Piotr Wójcik: Przegoniliśmy USA!

W nierównościach.

fot. unsplash.com, Javi Lorbada

Według najnowszego raportu Oxfam nierówności ekonomiczne w Polsce są zdecydowanie wyższe, niż pokazywały oficjalne dane. Nie jesteśmy już na poziomie średniej unijnej, lecz krajów Ameryki Południowej – dokładnie między Argentyną a Brazylią.

Przez większość historii III RP nierówności ekonomiczne nie były tematem, który specjalnie zajmował komentatorów, polityków i innych aktorów debaty publicznej. Ci, którzy zdawali sobie sprawę z ich istnienia, udawali, że ich nie widzą, ewentualnie bagatelizowali ich znaczenie. W końcu co to kogo obchodzi, ile kto zarabia? Gdy stały się one już na tyle duże i widoczne gołym okiem, wtedy rzeczywiście się nad nimi pochylono. Jednak zrobiono to pobieżnie, raczej na odczepnego. Mówiono wtedy, że owszem, nierówności wyraźnie wzrosły, ale mogliśmy się tego spodziewać, decydując się na odesłanie PRL do lamusa i przejście do gospodarki rynkowej. Usprawiedliwiano także ich istnienie, twierdząc, że są one w gruncie rzeczy pożądane, bo skłaniają ludzi do cięższej pracy. W końcu nic tak nie motywuje do zarabiania, jak nowy samochód sąsiada, prawda? Przede wszystkim jednak zwracano uwagę, że najpopularniejsze wskaźniki mierzące nierówności ekonomiczne w Polsce wypadają na przeciętnym poziomie, blisko średniej unijnej. A poza tym w XXI wieku zaczęły one regularnie spadać. Tak więc Polska to kraj o umiarkowanych nierównościach i nie warto się nimi przejmować.

fot. Paweł Wójcik

Nieliczni jednak drążyli temat. Wskazywali, że duże nierówności wcale nie są zbawienne i raczej blokują drogi awansu społecznego, a nie go przyspieszają. Zwracali uwagę, że fakt, iż nierówności w Polsce są na przeciętnym europejskim poziomie, nie oznacza wcale, że są niskie. Obecnie na całym świecie są one zdecydowanie zbyt wysokie, więc bycie na przeciętnym poziomie wcale nie jest powodem do chluby. Przede wszystkim jednak niektórzy badacze alarmowali, że prawdziwy poziom nierówności nad Wisłą jest dużo wyższy, niż wykazują oficjalne statystyki. Dane ankietowe z Polski zdecydowanie niedoszacowywały zarobków najzamożniejszych. Gdyby urealnić w nich dochody górnych kilku procent Polaków, nierówności byłyby dużo wyższe. I o to w sukurs tym nielicznym maruderom, których oficjalne dane nie uspokajały, przyszła organizacja Oxfam. Skorygowała ona dochody, które otrzymuje jeden górny procent, by przedstawić dokładniejszy wskaźnik Giniego dla różnych krajów świata. We wszystkich poziom nierówności okazał się większy, a w zdecydowanej większości wyraźnie większy. Co gorsza, Polskę w tym zestawieniu wywindowano blisko czołówki. Okazuje się, że nad Wisłą zarobki górnego jednego procenta były w oficjalnych danych szczególnie pomniejszane.

Skorygowany wskaźnik Giniego dla Polski wynosi więc nie 0.3, co plasowało nas w środku UE, ale 0.55, co zbliża nas do krajów Ameryki Południowej. Po skorygowaniu rozwarstwienie ekonomiczne nad Wisłą nie tylko jest wyraźnie wyższe od pozostałych krajów UE. Jest wyższe nawet od USA czy Pakistanu. Plasujemy się między Argentyną, a Brazylią, której nierówności są wręcz legendarne, co zresztą można było podziwiać podczas niedawnej Olimpiady – szczególnie podczas kolarstwa, którego trasa przebiegała zaraz obok słynnych faweli. W Polsce takich faweli też mamy sporo, na samym Górnym Śląsku jest ich przynajmniej kilka. Jak widać nieprzypadkowo. Pozostaje podziękować analitykom Oxfam za wykazanie czarno na białym skali problemu. A nam pozostaje usiąść wreszcie do poważnej debaty o nierównościach ekonomicznych nad Wisłą.