POZOSTANĄ KAMIEŃ NA KAMIENIU, czyli piramidalne porozumienie

Dla Egipcjan Piramidy w Gizie to świętość

Pojechać do Egiptu i nie zobaczyć piramid, to tak jakby odwiedzić Polskę i nie spróbować naszego narodowego alkoholu wysokoprocentowego. Bez takiego, jedynego w swoim rodzaju, widoku i smaku obcy nie zrozumie kraju do którego przyjechał. Każdy naród, kraj ma swoje specialité de la maison. Fetysz w swoim pierwotnym znaczeniu.


Smak naszej wódki znamy w zasadzie wszyscy (dorośli). Na dzień dobry częstujemy więc nią przybyszów z zagranicy, w myśl staropolskiej tradycji: Spróbuj, to nasze. Nigdzie na świecie takiej nie znajdziesz. Egipcjanie, by zaimponować gościom chwalą się piramidami i zachęcają, by je zobaczyć na własne oczy. Mówią po prostu: Musisz tam być.

Oczywiście dodają, że piękny jest Luksor, Aleksandria czy Pustynia Północna, ale piramidy – to perła w koronie Egiptu. W Polsce takiego number one nie mamy. Bo co chcielibyśmy pokazać obcokrajowcowi przede wszystkim? Zakopane, Kraków, a może jednak Gdańsk? Częstochowę? Czy też awangardowo Pałac Kultury i MDM w stolicy. Z wyborem mamy już problem, prawda?

 

Piramidy przynajmniej z ilustracji zna, jak rzadko co innego na świecie, każdy.

Większość z nas kojarzy je Egiptem. Ponad połowa z Kairem. Tylko część z nas wie, że znajdują się tak naprawdę w Gizie. Ostatnio jeden z największych polskich portali napisał, iż piramidy znajdują się na przedmieściach Kairu. Informacja jest poniekąd prawdziwa, ale pod warunkiem, że została napisana 50 lat temu. Wtedy tak. Giza była wiochą zabitą dechami, a do piramid można było dojechać z najbliższego hotelu tylko z Kairu i to na osiołku lub wielbłądzie.

Dziś Giza to gigantyczne miasto, w którym żyje ponad 8 milionów ludzi.

Porównywanie piramid z innymi budowlami na świecie w zasadzie nie ma sensu. W końcu piramida Cheopsa to jeden z siedmiu cudów świata – waży 6 milionów ton i została zbudowana z 2,5 miliona identycznych bloków skalnych. Ponadto została postawiona dokładnie na osi północ-południe, jest zegarem słonecznym pokazującym pory i długość roku, a od lutego do października nie rzuca w południe żadnego cienia. Dodając do tego, stojące obok, piramidy Chefrena i Mykerinosa oraz – wygrzewającego się w piaskach płaskowyżu nie mniej słynnego Sfinksa – mamy pełen obraz chwały i dumy Egipcjan.

O piramidach w Gizie w zasadzie napisano już wszystko. I mądrego i głupiego.

Że to statki kosmiczne, gwiezdne wrota, że piramida Cheopsa potrafi skupiać promienie elektromagnetyczne, jest pudłem rezonansowym oraz… że wszystkie zgromadzone tam obiekty kryją jeszcze wiele tajemnic i komnat. Egipcjan te wszystkie rewelacje nie ruszają. Oni znają prawdę. Dla potomków faraonów są to po prostu monumentalne grobowce ich wielkich przodków, wybudowane przez ich braci dzięki wiedzy i za pomocą rąk. Po prostu. Publicznie jednak tego nie mówią, co najwyżej inteligentnie podgrzewając atmosferę tajemniczości i niedopowiedzenia. Skoro tak dobrze można na tym zarobić…

piramidy

Ktoś zapyta: Ale jak oni je zbudowali?

Egipcjanin odpowie: Normalnie. Mieli pomysł, fachowców, czas, materiał i siłę roboczą – to zbudowali. Czego jak czego, ale w Egipcie robotników nie brakowało nigdy. Wapień jest praktycznie wszędzie, czas ma każdy, fachowcy się znajdą, a pomysł (jak to od tysięcy lat bywa) wpadł do głowy jednej osobie. Cheopsowi. A że wszechwładny faraon miał bratanka Hemona, który był architektem – budowa się rozpoczęła. Ot cała historia.

W transporcie wszystkiego i wszystkich pomogły przepływające nieopodal wody Nilu. Dodając do tego odwieczną skłonność Egipcjan do gigantomanii, znajomość astronomii, geometrii i algebry powstało coś, co wznosi się nad płaskowyżem w Gizie do dziś. Przez ponad 4 i pół tysiąca lat dzieło starożytnych Egipcjan osiadło o kilka milimetrów i trochę się pokruszyło. Ale stoi i wzbudza zachwyt wszystkich.

Dla Egipcjan piramidy są nietykalne i święte.

Tak jak dla nas Wawel czy Kolumna Zygmunta. To symbol. Jest jednak różnica. My w obronie siedziby czy pomnika swojego króla dawaliśmy się w historii zabić. Egipcjanie za piramidy umierać nie zamierzają. Są mądrzejsi od nas. Oczywiście tak jak my nie pozwolą swoich symboli obrażać. O profanowaniu nie wspominając. Właśnie w tym miejscu pokazują swoją odmienność kulturową. Za profanację potrafią zabić, a już na pewno srogo ukarać. Bez dyskusji.

Nie zrobi tego rząd, choć i tak ręka sprawiedliwości konkretnego profana dopadnie. To będzie natychmiastowy publiczny lincz. Zbiorowy samosąd. Taka tradycja. Nikomu więc nie radzę, by wpadł na pomysł odłupania sobie kawałka piramidy na pamiątkę, żłobienia napisu tu byłem czy zrobienia obscenicznych zdjęć u stóp Cheopsa czy Sfinksa. Ostrzegam. To bardzo zaboli. W tej kwestii Egipcjanie są niezwykle wyczuleni. Z łagodnych baranków w jednej chwili stają się krwiożerczymi, bezlitosnymi ludźmi pustyni. Tu żartów nie ma.

Ostatnio Egiptem wstrząsnęła informacja o pewnym duńskim fotografie i jego partnerce, którzy wdrapali się w nocy na piramidę Cheopsa i na samej górze uprawiali seks.

Po tej akcji wszystkim pochwalili się na Facebooku. Mieli dużo szczęścia, że wcześniej wyjechali z Egiptu. Ich los byłby marny, a i tak do końca życia będą musieli oglądać się za siebie. Potomkowie faraonów takiej zniewagi im nie darują i nigdy nie zapomną. Nie ma nic gorszego jak niezagojona się rana w sercu Egipcjanina.

Od tamtego incydentu piramidy są jeszcze bardziej strzeżone a człowiek, który im pomógł został wyrzucony poza nawias społeczny wraz z całą rodziną. To także tradycja i przestroga dla innych Egipcjan, by tego nie robili w przyszłości. Każdego, kto podniesie rękę na świętość narodową czeka taki ostracyzm. Dzieje się tak, ponieważ Egipcjanie boją się klątwy ze strony duchów zmarłych i pochowanych na cmentarzysku w Gizie.

Wracając do pieniędzy, które Egipcjanie kochają.

Gdyby nie było piramid – nie byłoby kasy. Bo kto chciałby przyjechać specjalnie do Gizy, żeby zobaczyć siedzącego w piachu lwa z przysadzistymi łapami i ludzką twarzą. Na pewno nie miliony turystów jak dziś. Sfinks tak naprawdę jest tylko dodatkiem do tego co ma za swoim zadem. Piramidy generują blisko pół miliarda przychodu rocznie. Dają zarobek przede wszystkim państwu, ale też sprzedawcom pamiątek, właścicielom wielbłądów, koni, taksówek, archeologom, historykom, przewodnikom i Allach raczy wiedzieć komu jeszcze. Czyli jednak teorie o tym, że tak naprawdę to wielkie generatory energii nie są pozbawione racji. Także dlatego Egipcjanie kochają swoje piramidy.

 

Chwaląc się cudem świata wybudowanym rękoma swoich przodków, chętnie wychylą z nami mały, fikuśny kieliszeczek. Pudło! Nie piszę o wódce czy innym alkoholu. Porcję mocno posłodzonej i gorącej egipskiej herbaty. To także tradycja znana wszystkim, którzy chcą zgłębić tajemnice tego narodu i tego miejsca. Piramid w Gizie, które dla Egipcjan są czymś więcej niż kupą kamieni równo ułożonych na piaskach pustyni tysiące lat temu. To ich sacrum. Niezależnie od wyznawanej wiary – święte miejsce.

Zdjęcia: www.hurghada24.pl



REO POLECA

📻 Magda Gacyk o szwedzkiej Dolinie Krzemowej

Artur Kulikowski
Dziennikarz radiowy, telewizyjny i prasowy z 30-letnim stażem. Miłośnik Egiptu. Od 8 lat prowadzi portal www.hurghada24.pl. Kocha muzykę klasyczną i twórczość aktorską Roberta Duvalla.