Ratler

Więcej ciepełka dla Polski

 

[W Polsce] mamy klimat troszeczkę za chłodny – powiedział Tomasza Sommera z tygodnika “Najwyższy Czas”, klimatyczny „ekspert”, zaproszony do studnia radiowej Trójki.  – Więc z czysto egoistycznego punktu widzenia, jakby ta temperatura podniosła się o stopień, dwa, nie mówię trzy, bo trzy to w ogóle byłoby dobrze, to by było fajnie. – Ta wypowiedź zagwarantowała mu bezapelacyjne zwycięstwo rankingu na „Bzdurę tygodnia”. A może nawet na bzdurę miesiąca.

Jak powszechnie wiadomo wszystkie Polki i wszyscy Polacy są ekspertami w kilku tematach. Należą do nich leczenie, recepty na szybka poprawę stanu gospodarki, szkolnictwo, w przypadku mężczyzn dochodzi do tego piłka nożna. Jest jednak pewna grupa obywatelek i obywateli, którzy nie ograniczają się do tych kilku spraw, a swoją wszechwiedzę rozciągają na wszystkie dziedziny życia. Należą do nich przede wszystkim politycy i polityczki, ale również część publicystów, a nawet celebrytów. To ludzie, którzy chętnie i bez problemów wypowiadają się na każdy temat. W ostatnim tygodniu, zapewne w związku z odbywającym się w Katowicach szczytem klimatycznym, okazało się, że nasi omnibusi świetnie znają się na zmianach klimatu i globalnym ociepleniu. Nie będę ukrywał, że ilość piramidalnych bzdur, jakie z ich ust popłynęły w ciągu ostatnich kilku dni w mediach, mogłaby gwarantować tematowi czołową pozycję w rankingu Bzdur Tygodnia przez najbliższe półtora roku. Albo i dłużej.

Zacznijmy od otwarcia. Błysnął na nim prezydent Andrzej Duda. – Jak podają eksperci mamy jeszcze zapasy węgla na 200 lat i trudno, żebyśmy z naszego surowca, dzięki któremu mamy zapewnioną suwerenność energetyczną, całkowicie zrezygnowali. Byłoby to z punktu widzenia polityki, jaką realizuje nasze państwo, dziwne – powiedział prezydent, stając w poprzek głównej tezie szczytu, zgodnie z którą podstawową sprawą w walce z globalnym ociepleniem jest ograniczenie zużycia paliw kopalnych, przede wszystkim węgla. Poza tym wypowiedzi prezydenta idealnie mieszczą się w kategorii „nie znam się, no to się wypowiem” lub były świadoma manipulacją. Jest zasadnicza różnica, pomiędzy zasobami węgla, a eksploatacyjnymi zasobami węgla, czyli takimi, których eksploatacja jest opłacalna. Te drugie są znacznie mniejsze. Zdaniem dr Andrzej Kassenberg i dr Michał Wilczyński, ekspertów Fundacji im. Heinricha Bölla, eksploatacyjnych zasobów węgla wystarczy maksymalnie na 24 lata. Raport Najwyższej Izby Kontroli z 2011 roku podaje, że przy ówczesnym tempie wydobycia węgla kamiennego w Polsce złóż obecnie eksploatowanych oraz wytypowanych do eksploatacji wystarczy do 2035 roku. [ https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/gospodarka/nik-o-bezpieczenstwie-zaopatrzenia-polski-w-wegiel-kamienny-ze-zloz-krajowych.html ] Ale kto tam by się przejmował twardymi danymi, kiedy trzeba robić propagandę i zapewniać (nie wprost) mieszkańców Śląska, że kopalnie nie będą likwidowane. Znamiennie na tle tej wypowiedzi wygląda lawinowo rosnący import węgla z Rosji.

Prezydent pokazywał nas również, jako liderów w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. Przywoływał dane o ograniczeniu emisji o 30%, czyli więcej niż wynikało z naszych zobowiązań. I znowu coś mu się poplątało, bo to dane prawdziwe, ale z 2012 roku. Od tego czasu emisja szybko rośnie i dzisiaj możemy mówić o redukcji na poziomie maksimum 18%.

Prezydenta dzielnie wspierał premier Morawiecki, opowiadając dyrdymały o tym, że Polska nie jest tak zależna od węgla, jak była 30 lat temu, bo dziś to ledwie” 78 procent. A poza tym, według premiera, Polsce zmniejsza się też emisja CO2. No cóż, nie pierwszy raz premie występując publicznie, „mijał się z prawdą” (że użyję eufemistycznego zwrotu, oznaczającego po prostu, że kłamał).

Wypowiedzi prezydenta i premiera szybko przyniosły owoc w postaci wyróżnienia dla Polski. Niezbyt zaszczytnego. Otrzymaliśmy niechlubny tytuł Skamieliny Dnia, przyznawany przez ekologów.

Nie podejmuję się przeprowadzenia naukowego wywodu, wykazującego stan faktyczny, czyli to że mamy do czynienia z globalnym ociepleniem spowodowanym działalnością człowieka. Nie jestem specjalistą-klimatologiem, ale wierzę naukowcom, którzy znają temat. Ci z Czytelników, którzy potrzebują takich dowodów, znajdą je bez trudności tysiące publikacji, które to potwierdzają, w niemal wszystkich językach świata. Jednakże wyznawcy antyociepleniowychgłupot ignorują wszelkie dowody.

Oczywiście w produkowaniu klimatycznych bzdur obaj politycy do pięt nie dorastają Tomaszowi Sommerowi. W tej samej audycji ekspert Trójki postulat ograniczanie emisji CO2 jest niemieckim (a jakże!) wymysłem, mającym na celu wykoszenie nieniemieckich firm z rynku. Teza o korzystnym dla Polski „ociepleniu klimatów o kilka stopni” to kuriozum, które wyjątkowo świadczy o kompletnej ignorancji „eksperta” w tej dziedzinie. Jak wielu dyletantów, negujących globalne ocieplenie, a przynajmniej to, że jest ono skutkiem działalności człowieka, Sommer myli klimat z pogodą. Argument, że „pada śnieg, więc nie ma ocieplenia”, albo że „zimny kwiecień to dowód na ochładzanie klimatu”, to bardzo często używane argumenty, świadczące właśnie o elementarnym niezrozumieniu różnicy miedzy pogodą, a klimatem. Globalne ocieplenie o 3 stopnie nie oznacza przecież, że teraz w lipcu będzie średnio 22 stopni zamiast 19, a styczniu +1 stopień, zamiast -2 (uprzedzając hejterów, krytyków i innych czepialskich – to nie są ścisłe dane, tylko przykładowe). Klimatolodzy nie mają wątpliwości, że taka zmiana temperatury w skali globalnej i trwająca wiele lat, to nie „więcej ciepełka”, tylko narastające gwałtowne zjawiska pogodowe, zmiany w cyrkulacji powietrza, zmiany w globalnej cyrkulacji wód oceanicznych, a także stepowienie i pustynnienie obszarów. Naprawdę, topnienie lodowców wydaje się przy tym stosunkowo odległym i nie aż tak wielkim problemem. Chociaż trudno oszacować, jaki byłby skutek dla cyrkulacji wód w oceanach, gdyby nagle dostała się do nich potężna ilość słodkiej wody z topniejących lodowców. Naukowcy snują tu przeróżne scenariusze, wśród nich nie brakuje katastroficznych.

Przeciwnicy polityki obniżanie emisji gazów cieplarnianych jako sposobu walki z globalnym ociepleniem to rodzaj sekty, do której nie trafiają żadne argumenty. Od lat powtarzają te same opowieści o cykliczności zmian klimatu, o tym, że po ociepleniu regularnie przychodzi ochłodzenie, że zwiększony poziom gazów cieplarnianych nie ma związku z działalnością człowieka, tylko z erupcjami wulkanicznymi i całe mnóstwo innych. Ciekawe jednak, że większość krytyków naukowych teorii o globalnym ociepleniu to są ludzie, którzy nie są de facto specjalistami od klimatu. Owszem, część z nich dysponuje stopniami i tytułami naukowymi, ale z innych dziedzin. Trójkowy „ekspert” Tomasz Sommer, o pardon, dr Tomasz Sommer obronił pracę doktorską na temat „Sposoby usprawiedliwiania podatków w świetle ideologii praw człowieka”. Jak widać, przedmiot jego badań niewiele miał wspólnego z klimatem. Mimo to rozgłośnia zaprosiła go do studia w charakterze eksperta od globalnego ocieplenia. Osobliwe to, doprawdy. On sam zresztą od lat prowadzi antyniemiecką i antyunijną krucjatę.

W jego ślady poszedł publicysta Radia Maryja i TeleewizjiTrwam Stanisław Michałkiewicz. W swoim kanale na youtube[ https://www.youtube.com/watch?v=vcQHCKUvT24 ]postanowił obśmiać szczyt i ogłosił, że

– W Katowicach odbywa się z wielkim przytupem Szczyt Klimatyczny, gdzie mądrale z całego świata radzą jakby tu uratować Ziemię od zagłady. Wszystko z powodu gazów cieplarnianych. No tych gazów cieplarnianych się namnożyło ostatnio bardzo dużo. Zwłaszcza złowrogiego dwutlenku węgla, który jak wiadomo powstaje w wyniku spalania węgla. No więc mądrale radzą żeby węgla nie spalać tylko spalać gaz. Podobno przy spalaniu gazu, tak przynajmniej twierdzą mądrale, dwutlenku węgla tyle nie powstaje, a być może w ogóle go nie ma.

– To jest taka perfidna gra obliczona na to, żeby państwa głupsze i słabsze zmusić do rezygnacji z korzystania z surowców energetycznych, którymi dysponują, żeby musiały przestawić się na surowce importowane. Zwracam uwagę, że jakoś tak na pół roku przed tym całym szczytem klimatycznym pojawiły się alarmujące informacje o tym, że w Polsce są straszliwe smogi a nawet pan Hołownia powiedział, że z powodu smogu umiera co najmniej tyle samo dzieci co z powodu aborcji. Ja przejrzałem statystyki zgonów dzieci no i tam z powodu chorób układu oddechowego bardzo niewiele dzieci umiera, więc pan Hołownia chyba za bardzo się zagalopował.

Zgodnie z zasadą wszelkich tropicieli teorii spiskowych, nic go nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Zapewne nawet się nie pofatygował, żeby zapoznać się z tematem, bo i po co, skoro to wszystko i tak światowy spisek niemiecko-masonsko-zydowsko-korporacyjny, mający za cel pozbawić prawa do spalania wegla nas, Polaków.

Zaprawde wielce niebezpiecznym dla możnych tego świata krajem jesteśmy, skoro tysiące naukowców z całego świata i ich badania, prowadzone są wyłącznie po to, żeby zniszczyć nasze górnictwo.

Panom Sommerowi i Michałkiwiczowi polecam spacer po ulicach Warszawy, Krakowa, Katowic, czy któregokolwiek z innych polskich miast, najlepiej w osiedlach domów jednorodzinnych, w mroźny, bezwietrzny dzień. I oddychanie głęboko. Sami się przekonają, jak pięknie śmierdzi to czyste, pozbawione smogu powietrze.

 

W związku z klimatycznymi wypowiedziami prezydenta, premiera i publicystów, miałem w tym tygodniu nie przyznawać tytułu Bzdury Tygodnia, ale rzeczywistość jest brutalna i nie ucieknę od tego.

Tytuł Bzdury Tygodnia zdobywa wypowiedź posłanki PiS Berandetty Krynickiej, która tak usprawiedliwiała pedofilię wśród kleru „Trzeba zrozumieć w końcu, że ksiądz to jest człowiek. Nie jest to postać święta, to tylko człowiek jak każdy z nas i ma prawo do popełniania pewnych grzechów, błędów”. Pozwólcie, że nie będę tego komentował, bo musiałbym używać języka zgoła nieparlamentarnego. [ https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/pedofilia-w-polskim-kosciele-ofiary-chca-panstwowej-komisji,889631.html ]