Prezydent Trump decyduje: zmiana klimatu władz USA wobec polityki klimatycznej


Agencja Reutera 31 maja podała, że prezydent USA wycofa swójkraj z porozumienia paryskiego. Na stanowisko Donalda Trumpa czekaliśmy odzakończenia szczytu G7, kiedy to dał sobie jeszcze kilka dni na obwieszczeniuświatu losów polityki klimatycznej. Co prawda głowa państwa amerykańskiego podaław swoim ulubionym medium, na twitterze, że ostateczna decyzja podana zostanieza kilka dni, ale środowe media całego świata, za – posiadającą zazwyczaj najbardziejsprawdzone wiadomości agencją prasową – potraktowały już tę „preprawdę” jakofakt.

Jak istotne dla międzynarodowejwspółpracy jest porozumienie paryskie i jakie mogą być konsekwencje jegowypowiedzenia przez USA? Komentują Radosław Korzycki – publicysta „TygodnikaPowszechnego” oraz dr Krzysztof Księżopolski ze szkoły Głównej Handlowej wWarszawie.

Radosław Korzycki: O ile porozumienie paryskie było dla Baracka Obamy (dla któregosprawy czystej energii były priorytetowe już od pierwszej kampanii wyborczej w2008 roku) ukoronowaniem jego doktryny, o tyle dla jego następcy wręczprzeciwnie. Donald Trump głosi, że globalne ocieplenie, to wymysł Chińczyków,którzy chcą pogrążyć amerykański przemysł, by na jego gruzach budować własnąpotęgę. Wspierają go tzw. alternatywne media, które pod pozorem konstruowaniarzetelnych historii sprzedają po prostu fałsz oraz, na poziomie wielkiejpolityki, działacze partii, której kampanie wyborcze uzależnione są odproducentów tradycyjnej energii. Amerykanie, czego przejawem były zeszłorocznewybory, ogarnięci są wściekłością na elity, które doprowadziły do obecnej sytuacjispołecznej. Szczególny gniew dotyczy białych ludzi z niższej klasy średniej -głównej klienteli politycznej Trumpa. Wśród nich są ludzie, którzy przez całezawodowe życie związani byli z produkcją tradycyjnej energii, np. w ZachodniejWirginii, która przez lata była bardzo „demokratycznym”, jednym z najbardziejlewicowych stanów, a obecnie Trump wygrał tam większością ok. 70% głosów. To sągórnicy , którzy żyją przeszłością i etosem swojej pracy, cały czas licząc nato, że wrócą do pracy w kopalniach i nie w głowach im idea przebranżowienia. Tosamo dotyczy Pensylwanii. A Trump nie może nie pamiętać o swojej baziewyborczej. Złe emocje obywateli USA związane są też z tym, że Barack Obamaprzez ostatnich 8 lat proponował zbyt dużo zmian społecznych, a w te zmianywpisywała się także cała doktryna klimatyczna. Prezydent Obama, jak nawrażliwość współczesnego Amerykanina, przedobrzył, a nie zapominajmy o tym, żeprzyszło mu rządzić w czasach wielkiego kryzysu finansowego. Ludzie stracilipoczucie stabilności, na czym ucierpiały programy społeczne Demokratów, nietylko oni sami.
Jednak obecnemu prezydentowi nie będzie tak łatwo formalnie walczyć z politykąklimatyczną, bo Obama zabezpieczył ją na różne sposoby. Trump może uznaćporozumienie z Paryża za traktat międzynarodowy, wobec tego wymagana będzie nato zgoda Senatu. Jest on niby republikański, partia ma czteroosobową większość,ale jej kilku senatorów ze stanów, gdzie popularna jest zielona energia, możesię temu przeciwstawić. Innym rozwiązaniem jest spowalnianie procesu poprzezniewykonywanie postanowień z Paryża, gdzie są one zapisane „na miękko”, bodokument nie przewiduje praktycznie żadnych sankcji za obstrukcję. Trzeciasprawa to – pamiętajmy – Stany Zjednoczone są państwem federacyjnym, bardzo zdecentralizowanymi jeżeli rządy poszczególnych stanów (np. Kaliforni) będą chciały robić swoje iprzestrzegać porozumienia, to Prezydent Trump nie będzie mógł żadną siłą tegozablokować.

Czytaj także: Trump wypowie porozumienie paryskie? I co z tego?

KrzysztofKsiężopolski (ISECS): Moim zdaniem porozumienie paryskie oparte nadobrowolnych działaniach państw mających ograniczyć emisję CO2 nie jestnarzędziem efektywnym. Choć lepiej, aby ono było, niż żeby nie było żadnego.Lepiej, aby proces dyskusji między państwami był kontynuowany, nawet jeśli jegoefekty są ograniczone. Można liczyć, że będzie on podstawą zwiększenia dynamikiprocesu w czasie. W przypadku zakazu stosowania freonu negocjacje toczyły sięprzez lata i nagle w ciągu kilku miesięcy państwa zawarły porozumienie iwyeliminowały ten problem. Zwiększenie dynamiki działań wynikało z nowejtechnologii umożliwiającej zastąpienie tego gazu. Przykłady więc są, choć skalaproblemów i zagadnień jest nieporównywalna. Już dzisiaj jest bardzo prawdopodobne,że nie nastąpi osiągnięcie zakładanego celu redukcji emisji CO2. Uważam, żezgodnie z teorią neorealizmu w stosunkach międzynarodowych musi być lider lubgrupa państw, która ten system narzuci innym. Myślenie o tym, że państwa –dążące do maksymalizacji swoich interesów – same, z dobrej woli, pod naciskiemopinii publicznej zrobią coś, jest przejawem dużej naiwności. Również z punktuwidzenia polityki wewnętrznej liderzy odwołujący się do ochrony klimatu nieuzyskują zwycięstwa, czego dobitnym przykładem jest Al Gore, a to oznacza, żenawet społeczeństwo amerykańskie, ze znacznie wyższą świadomością ekologicznąniż w reszcie świata, podejmuje decyzje w oparciu o inne kryteria wyboru. Tenswoisty klincz może być przełamany jedynie przez wzrastające zagrożenia, jakieniosą zmiany klimatu.

Z drugiej strony Amerykanie nie ratyfikowali protokołu zKioto, ale wprowadzili takie zmiany w gospodarce (np. łupki), że zaczęlispełniać jego kryteria. Pokazuje to rozbieżność między zobowiązaniamimiędzynarodowymi, których państwa chcą unikać albo maksymalnie osłabiać, awewnętrznymi decyzjami strategicznymi. Trump nie chce, by USA były związanejakimiś regulacjami międzynarodowymi, które ograniczałyby możliwości ichmanewru. Proszę też pamiętać o dużej niezależności stanów. Stany Zjednoczone tonie jest putinowska Rosja, że jak prezydent powie „tak”, to tak będzie.Ewentualne wyjście z porozumienia Paryskiego przez USA z tej perspektywy tokrok o charakterze bardziej symbolicznym, niż realnie zmieniający świat.

Czynnikiem, który wpływa na efektywność ustanowionychmechanizmów realizacji polityki klimatycznej, są niskie ceny surowców,Amerykanie zawsze patrzą na opłacalność. Ale to samo dotyczy i innych krajów.Upraszczając, Chiny i Niemcy mówią światu, że wycofują się z węgla, a „kotłują”go w najlepsze. Jedyną rzeczą, jaka może spowodować zmianę myślenia obecnychwładz amerykańskich na ten temat, są narastające efekty zmian klimatu, którestanowią dla nich zagrożenie bezpieczeństwa narodowego i zagrożenie dla stabilnościładu międzynarodowego. Jednak dzisiaj dostrzegamy terroryzm, ISIS, agresywnąpolitykę Rosji jako najważniejsze zagrożenia, a te klimatyczne odkładamy naprzyszłość, bo jeszcze nie widzimy namacalnych efektów tego, co robimy. 

Moim zdaniem skończył się już czas podziału na obózlewicowo-liberalny – OZE, prawicowo-konserwatywny – stara energetyka. Efekty,szkody wynikające z niszczenia środowiska naturalnego, rozpasanej konsumpcji wpaństwach bogatych i tych będących na tzn. dorobku są i będą widoczne dlawszystkich coraz bardziej. W związku z tym zarówno osoby o poglądachlewicowych, liberalnych, jak i prawicowych uczestniczą w zmianie modelu wytwarzaniaenergii elektrycznej. Przykładem nieaktualności podziału lewica – prawica w tejtematyce jest postawa Kościoła katolickiego. Instytut Papieski to ciałonaukowe, w którym jest kilkunastu noblistów. Pracowali oni bardzo długo nadencykliką Laudato si’, a głos papieża w tej sprawie jest jednoznaczny: należyograniczyć konsumpcje i emisje CO2. Ludzie myślący, czytający, podchodzący wsposób rzetelny, naukowy i etyczny nie chcą tylko napędzać konsumpcji ifundować następnym pokoleniom licznych problemów z tym związanych. U nas tenproces przebiega powoli, ale w ciągu ostatnich lat możemy go obserwować choćbypoprzez zmiany: wprowadzenie ustawy o OZE, strategie firm, dyskusję ogeotermii, udziale OZE w miksie energetycznym, prosumentach, smogu izarządzaniu tym problemem. Oczywiście przełom jeszcze nie nastąpił, ale procestrwa. Pewne technologie mają charakter schyłkowy i niewątpliwie jest tak, że konsekwencjąprzeciągania wydobywania i wykorzystywania w energetyce węgla jest brakmożliwości taniego sposobu magazynowania energii z OZE i stosunkowo niskie cenysurowców energetycznych. Patrząc perspektywicznie jednak widać że i węgiel,ropa i gaz to paliwa, na których koniec przyjdzie czas. Pytanie tylko kiedy? Zpunktu widzenia interesów Polski proces transformacji nie może być ani zbytszybki, ani zbyt powolny i powinien być wynikiem procesu politycznego ikonsensusu politycznego, ponieważ jest to kwestia kluczowa dla bezpieczeństwaekonomicznego i energetycznego Polski, ergo poziomu życia obywateli.

 

Paweł Sito / REO.pl
fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here