📻 IDZIE RAK: Polska energetyka jest uzależniona od palenia. Węglem.

Robert Kojer: Ten nałóg zgubi nas wszystkich

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito


Redaktor naczelny, Paweł Sito, zapytał mnie, czy mógłbym napisać tekst wyjaśniający, co właściwie dzieje się ostatnio w polskiej energetyce. I to wyjaśniający tak, żeby nawet obcokrajowiec zrozumiał. Wykręcałem się, że nie, że ja piszę tak ogólnie o transformacji energetyki, że nie wchodzę w polskie piekiełko, ale Paweł wziął mnie pod ambicję, więc co, JA nie dam rady?! Proszę bardzo, już tłumaczę.


Ostatnio jesteśmy bombardowani kolejnymi informacjami rządowymi o tym, ze energia nie zdrożeje, to znaczy zdrożeje, ale nikt, ale to naprawdę nikt, nie zapłaci ani grosza więcej. To znaczy żaden Polak nie zapłaci więcej (co z cudzoziemcami mieszkającymi w Polsce – nie wiadomo). Za wyjaśnianie, jak to możliwe, że będzie drożej, ale będzie tak samo albo nawet taniej, obok ministra energii zabrali się członkowie rządu.

Ministra Emilewicz na przykład tłumaczy, że: mamy kilka elastyczności, które może zastosować administracja bez ingerencji w spółki giełdowe w taki sposób, aby te spółki mogły nie wnioskować o tak duże podwyżki i że: jest kilka opłat w strukturze ceny jednej megawatogodziny, których możemy się pozbyć [->]. Na marginesie, już w tym roku rząd pozbył się opłaty na rozwój odnawialnych źródeł energii. Ta funkcjonowała od połowy 2016 roku i było to kilka złotych rocznie. Ale kiedy dorzucają się miliony, to szybko zgromadzono miliony. Z prawie 500 mln złotych na rozwój OZE wydano… 22 mln. Po co rozwijać OZE, jak można zbudować elektrownię na węgiel w Ostrołęce. Będzie drożej, ale…

Premier Morawiecki z trybuny sejmowej ogłosił, że: nie będzie podwyżek cen energii, Ministerstwo Energii tłumaczy, że będą, ale wszyscy dostaną rekompensaty ze specjalnego funduszu rekompensat, do którego trafią środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 oraz wpłaty z koncernów energetycznych [->].

Spółki energetyczne wnioskują o wzrost stawek o 30%, ale Maciej Bando, Prezes Urzędu Regulacji Energetyki wezwał je do złożenia dodatkowych wyjaśnień. A to za sprawą słów Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Energii, który zapowiedział, że rekompensaty częściowo sfinansuje z oszczędności firm energetycznych. Potem wycofał się z tego i stwierdził, że będzie to kwota pobrana z zysków. To właśnie jego słowa kazały Prezesowi URE szukać dodatkowych wyjaśnień u źródła, czyli w spółkach energetycznych.

Pewne jest jedynie to, że nie będzie wzrostu ceny prądu od stycznia 2019 roku dla gospodarstw domowych, czyli w tzw. grupie taryfowej G. Czy będą później? I jakie? Tego nie wie nikt. Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie i trudno już brać na poważnie kolejne deklaracje polityków.

 

Cyrk, operetka, sytuacja jak z filmów Barei [->] – takie komentarze polityki energetycznej rządu pojawiają się coraz częściej na portalach branżowych. Tam, gdzie wiedzą, że prąd musi zdrożeć, bo zdrożał węgiel i uprawnienia do emisji CO2. Składniki kosztów wytwarzania energii, które są kluczowe dla polskich koncernów energetycznych. A mnie nie jest do śmiechu. To nie cyrk, to nie komedia. To też nie jest zbiorowe opętanie.

Energetyka jest śmiertelnie chora, to co braliśmy za pocieszne podrygi, to są konwulsje umierającego organizmu.

Jesteśmy świadkami agonii

Przyczyna choroby: wiadomo, palenie. Palenie węgla. Całkowite uzależnienie. Nałóg, którego nie sposób porzucić. W obecnym stadium choroby gwałtowne odstawienie będzie równie zabójcze, jak pozostanie przy nałogu. Lekarze od dawna powtarzali, żeby rzucić albo chociaż poważnie ograniczyć. Że potrzeba więcej słońca, żeby cieszyć się wiatrem. Ale wiadomo, nałogowiec zawsze znajdzie wymówkę, żeby sobie zapalić. Na słońce nie wyjdzie, bo to raz jest, raz go nie ma, wiaterek czasem wieje, czasem nie wieje a zapalić sobie zawsze można, a co tam.

Kto pali, ten wie, że jak łatwo się samooszukiwać. Że palenie nie szkodzi, bo ja mam faję z filtrem na przykład. Albo, że nie szkodzi, bo palę mentolowe, czyli z węgla zmieszanego z drewnem z lasu. Ten wariant nałogu energetyka nazywa współspalaniem. [->] To takie pseudo-OZE, ciągle dofinansowywane z systemu zielonych certyfikatów, które miały w założeniu posłużyć do powstawania nowych instalacji generujących tańszą zieloną energię. Te pieniądze spłonęły wraz z węglem…

Rak nie zważa na wymówki

Wymówek można znaleźć wiele. A rak nie zważa na wymówki, tylko robi swoje.
Psychicznie też coraz trudniej, bo znajomi już rzucili, rzucają albo przynajmniej zaklinają się, że rzucą, że najdalej w 2050 to już nic, ale to nic nie zapalą. Nikt już nie chce się z nami bawić, zostajemy sami w kąciku dla palaczy…

Diagnoza bezlitosna: dziesięć, najwyżej dwadzieścia lat i do piachu.

Czy nie ma żadnej nadziei? Cóż, może gdyby na poważnie podejść do zaleceń lekarzy, dużo słońca, dużo wiatru, do tego jeszcze morskie powietrze i radioterapia. I przede wszystkim odstawienie palenia. Niestety, rokowania są złe, pacjentowi brakuje silnej woli. Zamiast się leczyć mamrocze, że jeszcze tylko jeden, ostatni, w Ostrołęce (nowa elektrownia węglowa), może jeszcze w Złoczewie (nowa odkrywka węgla brunatnego dla elektrowni Bełchatów), może jeszcze jakiś najostatniejszy, może e-papieros ze zgazowanego węgla, a może dopiero za 200 lat rzuci całkiem to palenie…

A światłość wiekuista niechaj Jej świeci.



REO POLECA

Leszek Kadej: Prąd drożeje. Ale czy podrożeje?