Producenci zielonej energii rozczarowani propozycją rządu

Zakończyły się konsultacje nowelizacji ustawy o OZE


Ministerstwo: Chcemy osiągnąć 15% udziału OZE w 2020 roku

Ministerstwo Energii jako cel projektu wymienia osiągnięcie celu 15% udziału OZE w polskim miksie energetycznym do 2020 roku. Jest to wymóg, jaki uzgodniliśmy w Unii Europejskiej i wlicza się do niego nie tylko produkcja prądu, ale też wytwarzanie ciepła i zużycie paliw w transporcie i przemyśle. Jak pisał już dwa miesiące temu portal Wysokie Napięcie szanse na realizację tego celu są nikłe. Przyczyną jest przede wszystkim niskie wykorzystanie odnawialnej energii w transporcie (tylko kilkuprocentowy dodatek biokomponentów do paliw plus niewielkie zużycie prądu przez kolej) oraz zatrzymanie inwestycji w elektrownie wiatrowe.

Nowe zasady aukcji OZE

Zmiany obejmą m.in. system aukcji. Jak czytamy na stronach rządowych, ten sposób kontraktowania ma zapewnić ograniczenie uzyskanej dotacji przez wytwórcę tej energii do niezbędnego minimum. Nowelizacja wskazuje m.in. maksymalne ilości prądu zakontraktowane w 2019 roku w konkretnych koszykach oraz maksymalne sumy przeznaczone na wsparcie.

Jan Ruszkowski z Polskiej Zielonej Sieci zwraca uwagę, że prąd z zakontraktowanych mocy może popłynąć dopiero w 2022 roku. – Gotowych dużych projektów wiatrowych na lądzie nie ma wiele. 

Wiatraki znowu zagrożone

Jednocześnie rząd przymierza się do kolejnej już zmiany sposobu naliczania opłaty zastępczej. Może to spowodować obniżenie cen zielonych certyfikatów – podstawowej formy wsparcia dla wielu już istniejących instalacji OZE, przede wszystkim dla farm wiatrowych.

Obawiamy się kolejnego załamania cen zielonych certyfikatów (jak w 2017 roku), na których opiera się (nie)opłacalność działających instalacji OZE – informuje Ruszkowski. – Z niepokojem czytamy analizy, z których wynika, że na skraju bankructwa może się znaleźć 70% istniejących instalacji. 

Ucierpią nie tylko polscy przedsiębiorcy działający w systemie wsparcia zielonych certyfikatów. Nowe instalacje nie powstaną bez kredytów. – Inwestorzy wszystko uzależniają od uzyskania dofinansowania, a będzie o nie trudno, bo banki mogą nie chcieć finansować projektów, którym niebawem kończą się pozwolenia na budowę – dodaje Ruszkowski.

A przecież to, czego inwestorom najbardziej potrzeba, to obniżenia wreszcie astronomicznego ryzyka regulacyjnego w naszym kraju i tym samym zwiększenia przewidywalności rynku OZE. Odzyskanie zaufania jest szczególnie istotne dla powodzenia projektów budowy morskich farm wiatrowych.

Należy postawić na energetykę prosumencką

Największe nadzieje branży wiążą się ze zniesieniem szkodliwych przepisów (np. zakazu stawiania farm wiatrowych w odległości równej 10 razy ich wysokości od zabudowań) oraz w ułatwieniach sprzyjających rozwojowi najmniejszych mikroinstalacji. To małoskalowa energetyka (przede wszystkim panele fotowoltaiczne, kolektory słoneczne i biomasa) ma największy potencjał szybkiego rozwoju, a w odróżnieniu od dużych projektów powstaje na tyle szybko, że może przyczynić się do przybliżenia się do – nieosiągalnego już – celu unijnego.


REO POLECA

📻 PIOTR MACIĄŻEK: 5 całkowitych porażek polityki energetycznej PiS jak na tacy