📻 PRĄD W CENIE. Czy z wiatru jest taniej? Polemika

Od polityki rządu zależy, kto ponosi koszt transformacji.

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Danuta Stachyra


Jeden z naszych stałych Czytelników, Michał, skomentował na Facebooku tekst Doroty M. Zielińskiej o powiązaniach pomiędzy ceną prądu a źródłami jego wytwarzania. W swoim komentarzu poddał w wątpliwość, że więcej energii z wiatru przekłada się na niższe ceny prądu.
Z przyjemnością pogłębiamy temat. O odniesienie się do tego komentarza poprosiliśmy Anetę Wieczerzak-Krusińską z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej oraz Tomasza Podgajniaka, prezesa firmy Enerco.


Komentowany artykuł zawiera tezę, że im więcej mocy wiatrowych w danym kraju, tym niższa cena energii elektrycznej. Czytamy w nim: Obecnie wiatraki w Polsce w sumie dysponują mocą około 6 GW. Ile wynosiłaby cena prądu, gdyby było ich dwukrotnie więcej? Taką kalkulację przeprowadziło Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej. Jeśli cena energii na 2019 wynosiłaby 277 zł/MWh, to przy dodatkowych 2 GW mocy z wiatru mogłaby zmniejszyć się do 265 zł, a przy 4,5 GW – do 250 zł.

📻 Tani prąd z wiatru w polu opłaca się wszędzie, tylko nie w Polsce

Czytelnik REO napisał:Wg Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, im więcej mocy wiatrowych, tym niższe ceny prądu. No wiadomo, droga redakcjo, ze PSEW będzie radośnie wciskać nam kit, że więcej wiatraków to tańszy prąd. A, że to jest kit wiemy, porównując koszty prądu dla odbiorców indywidualnych. Okazuje się, że w krajach, gdzie jest dużo prądu z wiatru jest drożej niż w krajach gdzie jest go mniej. Taka Dania, wiatrowa potęga nieco odstaje. Niemcy odstają? A widzą państwo te wysokie podatki? To po to aby nie zarżnąć przemysłu 😉 Drogie REO, można promować OZE bez wciskania ciemnoty, do czego jako umiarkowany entuzjasta zachęcam z całego serca.

Ceny detaliczne prądu a moc zainstalowanych mocy wiatrowych.


Aneta Wieczerzak-Krusińska

Rzeczywiście tak jest. Dania i Niemcy mają najwyższe ceny energii dla odbiorców końcowych w grupie gospodarstw domowych, czyli ceny detaliczne. Przy czym Dania jest pod tym względem najdroższa w Europie, a wiceliderem są Niemcy. To dlatego, że rządy tych państw przyjęły zasadę przerzucenia na tę grupę największych obciążeń związanych z rozwojem energetyki odnawialnej, w tym wiatrowej i solarnej (m.in. w postaci dodatkowych opłat oraz podatków).

Jednocześnie kraje te, chroniąc własny przemysł,

części najbardziej energochłonnych firm zezwoliły na kupowanie energii po cenach hurtowych na giełdzie.

Te podmioty są więc zwolnione z płacenia części opłat lub mają preferencyjne stawki podatków. Np. niższą stawkę akcyzy od energii, która w Polsce jest najwyższa w Europie i naliczana bez preferencji. Teraz mówi się o jej obniżeniu jako możliwej formy rekompensaty rządowej mającej zmniejszyć odczuwalne skutki rosnących cen energii dla odbiorców. Efektem są najniższe ceny hurtowe, płacone właśnie przez przemysł w Danii i Niemczech.

W stanowisku PSEW do Polityki Energetycznej Polski, wskazując na wpływ energii z wiatru, odnosimy się właśnie do cen hurtowych. I to jest zasada obowiązująca wszędzie w Europie, nie tylko w polskich warunkach.

Kraje korzystające z energii odnawialnej o niskich lub zerowych kosztach zmiennych mają najniższe ceny hurtowe energii

ze względu na wielkość mocy zainstalowanych np. w wietrze czy w fotowoltaice. Od polityki rządu zależy, kto ponosi koszt transformacji.

Zarówno Niemcy, jak i Duńczycy, postawili na taki model chcąc rozwijać eksport zielonych technologii, ale też podnosić standard życia i płac ludzi, którzy dzięki temu mogą sobie pozwolić na płacenie wyższych rachunków za prąd. Z drugiej strony dzięki właśnie tym dopłatom OZE rozwinęło się dynamicznie i ceny technologii (wiatrowej i solarnej) dynamicznie spadały w ostatnich latach.

Polska, rozwijając OZE nieco później niż Niemcy i Duńczycy, także na tym korzysta, co widać po ostatnich cenach aukcji (poniżej 200 zł/MWh, czyli znacznie niżej niż obecna cena energii w hurcie, obciążona m.in. kosztami drożejących uprawnień do emisji CO2 i węgla), a także zerowej stawce OZE drugi rok z rządu (2018 i 2019 r.). Te nożyce coraz bardziej będą się rozjeżdżać.

W Polsce prąd będzie drożał, także ze względu na konieczność odnowienia instalacji wytwórczych, czyli starych wyeksploatowanych bloków, budowanych w elektrowniach latach 60-tych i 70-tych XX wieku.

Jednocześnie jednak wskazujemy, że dynamikę wzrostu hurtowych cen prądu można złagodzić właśnie wpuszczając więcej wiatru do systemu. Głównie chodzi energię pochodzącą z farm lądowych, która już dzisiaj mogłaby konkurować (bez subsydiów) na rynku z konwencjonalnymi technologiami. Potrzebne jest tylko zniesienie obostrzeń administracyjnych i stabilne ramy prawne do rozwoju tej technologii. Rozwój wiatraków na morzu – jako dynamicznie taniejącej technologii – też jest potrzebny. Ale także i do tego na początku będą potrzebne subsydia, tak jak w przypadku każdej nowej technologii.

 



Tomasz Podgajniak

Autor komentarza – świadomie lub nie porównuje gruszki z jabłkami – PSEW pisze o hurtowych cenach energii, a on o kosztach jej dostawy do odbiorcy końcowego!

To pierwsze to cena, jaką płacą spółki zajmujące się handlem energią (tzw. spółki obrotu) jej producentom, a także zakłady przemysłowe czy samorządy. Ceny detaliczne płacone przez gospodarstwa domowe są z reguły trzy, a czasem nawet cztery razy większe. Dla nich cena energii jest powiększona o opłaty dystrybucyjne i przesyłowe, rozmaite opłaty manipulacyjne, w tym na rozwój OZE (chwilowo w Polsce już nie), ale także rynek mocy (nowe) i koszty kontraktów długoterminowych, tzw. KDT (stare płacone już 10 lat), podatki (VAT i akcyza), itp.

Jeżeli porówna się dane rynkowe o kosztach, jakie ponoszą producenci energii, okaże się że w Polsce mamy jedne z najwyższych kosztów wytwarzania.

O około 20% drożej niż w Niemczech i nawet dwa razy drożej niż na rynkach skandynawskich. Natomiast wyższe obciążenia konsumentów – które i nas dotkną, jeżeli plany Ministerstwa Energii zaczną być realizowane – wynikają ze skali inwestycji w tych krajach.

PSEW ma rację – w sytuacji, gdy produkcja prądu z wiatru jest wysoka, ceny hurtowe energii spadają, bo zgodnie z zasadą tzw. merit order wypychają z rynku źródła droższe. Wystarczy przeanalizować dane z rynku bilansujacego z lat 2009-2016, żeby dowieść, że zarówno w dniach wyższej wietrzności, jak i w miarę rozwoju potencjału wiatrowego, ceny na tym rynku spadały. Dane z roku 2017, a zwłaszcza z 2018, zamazują trochę ten obraz, bo na rynek bilansujący zaczęły mieć wpływ rosnące ceny uprawnień do emisji CO2.

W dłuższej perspektywie wraz z malejącymi kosztami wsparcia dla OZE ten wpływ będzie coraz bardziej widoczny, natomiast nowe źródła węglowe, gazowe, a także atomowe – jako znacznie droższe – będą hurtowe ceny energii podnosić.

 



Od redakcji

Ponieważ rosnące ceny prądu są obecnie niezwykle ważnym tematem, tak dla odbiorców indywidualnych, jak i dla całej gospodarki, będziemy kontynuować ten wątek w kolejnych publikacjach. Jak dotąd – zgodnie z naszym redakcyjnym credo – będziemy publikować różne stanowiska i poglądy, dbając jednak przy tym, aby debata toczyła się wokół zagadnień merytorycznych i służyła naszym Czytelnikom do wyrobienia sobie własnego poglądu na ten, jak i na inne tematy. Tak, abyśmy wszyscy byli bardziej świadomi konsekwencji decyzji podejmowanych przez polityków.



REO POLECA

📻 JEST STRATEGIA ENERGETYCZNA: Prąd, mój drogi, ma być czarny i drogi