📻 Rafał Sztoner: Nie tędy droga

Dlaczego w Polsce autem elektrycznym daleko nie zajedziesz?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu w podcaście (czyta Paweł Sito):

 


Kilka tygodni temu minister energii Krzysztof Tchórzewski oznajmił wszem i wobec, że Polska w dziedzinie elektromobilności staje się europejskim liderem. To bardzo optymistyczna informacja, ale niestety opublikowane w maju 2018 roku dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów mówią co innego: w rankingu sprzedaży pojazdów w pełni elektrycznych zajmujemy drugą pozycję, tyle że od końca… 

W Holandii na 10 tysięcy rejestrowanych pojazdów 317 to auta elektryczne.
w Polsce  tylko 12.

Lider liderowi nierówny
Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów podaje, że w Holandii na 10 tysięcy rejestrowanych samochodów (nowych i używanych) 317 jest elektrycznych. Drugie miejsce zajmuje Austria 85; kolejne Portugalia 122 i dopiero Niemcy z 109 autami. Polska? Na 10 tysięcy aut zaledwie 12 to pojazdy w pełni elektryczne. Dlaczego? Przecież mamy aż 561 zarejestrowanych samochodów na każdy 1000 mieszkańców. Wyprzedzamy pod tym względem wszystkich w Europie: Brytyjczyków, Norwegów, Holendrów, a nawet Niemców, u których liczba pojazdów na 1000 mieszkańców to 469. To powinno jakoś przekładać się na pozycję lidera także w rankingu elektromobilności. Niestety, nie przekłada się. A są ku temu dwa główne powody: brak infrastruktury i brak świadomości ekologicznej.

Brak infrastruktury
Kilka lat temu, otwierając stronę Tesli z mapą stacji ładowania, widziałem kilkadziesiąt punktów praktycznie w każdym europejskim kraju. Moją uwagę przykuwała jednak duża, pusta plama. Tak, to była Polska. Jakiś czas później zobaczyłem na niej jedno, potem dwa miejsca, gdzie można było naładować Teslę. Obecnie tych punktów nadal jest niewiele. To na pewno zniechęca do zakupu elektryka.

Potwierdzają to chociażby rozmowy, które prowadziłem podczas jednych z największych targów motoryzacyjnych w kraju. Dyrektor zarządzający jedną z sieci wypożyczalni samochodów na pytanie o dostępność pojazdów EV odparł: Elektryki, a gdzie pan będzie je ładował? Podobnie odpowiada większość zapytanych o to, co sądzą o pojazdach elektrycznych. Nie rozumiem tylko, dlaczego wszyscy na myśl o nich biorą pod uwagę tylko podróże międzymiastowe (tu rzeczywiście najlepiej sprawdzą się najdroższe modele z największymi bateriami), a przecież jest jeszcze ruch miejski i podmiejski, gdzie dostępna technologia staje już na wysokości zadania.

Auto na krótki dystans
Wystarczy spojrzeć na dowolną polską aglomerację. Setki tysięcy ludzi, dojeżdżających do  pracy kilka lub kilkadziesiąt kilometrów, którzy już teraz mogą sobie pozwolić na użytkowanie elektryków. Na rynku jest do wyboru kilka modeli. Począwszy od najmniejszych, jak Smart ForTwo, poprzez pojazdy użytkowe typu Renault Kangoo czy Nissan E-NV200, kończąc na średniej wielkości kompaktach typu Nissan Leaf czy też VW e-Golf, a za kilka miesięcy także nowy model Jaguara I-PACE.

Nissan Leaf, fot. Qurren, wikimedia commons

Każdym z tych pojazdów przejedziemy przynajmniej 100-150 kilometrów, a to już wystarczający dystans żeby pokonać drogę do pracy, do szkoły, zaliczyć zakupy i wrócić do domu, gdzie podłączymy auto do ładowania na noc. Co więc nas powstrzymuje przed zakupem elektryka? Cena? Zapewne, przecież zamiast nieźle wyposażonego Nissana Leaf możemy nabyć na przykład BMW X3 z ekonomicznym silnikiem diesla, który prezencją i wyposażeniem bije elektryka na głowę.

jeszcze nie ma mody na to, aby samochód wyróżniał się pod względem ekologicznym. 

Brak świadomości
Niestety, ale na decyzję o zakupie samochodu, który jest przecież niemałym wydatkiem, wpływa wiele czynników. Jednym z ważniejszych jest chęć wyróżnienia się z otoczenia. Właściciel nowego auta, także używanego, które jest nowe dla niego i przez niego wybrane, chce być z niego dumny. Dla jednych powodem do dumy będzie bajeranckie wyposażenie, dla innych osiągi techniczne. Jest też wielu nabywców, którzy są miłośnikami tej a nie innej marki. Cóż jest dla nich atrakcyjnego w elektryku, który rozpędza się wolniej, osiąga niższe prędkości, ma skromniejsze wyposażenie, a w dodatku nie bardzo jest go gdzie załadować? Jeszcze odrobinę brakuje nam motywacji, aby wyróżnić się czymś, co jest ekologiczne.

W tym miejscu można by też skierować apel do marketingu importerów aut: może wystarczyłoby odpowiednio komunikować możliwości względem rzeczywistego zapotrzebowania? Przecież w dużej mierze nie potrzebujemy aut o dużym zasięgu, a importerzy mogliby choćby zaproponować preferencyjne oferty wynajmu modeli spalinowych na czas dalszych podróży.

Na pytanie, gdzie jesteśmy, odpowiem więc tak: blisko końca, tyle że stoimy odwróceni plecami i wydaje nam się, że to jest początek. A właściwie to my wiemy, że stoimy u progu rozwoju elektromobilności. Tylko minister pomylił kierunki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here