosnącego stale poziomu mórz i choć może nas, mieszkańców odległego kontynentu dzisiaj mało to obchodzi, efekty zmieniającego się klimatu odczujemy boleśnie również i my. Prędzej niż później.


Źródło: germanwatch.org (pdf z raportem 2018pdf z raportem 2017)