📻 POGODA. Co nam ten wiatr tu przywiało

Hubert Bułgajewski wyjaśnia

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Danuta Stachyra. 8’10”

Znów wieje ten okropny wiatr. Do tego pada deszcz, i w ogóle jest nieprzyjemnie. To nie jest pogoda marzeń, do lata wciąż daleko, a wiosna według długoterminowych prognoz nie wygląda różowo. Nad Polską przechodzą wichury, siejąc niepokój, a miejscami i zniszczenia.

W nocy z soboty na niedzielę (9 na 10 marca) w wyniku przemieszczania się kolejnego głębokiego układu niskiego ciśnienia (niż baryczny) wiał bardzo silny wiatr, którego porywy sięgały 70-80 kilometrów na godzinę, a największe odnotowano w Rzeszowie – 104 kilometry na godzinę. Wichury najbardziej dały się we znaki na terenie województw: dolnośląskiego, śląskiego, łódzkiego, opolskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego, podkarpackiego i lubelskiego. Kilkanaście godzin wcześniej Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGiW) wydał dla nich alerty pogodowe drugiego stopnia. Do niedzielnego południa straż pożarna musiała interweniować ponad 1300 razy. Jak powiedział w niedzielę rano rzecznik Państwowej Straży Pożarnej Paweł Frątczak: – Ostatnie kilkadziesiąt godzin było bardzo pracowitych dla strażaków.

Jak powstaje wiatr

Wiatr to ruch powietrza, a jego podstawowym źródłem jest energia ze Słońca docierająca do powierzchni Ziemi. Ponieważ Ziemia ma kształt kulisty, nie ogrzewa się równomierne, a to z kolei powoduje różnice ciśnienia – bo powietrze ma masę, choć może nam się wydawać, że to takie przezroczyste nic. Różnice ciśnienia w atmosferze sprawiają, że powietrze musi się przemieszczać – atmosfera dąży do stanu równowagi. Im większa jest różnica ciśnień – różnica między wyżem barycznym a niżem barycznym (gradient ciśnienia) tym silniejszy jest wiatr. Im mniejsza odległość od jednego ośrodka barycznego od drugiego, tym mocniej wieje. Na prędkość wiatru wpływają także czynniki geograficzne – ukształtowanie terenu, jego rzeźba, obecność oceanu/morza. Tam, gdzie nie ma żadnych przeszkód niwelujących prędkość, wiatr się bardziej rozpędza.

Dlaczego wieje mocniej (i jakby dłużej) niż zwykle

Wiemy już, że za prędkość wiatru, jak i za jego obecność, odpowiada rozmieszczenie układów barycznych. Polska leży w umiarkowanych szerokościach geograficznych, na zachód od nas znajduje się Ocean Atlantycki, który latem się ogrzewa, a potem przez całą jesień i zimę powoli oddaje ciepło do atmosfery. O tej porze roku, czyli po zimie, Atlantyk wciąż jest ciepły. Na wysokości Francji ocean ma 10-12 stopni Celsjusza, nawet między Szkocją a Islandią 7-9 stopni, podczas gdy już w listopadzie lądy są dużo chłodniejsze. Szczególnie tam, gdzie zima przychodzi najszybciej, czyli na przykład na Półwyspie Labrador (północno-wschodnia część Ameryki Północnej).

Sytuacja baryczna nad Europą i Atlantykiem w nocy z 9 na 10 marca 2019 roku. Białe linie oznaczają izobary – punkty o jednakowym ciśnieniu. Czerwone odcienie to wysokie ciśnienia, niebieskie – niskie. fot. SLP-europe.png

Dzięki różnicy temperatur pomiędzy lądem a wodami Atlantyku powstają układy niskiego ciśnienia. Najpotężniejsze niże, które mają postać sztormów, a nawet huraganów (orkany na północnym Atlantyku) biorą siłę dzięki temperaturze oceanu i wpływowi zimnego powietrza znad Kanady, a także znad Grenlandii. Na mapie widzimy wieniec niżów wędrujących z zachodu na wschód do Europy. Im większa różnica temperatur, tym bardziej rozległe i silniejsze są niże, a tym samym ciśnienie. Do tego w grę wchodzi tak zwana dodatnia Oscylacja Północnoatlantycka (NAO). To tendencja do powstawania niżów na północy Atlantyku, kiedy dalej na południu – na wysokości Hiszpanii, Maroka – utrwala się wyż. Widać to na mapie. Powstaje więc system układów barycznych dających nam zachodnią, strefową cyrkulację atmosferyczną i przy okazji docierające do nas wichury. Na mapie możemy też zauważyć, jak gęsto ułożone są izobary – linie łączące punkty o tym samym ciśnieniu. Im gęściej, tym silniejszy jest wiatr.

Co to ma wspólnego z globalnym ociepleniem

Generalnie jest to normalna sytuacja. Atlantyk produkuje niże, które zgodnie z zasadami siły Coriolisa muszą na półkuli północnej wędrować na wschód, więc docierają do Polski. Ale. Ponieważ jest coraz cieplej, rosną temperatury Oceanu Atlantyckiego, rośnie też ilość ciepła płynącego na północ. Jednocześnie też rosną temperatury w Arktyce. Zima przychodzi wtedy, kiedy jest odpowiednia cyrkulacja atmosferyczna i niże nie mogą wejść do Europy. Tak było rok temu.

Im cieplejszy jest Atlantyk, tym większa jest różnica temperatur między wychłodzoną Ameryką Północną. Potężnieją sztormy, które coraz łatwiej zmieniają się w północnoatlantyckie huragany – orkany.

Należy się spodziewać, że późną jesienią, zimą i na początku wiosny wichur w Polsce będzie więcej. Staną się też silniejsze.

Siłę tych zjawisk potęgować będzie topniejąca Grenlandia. Już teraz powstaje obszar zimnej wody z topniejących lodowców w części Atlantyku, który stanowi przeciwwagę dla coraz cieplejszego powietrza z południa. Niże baryczne na Atlantyku stają się większe, silniejsze, a po dodarciu nad ląd – bardziej niszczycielskie.

fot. craig-whitehead-260375-unsplash

Naukowcy prognozują, że w wyniku znacznego stopienia lodu na Grenlandii pogoda dostanie szału. O scenariuszu huraganów na północy Atlantyku mówił James Hansen, klimatolog, były dyrektor Instytutu Goddarda w NASA. Znaczne stopienie lądolodu załamie cyrkulację termohalinową, dzięki której Ocean przenosi ciepło na północ. Takie zjawisko miało miejsce m.in. w czasie interglacjału eemskiego. Ale było ono naturalne, zachodzące na przestrzeni tysięcy lat.

Brak cyrkulacji termohalinowej oznacza, że ciepło transportowane przez nią w kierunku biegunów pozostanie nad Atlantykiem, powodując potężne sztormy. Wzrost różnicy temperatur pomiędzy ocieplającymi się rejonami tropikalnymi a okołobiegunowymi sprzyjałby ich powstawaniu. Wtedy do Europy będą docierać nie tylko huragany, ale i silne orkany. Dopóki temperatura powierzchni Oceanu nie wyrówna się.

Tak więc wydarzenia ostatnich dni w Polsce, także wcześniejsze orkany: Cyryl czy Ksewery, to zapowiedź potężniejszych wiatrów. Sytuacja się zaostrzy, jeśli dojdzie do gwałtownego topnienia na Grenlandii i dalszego ocieplenia wód tropikalnych. A ucierpi nie tylko Europa, także Ameryka Północna.


REO POLECA

Hubert Bułgajewski: Groźne ulewy z piorunami będą wiosenną normą

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.