Piotr Wójcik: Zamożne społeczeństwo dzięki potędze instytucji

Za bogactwo lub ubóstwo narodów nie odpowiadają czynniki geograficzne lub kulturowe

Instytucje wyzyskujące

Na drugim biegunie funkcjonują instytucje wyzyskujące, w których szerokie rzesze ludności nie mogą podejmować swobodnie decyzji gospodarczych, a siła państwa nie jest wykorzystywana do świadczenia usług publicznych zapewniających dobrobyt, lecz do wyzysku jednej części społeczeństwa przez drugą. Bardzo dobrze obrazuje to, czym są instytucje wyzyskujące, system apartheidu istniejący w RPA aż do 1994 roku. W drugiej połowie XIX wieku rdzenni mieszkańcy Afryki Południowej zaczęli szybko się rozwijać, korzystając z boomu gospodarczego, jaki przyniosło odkrycie złóż diamentów i złota oraz uruchomienie ich wydobycia. Bardzo sprawnie ruszyła uprawa ziemi, co gryzło Europejczyków (głównie Holendrów) w dwójnasób. Po pierwsze, doprowadziło to do obniżki cen produktów rolnych, które uprawiali także oni. Po drugie, nagle stracili mnóstwo potrzebnej w kopalniach taniej siły roboczej, która zaczęła zajmować się szybko rozwijającym się rodzimym rolnictwem. W 1913 roku wprowadzono więc podział ziemi między Europejczyków a Afrykanów. Pierwsi otrzymali aż 87% areału, choć stanowili zaledwie 20% całej populacji. Rdzenni Afrykanie celowo zyskali tak mało ziemi. Jako że nie dało się z niej utrzymać, zostali zmuszeni do podjęcia pracy w kopalniach. Na terenach należących do Europejczyków Afrykanie nie mogli mieć żadnej własności oraz nie mogli prowadzić żadnej działalności gospodarczej. W 1926 roku zakazano im także parać się jakimkolwiek zawodem wymagającym kwalifikacji. Wprowadzono również zakaz nauczania takich zawodów w szkołach przeznaczonych dla czarnoskórych. Rdzenni Afrykanie więc nie tylko nie mieli jak zdobyć wykształcenia, ale nawet nie mieli po co go zdobywać – cały system został tak stworzony, by ich jedynym przeznaczeniem była bardzo nisko płatna praca w zakładach przybyszy z Europy.

w chile prywatyzacja szkolnictwa ponadpodstawowego uniemożliwiła kształcenie się mniej zamożnym obywatelom.

Bardziej zniuansowanym przykładem gospodarczych instytucji wyzyskujących był ekonomiczny model chilijski z czasów dyktatury Pinocheta i bezpośrednio po niej. Pomimo że formalnie zagwarantowano własność prywatną i wprowadzono mający ją upowszechnić program prywatyzacyjny, to skorzystała z niej tylko niewielka część społeczeństwa – w programie prywatyzacyjnym wzięło udział tylko 50 tysięcy osób, które miały zdolność kredytową. Podział zarobków był wyjątkowo nierówny – w 1998 roku najbogatsze 20% społeczeństwa posiadało 60% wszystkich dochodów. To powodowało, że ogrom mieszkańców Chile de facto było wykluczonych z normalnej wymiany gospodarczej. W związku z tym, że niemal wszystkie usługi publiczne zostały sprywatyzowane, tak wielka rozpiętość dochodowa powodowała, że duża część społeczeństwa nie miała dostępu chociażby do opieki medycznej. Przede wszystkim jednak prywatyzacja szkolnictwa ponadpodstawowego uniemożliwiła kształcenie się rzeszom mniej zamożnych obywateli. Co prawda można było otrzymać kredyt bankowy na kształcenie ponadpodstawowe, jednak był on poza zasięgiem większości społeczeństwa, co uniemożliwiało rozwijanie kariery zawodowej wielu utalentowanym osobom z gorzej sytuowanych rodzin.

włączenie w życie gospodarcze mas nie tylko wzmacnia popyt wewnętrzny,  lecz także daje gwarancję, że wspólnota nie przegapi żadnej utalentowanej jednostki.

Twórczy ferment

Instytucje włączające, tworząc możliwości do bogacenia się, dają pewność otrzymania gratyfikacji za swój wkład oraz tworzą klimat do rozwoju technologicznego i powstawania innowacji. Przede wszystkim ludzie mają motywację do zmieniania rzeczywistości wokół na lepsze, bo wiedzą, że będą mogli otrzymać należną część owoców swych działań. Po drugie, włączenie w życie gospodarcze mas nie tylko wzmacnia popyt wewnętrzny, co może nakręcić koniunkturę, lecz także daje gwarancję, że wspólnota nie przegapi żadnej utalentowanej jednostki. Instytucje włączające tworzą ferment pod twórczą destrukcję, która zawsze burzy w pewien sposób dawny ład, a tego w systemach wyzyskujących zazdrośnie strzegą elity, mające wyjątkowo dużo do stracenia.

I tego fermentu właśnie brakuje w systemach opartych na instytucjach wyzysku – potrafią wygenerować wzrost, ale z konieczności w pewnym momencie dochodzą do ściany, gdyż do trwałego rozwoju potrzebna jest twórcza destrukcja przynosząca fale innowacyjności, których nie ma w środowisku wyzysku. No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że polscy rządzący wsłuchają się w rady Robinsona i Acemoglu. I nasze instytucje będą tak włączające, jak te w krajach nordyckich, a nie wyzyskujące, jak na przykład w wielu krajach Ameryki Łacińskiej.

1
2