Pożary nielegalnych wysypisk skaziły gleby metalami ciężkimi

O wynikach badania Greenpeace Polska Marek Józefiak w wywiadzie Bartka Pogranicznego

Od początku roku doszło już do ponad 80 pożarów składowisk śmieci. Greenpeace postanowił sprawdzić, jak to wpłynęło na lokalne środowisko. Wyniki badań przeprowadzonych w Zgierzu i Trzebini są zatrważające. Do gleby przedostały się metale ciężkie: arsen, kadm i ołów. Organizacja zawiadamia Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska w Łodzi i Krakowie o wystąpieniu szkody w środowisku. Złoży też zawiadomienie do prokuratury. – Przyczyną pożarów są wadliwe przepisy i słaba pozycja Inspektoratów Ochrony Środowiska – ocenia Marek Józefiak z Greenpeace Polska.

Bartłomiej Pograniczny: Dlaczego Zgierz i Trzebinia? Jak udało się tam zdobyć próbki?

spalanie śmieci
Marek Józefiak, Greenpeace Polska

Marek Józefiak: W Zgierzu znajdowały się tworzywa sztuczne, z kolei w Trzebini paliły się opony. Istniało podejrzenie, że w tych miejscach doszło do największej szkody w środowisku. Mieliśmy rację – przebadana gleba wykazała bardzo duże stężenia metali ciężkich i innych substancji, między innymi rakotwórczych wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych. Jak dokonaliśmy poboru próbek? Po prostu weszliśmy na teren pogorzeliska. Oczywiście nasi aktywiści są specjalnie do tego przeszkoleni, mają odpowiedni sprzęt i dokonali tego w sposób bezpieczny.

Jak substancje, które dostały się do środowiska, wpływają na organizm człowieka?
W glebie wykryliśmy bardzo wysokie stężenia metali ciężkich: arsenu, kadmu, ołowiu. Kadm jest silnie trujący, uszkadza nerki. Kiedy dostaje się do naszego organizmu, to połowiczny czas jego eliminacji z naszych nerek trwa 15 lat. Z kolei w przypadku ołowiu połowiczny czas rozpadu wynosi 50 lat. Ołów uszkadza wątrobę, nerki, mózg, powoduje opóźnienia w rozwoju intelektualnym u dzieci.

Te substancje wchodzą w ekosystem i krążą w nim, trafiając na przykład do mięsa ryb, a stamtąd do naszych organizmów. To, jaki konkretnie obszar skaziły arsen, kadm czy ołów, które wykryliśmy na pogorzeliskach, zależy m.in. od tego, w którym kierunku wiał wiatr – i tu Inspekcja Ochrony Środowiska powinna prowadzić dalsze badania.

Pobieranie próbek ze składowiska w Trzebini, fot. flickr.com, Łukasz Supergan

Zwracają Państwo uwagę na wadliwe przepisy, niewłaściwą kontrolę, niewystarczającą liczbę instalacji do utylizacji odpadów. Dzisiaj mamy plagę płonących wysypisk, ale problem nie zaczął się wczoraj.
Najwyższa Izba Kontroli już w marcu 2017 roku ostrzegała władze, że obecnie obowiązujące przepisy dają pole do działania szarej strefie, że istnieje wręcz ryzyko, iż odpady będą utylizowane przez podpalenia i inne niewłaściwe działania. Nie można powiedzieć, że nie można się było tego spodziewać, zwłaszcza że pożary już wcześniej występowały, chociaż nie w takiej intensywności. Te problemy zaczęły narastać, tak jak narastała magazynowana w Polsce góra śmieci (dzisiaj szacuje się, że to nawet 20 milionów ton). Niestety, w kraju słabo działa system selektywnej zbiórki odpadów, a te, zamiast być poddawane recyklingowi, zamiast wracać do gospodarki – w myśl idei o obiegu zamkniętym – trafiają do spalenia. A z braku odpowiednich instalacji są spalane nielegalnie. To największe wynaturzenie, największa patologia w naszym systemie gospodarki odpadami, a ma on jeszcze więcej wad.

Pamiętajmy: recykling to dopiero trzeci krok w gospodarce o obiegu zamkniętym. Najpierw powinniśmy skupić się na tym, żeby wytwarzać jak najmniej odpadów, w drugim kroku zużywać tworzywa wielokrotnie (na przykład korzystać z butelek wielokrotnego użytku), a dopiero na końcu to czego nie da się użyć ponownie, powinno być poddawane recyklingowi. U nas w zasadzie brakuje tych pierwszych dwóch kroków, a recykling działa bardzo, ale to bardzo nieskutecznie.

W jakim zakresie powinno się zmienić prawo?
Ministerstwo Środowiska zaproponowało pewne rozwiązania, które idą w dobrym kierunku, Sejm je wczoraj (5 lipca) przegłosował, ale tempo prac legislacyjnych powoduje pewne zagrożenia, jak zawsze, kiedy się za szybko przygotowuje przepisy i nie są one dostatecznie konsultowane. To, co proponuje ministerstwo, skupia się na gaszeniu pożarów, dosłownie i w przenośni, natomiast o tych dwóch pierwszych krokach w gospodarce odpadami dzisiaj jeszcze nie dyskutujemy. A widać już wyraźnie, że Unia Europejska zmierza w takim kierunku, żeby zmniejszać ilość odpadów. Pewne rzeczy mają być zakazane, na przykład użycie plastiku do produkcji słomek czy naczyń jednorazowych, bo plastik nie jest biodegradowalny. Czeka nas rewolucja, na którą zupełnie nie jesteśmy przygotowani jako kraj, bo skupiamy się zupełnie na czym innym.

Co do plastikowych butelek: Unia wyznacza sobie cel dojścia do 90% recyklingu tych odpadów. Przy naszym dzisiejszym sposobie działania jest to dla nas nie do osiągnięcia. Unia wskazuje, że poprawić sytuację może kaucja za butelki. Musimy usiąść i zacząć rozmawiać o tym, jak sprawić, by nasz system gospodarowania odpadami zaczął wreszcie działać.

Instytucje odpowiedzialne za kontrolę wysypisk powinny mieć mocniejsze instrumenty, by skutecznie reagować. Jak to wygląda teraz?
Od wielu lat wiadomo, że Inspekcja Ochrony Środowiska wymaga reformy. Inspektorzy, by dokonać kontroli, muszą się zapowiedzieć z siedmiodniowym wyprzedzeniem. Firmy, które nie działają legalnie, które mają coś do ukrycia, są w stanie przygotować się na taką kontrolę. Pod każdym względem to rozwiązanie było złe. Ministerstwo chce zwiększyć zakres kontroli Inspekcji Ochrony Środowiska, tak żeby stały się one skuteczne. Inspekcja ma też mieć możliwość działania poza zwykłym urzędowym czasem pracy. To są na pewno dobre ruchy, ale jeśli nie zapewni się odpowiedniego finansowania tej instytucji, to niestety słuszne kroki, które podejmuje ministerstwo, nie przyniosą efektów.

Na podstawie informacji z Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska wiemy, że są problemy z zapewnieniem odpowiednio dużego zatrudnienia. Inspektorzy odchodzą z pracy, bo jest słabo płatna. Jeśli premier czy minister środowiska mówią, że walczą z mafią śmieciową, a po drugiej stronie są inspektorzy, którzy zarabiają w okolicach najniższej pensji krajowej, to nie można liczyć na skuteczne działanie. Żeby tak było, musimy mieć wykwalifikowaną kadrę, która godnie zarabia i która ma wszelkie narzędzia, by walczyć z podmiotami łamiącymi prawo. Bez tego cała reforma się nie uda.

Na kanale Greenpeace Polska w serwisie YouTube można zobaczyć, jak wyglądało pobranie próbek w Zgierzu i Trzebini.