📻 Polska, czyli SCARLETT O’HARA z ciężką, nieleczoną cukrzycą

Diagnozę stawia Witold Jurasz

https://wifflegif.com/gifs/475579-gone-with-the-wind-scarlett-ohara-gif

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



Mam cukrzycę.

No niestety, ale mam. Strasznie mnie to męczy i irytuje, ale przede wszystkim jednak frustruje, bo to moja wina. Nie mam bowiem cukrzycy typu pierwszego, czyli takiej, na którą się nie ma wpływu, ale typu drugiego, co w moim wypadku jest wynikiem wieloletniej nadwagi. W tym miejscu mógłbym pewnie oddać się rozważaniom, czemu przez lata zajadałem stres i czy istotniejsze w tym było to, że w taki sposób na ów stres reagowałem, czy też może fakt, że tym się różni życie w Polsce od życia w lepiej zorganizowanych państwach, że powodów do stresu jest więcej.

Czasem żałuję, że przez lata pracy jako urzędnik państwowy nie umiałem, widząc bylejakość, tumiwisizm i bałagan, udawać, że wszystko jest OK i tego wszystkiego nie zauważać. Pewnie byłoby mi łatwiej. Pewnie dalej pracowałbym jako urzędnik. Było jak było i można byłoby się nad tym wszystkim zastanawiać, ale koniec końców cukrzyca to mój i tylko mój problem – i ja i tylko ja sobie na nią zapracowałem.

Przez pierwszych kilka lat walczyłem z moją chorobą jak Scarlett O’Hara z Przeminęło z wiatrem, czyli stosując zasadę:

Pomyślę o tym jutro.

Jutro, czyli kiedy załatwię wszystkie ważne sprawy. Jutro, czyli gdy zrobię karierę. Jutro, czyli kiedy znajdę pracę. Jutro, czyli jak tylko spłacę długi. Jutro, czyli gdy uda mi się nie wejść na wszystkie miny, których w kraju nad Wisłą trzeba w kółko wypatrywać. Jutro, bo to, bo tamto… Czy też jak śpiewał Mieczysław Fogg: Może w maju, może w grudniu, zresztą, kto to wie? Może dzisiaj po południu? Może jeszcze nie. I tak minęło kilka lat, aż któregoś pięknego dnia zrozumiałem, że tak się dłużej nie da, że to, co robię, jest po prostu głupie i źle się skończy. Dotarło do mnie, że jeśli nic nie zrobię, prędzej czy później poziom cukru, mówiąc językiem potocznym, wystrzeli w kosmos. No i zacząłem się starać. W dwa lata schudłem 25 kg, czyli jestem w połowie drogi do celu.

Gdybym owych 25 kg nie zrzucił, byłbym pewnie w stanie ciężkiej hiperglikemii. Hiperglikemia to stan przecukrzenia. Ja go uniknąłem, ale odkryłem, że

w pewnym sensie moje osobiste doświadczenie jest doświadczeniem bardzo uniwersalnym.

Nie jestem jedynym człowiekiem, który widząc problem, uciekał od niego, zamiast stawić mu czoła. Gorzej, jeśli tak zachowuje się cały naród albo całe państwo.

Polska leczy trapiące ją choroby tak jak ja cukrzycę przez pierwszych pięć lat jej trwania.

Pomyślę o tym jutro – to w zasadzie niemal narodowe motto. Czym to skutkuje?

1 W przypadku cukrzycy na początku mamy do czynienia z pogorszeniem wzroku. W przypadku Polski można odnieść wrażenie, że przestajemy dostrzegać rzeczywistość. Choroba najwyraźniej daje już pierwsze sygnały ostrzegawcze.

2 Dalej pojawia się senność – w wypadku Polski staliśmy się ospali i wiele co prawda mówimy o tym, co zamierzamy, ale realnie dzieje się niewiele. Nie potrafimy stawić czoła wyzwaniom i niczym Scarlett O’Hara, która powiedziała: Strzelam celnie, jeśli tylko cel jest blisko, potrafimy uporać się jedynie z najprostszymi wyzwaniami.

3 Kolejnym objawem hiperglikemii jest zmienność nastroju. W wypadku Polski poruszamy się cały czas na osi pomiędzy przeświadczeniem o wielkim własnym znaczeniu a poczuciem, że nikt nas nie szanuje i nikt się z nami nie liczy. Przy cukrzycy jest się w pewnym sensie uzależnionym od cukru. W wypadku Polski uzależnieni jesteśmy od słodzenia, a gdy nam nie słodzą, sami sobie słodzimy.

4 Hiperglikemia w stanie bardzo już zaawansowanym prowadzi do zmian w psychice, a konkretnie do urojeń wielkościowych. Niestety, i to jest coraz częściej naszym problemem. Oto nie mogąc uporać się z najprostszymi naszymi problemami, zamierzamy zbawiać całą Europę.

5 Na końcu zaś przychodzi chirurg i dokonuje amputacji (najczęściej stopy). W wypadku Polski w naszej historii nieraz amputowano nam już części terytorium. Na razie, na szczęście, nie ma chętnych do tej operacji chirurgów, ale kto wie, co będzie za 50 lub 100 lat.

Zalecenia

Może więc warto zacząć realnie walczyć z chorobą – czy też w przypadku Polski – chorobami? Byleby nie krzyczeć jak Scarlett O’Hara: Zawsze tylko marzenia. Nigdy zdrowy rozsądek! Walka jest trudna, ponosi się porażki, z początku nie widać rezultatów. Potem jest lepiej. Na początku tylko minimalnie lepiej. Potem ciut lepiej. Potem znów coś nie wychodzi, ale już wiadomo, że można. I że jak się zaciśnie zęby, to się uda. Warto. Polska powoli staje się źle rokującym pacjentem, ale to jeszcze nie powód, by się o nią nie troszczyć, szczególnie że do tej pory jakoś nie ma szczęścia do diabetologa. Poprzedni nie zdiagnozował choroby, a obecny, zamiast leczyć zgodnie z wiedzą medyczną, proponuje gusła.

P.S. Tekst powstał po zjedzeniu raczków, krówek i michałków – w związku z powyższym autor nie odpowiada za treść, a w poprzednim zdaniu proszę się nie doszukiwać nawiązań do, kolejno, PO i PiS.



REO POLECA

Rząd oddaje za prąd