REO STORY: Polska była prekursorem praw politycznych kobiet!

Agnieszka Borowska o historii naszej nieznanej

Co po nas zostanie? Nawet jeśli nie zadajemy sobie tego pytania teraz, to i tak ono do nas przyjdzie. Chciałoby się zostawić po sobie jakiś sens. Siedzę nad reżyserią filmu o prawach kobiet i jego podstawą historyczną. Tak trafiłam na plejadę kobiet, o których wcześniej nie słyszałam, a które walczyły o moje prawa wyborcze, prawo do nauki i  kształcenia kobiet, prawo do języka polskiego i polskości, prawo do partnerstwa zawodowego. Kobiet, które dały serce prawu.

Wszystko w ciągu ostatnich 100-200 lat, stosunkowo niedawno jak na kłębek historii, a jednak wydarzyło się naprawdę bardzo wiele. Poczułam ogromny zawód, że mnie jako kobiety nikt o nich nie uczył, nikt ich roli nie wytłumaczył i nikt nawet się nie zająknął, że w naszej historii odcisnęły tak trwały ślad. Moja swoboda ma w sobie nasionko, które kiełkuje teraz na gruncie historii, bo jestem, kim jestem, także ze względu na marsz pokoleń i zdobycze innych przede mną. Czuję wyraźnie nie tylko swój ród, jego moc, siłę doświadczeń, ale także dostrzegam analogię między XXI a XIX wiekiem.

Może to konkretnie analogia czasu zmian i rewolucji przemysłowej, ale chyba też pragnień zrozumienia sensu i mistycyzmu, jaki ogarnął ludzi. Co się od tego czasu stało? O… bardzo wiele. Pominę dwie wojny światowe, komunizm i wszystko to, o czym Wikipedia pisze, żeby ograniczyć się do osobistych iluminacji. Przede wszystkim odzyskaliśmy niepodległość, a my, babki, zyskałyśmy prawo głosu politycznego. Zawdzięczamy to niewielkiej grupie kobiet, które złożyły swoje życie niemal w ofierze ideałów, w które wierzyły, a także postępowym mężczyznom, którzy widzieli w nierówności niesprawiedliwość.

Trudno to przechodzi przez gardło, ale

podczas zaborów prawo narzucone nam przez Austro-Węgry, Rosję i Niemcy, traktowało kobiety na równi z osobami upośledzonymi, niezdolnymi do podejmowania decyzji czy dziećmi.

Już w 1906 roku Leon Petrażycki, wybitny polski prawnik i twórca prawa pozytywnego, w rosyjskiej Dumie wzywał do  równouprawnienia kobiet i wskazywał na ogromną niesprawiedliwość. Był wybitnym umysłem i odcisnął piętno na teorii prawa, zawdzięczamy mu rozumienie psychologicznych aspektów norm przyjmowanych jako prawne regulacje i rozróżnienie między subiektywizmem odczuć prawa a prawem zapisanym w przepisach. Wyczuwam myśl Kanta w jego wędrówce jako profesora i silne zainteresowania moralnością jako dziedziną praw wewnętrznych. Zresztą to mnie z Petrażyckim silnie łączy. Ze zdziwieniem przeczytałam, że popełnił samobójstwo. Wiele osób wybitnych z tamtego okresu nie wytrzymywało presji życia.

Kolejną postacią wielką byłą Jadwiga Szczawińska, tytan pracy. Założyła tajny Latający Uniwersytet, na którym studiowały kobiety.

Na wykłady przychodziła Maria Skłodowska, Zofia Nałkowska i wiele wyjątkowych kobiet epoki, które nie mogły oficjalnie uczyć się na uniwersytetach.

Jadwiga była z serca pedagogiem i kobietą pełną życia. To jej zawdzięczamy pierwszą bibliotekę publiczną, obecnie przekształconą w tę miasta stołecznego Warszawy (siedziałam tam w okresie studiów godzinami, zachwycając się pięknym wnętrzem, ale o Szczawińskiej nie słyszałam). Postać to również dramatyczna, bo także rozstała się z życiem śmiercią samobójczą, i pełną determinacji. W 1910 roku skoczyła głową w dół do studni. W jakim trzeba być stanie psychicznym, aby zdobyć się na taki czyn? Przerażające.

Kobiety w tamtych okresie, od czasu powstania styczniowego (1863 r.), nosiły się często na czarno: w żałobie po ojczyźnie i w proteście przeciwko zaborcom. Ta czerń przepełniała ich kobiecość. Stawały na czele rodzin, zastępowały mężczyzn zabieranych do łagrów, więzień, na zsyłki i do wojska na 25 lat. A do tego świat się intensywnie zmieniał. Maszyna parowa rozbuchała rozwój przemysłu, robotnice ruszyły do fabryk zarabiać na byt.

Kobieta utraciła, wydawało się, na zawsze ogród miłości i została wprzęgnięta w walkę o przetrwanie.

I chyba jest tak do dziś, choć prócz ciężarów otrzymałyśmy w 1918 r. prawo wyborcze i równouprawnienie. Polska była prekursorem praw politycznych kobiet – i warto o tym pamiętać jako o zobowiązaniu. A ja biorę się za kolejne biografie pierwszych posłanek. Anna Piasecka, Franciszka Wilczkowiakowa, Zofia Sokolnicka i  Gabriela Balicka-Iwanowska, Irena Kosmowska, Jadwiga Dziubińska, Zofia Moraczewska.

Możemy o wiele więcej niż nasze poprzedniczki, a jednak różnie dziś rozumiemy kobiecość i różne mamy oczekiwania. Jesteśmy lepiej wykształcone od mężczyzn w Polsce, ale na tych samych stanowiskach zarabiamy mniej, mamy inne role społeczne i w rodzinach. Jednocześnie jesteśmy cyborgami wprzęgniętymi w głupią rywalizację i niechętnie patrzymy na kobiety, których dzieci chorują, bo wydajność i efektywność zawróciły niektórym w głowach na tyle, że człowiek się mało liczy.

Badania historyczne umocniły mnie w przekonaniu, że prawa kobiet w Polsce mają korzenie w walce o niepodległość i noszą ślady demokracji szlacheckiej, a od czasów konstytucji Nihil novi spotkało nas sporo progresywnych idei zniewalających kobietę jako pozornie wyzwoloną.

I to w sumie jest szatańska idea – mówiąc o wolności całkowitej w obszarze prywatności, zniewolić materialnie i zawodowo, tak aby wszystko zależało od tego, ile i u kogo się pracuje. Nie widzę swoich  praw w opozycji do praw mężczyzn,

raczej lubię, gdy partnersko mamy tyle samo do powiedzenia w obszarze publicznym

– tu pozostaje wiele do zrobienia, bo decydenci to ciągle mężczyźni. Prywatnie każdy układa sobie życie, jak umie i jak lubi. Czy mam głos, zależy ode mnie i od mojej odwagi mówienia o sobie. Czy ten głos się liczy, zależy już od innych. Kobieta może jest słabsza fizycznie, ale ma serce, które jest źródłem miłości, a bez niego nic nie przetrwa próby czasu. Zostawić po sobie ślad – to chyba jest już jasne, jaki to ma być ślad. Dla mnie to ślad miłości.



REO POLECA

Renata Dancewicz: Słowo na W

 

Agnieszka Borowska
Dziennikarska wolna dusza. Idealistka, która dobrze na tym wychodzi. Zniechęcona marniejącą kondycją zawodu zajęła się komunikacją społeczną. Jednak... czego nie robi się dla REO.