Piotr Wójcik: Zamożne społeczeństwo dzięki potędze instytucji

Za bogactwo lub ubóstwo narodów nie odpowiadają czynniki geograficzne lub kulturowe

Od wieków ekonomiści i badacze rozwoju gospodarczego pragnęli jednego – odnaleźć uniwersalną odpowiedź na pytanie, dlaczego jedne państwa opływają w dostatek, za to w innych panuje nieopisana wręcz bieda. Poszukując tego Świętego Graala ekonomii, badacze stworzyli dziesiątki hipotez, które jednak w większości nie wytrzymywały konfrontacji z wielością rzeczywistych przypadków. Być może najcelniejszą odpowiedź dali dwaj amerykańscy ekonomiści z MIT i Uniwersytetu Harvarda. Daron Acemoglu i James Robinson w książce Dlaczego narody przegrywają przekonują, że za powodzenie społeczeństw odpowiadają przede wszystkim dobrze stworzone instytucje.

dlaczego kraj jest bogaty
wyd. Zysk i S-ka

Dwaj Amerykanie podważają znaczenie innych czynników wpływających na sukces, np. położenia geograficznego i uwarunkowań kulturowych. Hipoteza geograficzna nie wytrzymuje konfrontacji z takimi przypadkami jak Korea Południowa i Północna, RFN i NRD czy południowe stany USA oraz Meksyk. Podobne położenie nie sprawiło, że historia gospodarcza wymienionych krajów potoczyła się choćby trochę podobnie. Co więcej, były czasy, gdy krainy z bardzo dziś zacofanych rejonów świata wyraźnie przodowały nad tymi, które leżą w rejonach zamożnych. Choćby wysoko rozwinięte imperia Inków i Azteków zamieszkiwały obecne bardzo biedne rejony Ameryk, a terytorium zamożnych Stanów Zjednoczonych było terenem życia plemion znajdujących się na poziomie epoki kamienia.

Także hipoteza kulturowa ma wyjątkowo słabe podstawy, gdy pomyślimy, że swego czasu wydawało się, że konfucjanizm jest główną barierą rozwojową państw chińskiego kręgu kulturowego, tymczasem dziś szybki wzrost takich gospodarek jak Chiny, Hongkong czy Singapur tłumaczy się właśnie dobrym wpływem… konfucjanizmu. Hipotezę kulturową doskonale obalają też Koreańczycy, którzy jeszcze na początku XX wieku byli uważani za wyjątkowo leniwych, a obecnie są niemal najbardziej pracowitym narodem świata. Nie powinno być więc większych wątpliwości, że to właśnie kształt instytucji determinuje w największym stopniu powodzenia gospodarcze społeczeństw.

Włączające instytucje otwierają rynki przed wszystkimi grupami społecznymi, także tymi, które wcześniej były z nich wykluczone.

Instytucje włączające

Żeby jednak instytucje te stały się impulsem szybkiego rozwoju, muszą mieć charakter włączający. Włączające instytucje gospodarcze to takie, które pozwalają na uczestnictwo wielkich mas ludzkich w działalności gospodarczej i zachęcają do niego. Muszą one gwarantować własność prywatną i mieć oparcie w bezstronnym systemie prawa oraz szerokiej sieci usług publicznych. Jednak włączające instytucje nie mogą ograniczać się tylko do egzekucji prawa i zapewnienia formalnej wolności. Muszą też tworzyć środowisko, w którym jak najwięcej członków społeczności może brać realny udział w życiu gospodarczym. Powinny one inspirować takie otoczenie gospodarcze, by aktywność zawodowa była dla wszystkich nie tylko możliwa, ale też opłacalna, by wyzwolić jak najwięcej bodźców do jej podejmowania. Włączające instytucje otwierają rynki przed wszystkimi grupami społecznymi, także tymi, które wcześniej były z nich wykluczone.

Doskonałym przykładem obrazującym ideę instytucji włączających jest szwedzka polityka prorodzinna, której jednym z celów była aktywizacja kobiet na rynku pracy. Dzięki wprowadzeniu urlopu tacierzyńskiego odciążono kobiety przy wychowaniu potomstwa, przenosząc część tego obowiązku na ojców. Wprowadzono także gwarancję miejsca w przedszkolu dla każdego dziecka oraz ustalono górną granicę opłat za przedszkole, proporcjonalną do zarobków (maksymalnie 3%), dzięki czemu z rozwiązań tych mogły korzystać też rodziny mniej zamożne. Odciążone kobiety szeroką ława weszły na rynek pracy, dzięki czemu obecnie odsetek ich zatrudnienia jest w Szwecji jednym z najwyższych na świecie i wynosi ok. 80%, choć jeszcze w 1961 wynosił ledwie… 30%.

Sieć szkół w finlandii jest tak zbudowana, by możliwie każde dziecko miało w pobliżu miejsca zamieszkania dobrą szkołę

Partycypacja i konsensualizm

Instytucje włączające powinny także umożliwiać jak najszerszym grupom korzystanie z usług publicznych oraz z osiągnięć rozwoju technologicznego. Dokładnie taki charakter miały zmiany w amerykańskim systemie opieki zdrowotnej, które wprowadził Lyndon Johnson – prezydent, za którego czasów dobrobyt w USA upowszechnił się w największy sposób. Oprócz rozszerzenia praw obywatelskich czarnoskórych obywateli Stanów Zjednoczonych oraz rozpoczęcia szeroko zakrojonego programu walki z biedą stworzył on także programy Medicare oraz Medicaid, dzięki którym wiele osób dotychczas niekorzystających z opieki medycznej zyskało do niej dostęp. Pierwszy program był skierowany do wszystkich Amerykanów po 65. roku życia, a drugi do tych, których nie stać było na wykupienie prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Finowie natomiast dali pokaz tego, jak upowszechniać dostęp do edukacji i nauki na najwyższym poziomie. Sieć szkół jest tak zbudowana, by możliwie każde dziecko miało w pobliżu miejsca zamieszkania dobrą szkołę, natomiast sieć uniwersytetów zaplanowano w taki sposób, żeby nawet w peryferyjnych regionach kraju znajdowały się uczelnie wyższe, często związane ze strukturą gospodarczą danego obszaru. W ten sposób każdy region Finlandii może korzystać ze swych mocnych stron oraz przyciągać młodych ludzi z całego kraju.

Instytucje włączające powinny zapewniać nie tylko to, by każdy tworzący krajowy PKB miał swój godny udział podczas podziału wypracowanego tortu, lecz także umożliwiać wszystkim wpływanie na kierunek rozwoju przynajmniej jakiegoś małego wycinka rozwoju gospodarczego. Inaczej mówiąc, instytucje prawdziwe włączające zapewniają obywatelską partycypację także w życiu gospodarczym. Tutaj przykładem może być szwedzki model negocjacji między pracodawcami a związkami zawodowymi. Stworzony w 1938 roku system negocjacji dotyczył nie tylko płac, lecz także sposobu zwalniania pracowników czy rozwiązywania sporów innego rodzaju tak, by strajki były ostatecznością. Ideą przewodnią tego modelu było osiąganie porozumienia między pracodawcami a związkowcami bezpośrednio między sobą, bez udziału polityków, tak by o rozwiązaniach dotyczących rynku pracy decydowali sami zainteresowani. Obecnie układami zbiorowymi jest objętych ok. 90% pracowników w Szwecji.

1
2