POTYCZKI RODZINNE: W święta trenujemy na najbliższych, pisze Zuzanna Dąbrowska

Zuzanna Dąbrowska analizuje rodzinne biesiady

Z okazji świąt, należy się nam wszystkim przebaczenie.

Zacząć chyba należy od komuny i Solidarności. Co najmniej kilka toastów i przytulań wypadałoby spełnić za tamten czas. To nic, że babcia, która wtedy pracowała na kierowniczym stanowisku w Radzie Narodowej nie przepuści dziś żadnej okazji do nowenny za prezesa, a jej siostra, która walczyła na styropianie za wolność i demokrację dziś obrażona jest na dawnych kolegów i zamierza głosować na Biedronia. Zdanie wolno zmieniać każdemu – byle z przyczyn ideowych, a nie koniunkturalnych. Zresztą, gdyby chcieć wybierać to, co wydaje się racjonalne i zgodne z własnym interesem, to człowiek nie nadążyłby w Polsce  za tempem zmian. I byłoby to także zachowanie niezgodne z naszym romantycznym charakterem narodowym. Można też sobie dla jasności puścić piosenkę Brassensa w wykonaniu Zespołu Reprezentacyjnego, który wzywa: „ponieśmy za ideę śmierć, śmierć – tak, ale nie zaraz”. I dołóżmy śledzika ciotecznemu bratu, który zawzięcie kłóci się z wujem o aborcję.

Politycy zmieniają zdanie. Szczególnie niektórzy. Wizytują kilka partii po kolei i każdej zaciekle bronią. Powołują się na przeszłość, której nie mieli. Przedstawiają się jako bohaterowie, którymi nie byli. W głównym sporze PiS z PO mówią wlaściwie o tym samym: noszeniu ulotek, interwencjach MO, więzieniu, aparacie opresji… Wybaczmy tym, którzy kłamią. W końcu odwołują się do pozytywnych wartości. Czasem podkoloryzują, czasem coś przemilczą, naciągną, ale wciąż jest to opowieść o walce o wolność ii wrażliwość na bliźniego. Są też tacy, którzy tych pierwszych wyśmiewają twierdząc (znów Zespół Reprezentacyjny), że „to nie tak miało być przyjaciele”. I trudno się z nimi nie zgodzić.

Wybaczanie nie oznacza akceptacji czyichś poglądów. „Mirabelki ze szczawiem” Stefana Niesiołowskiego, gorszy sortJarosława Kaczyńskiego – to wszystko pył u naszych stóp. Polityków należy rozliczać politycznie, na zimno. Nasze ołtarzyki zostawmy opatrzności. Przecież nie chodzi o to, by nie móc na siebie patrzeć. Trenujmy więc na bliskich relacje międzyludzkie, w sytuacji głębokiego podziału. To pomaga znieść rzeczywistość.