Piotr Wójcik: Wyniki plus

Dobra zmiana, czyli budżet 

fot. pixabay.com, aitoff

Najniższy deficyt w historii i spadek państwowego długu publicznego – tak dobra sytuacja zaskakuje chyba nawet PiS.

Dojście do władzy Prawa i Sprawiedliwości oznaczało wyraźny zwrot w wielu obszarach, a jednym z nich była bez wątpienia ekspansja państwa socjalnego. Sztandarowe obietnice – 500 plus oraz przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego – miały stricte socjalny charakter i wiązały się z dużymi wydatkami publicznymi. Szczególnie wart grubo ponad 20 mld złotych 500 plus.

Krytycy PiS jeszcze w kampanii wyborczej wyśmiewali te deklaracje, twierdząc, że są nierealne. Po dojściu Prawa i Sprawiedliwości do władzy i rozpoczęciu wdrażania obiecanych rozwiązań pojawiły się wręcz głosy kasandryczne – nieodpowiedzialna polityka socjalna nowej ekipy rządzącej miała się skończyć eksplozją deficytu budżetowego oraz długu publicznego. Po dwóch i pół roku rządów PiS możemy już powiedzieć, że nic takiego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie, sytuacja budżetowa jest tak dobra, jak jeszcze nigdy wcześniej.

Bez wątpienia spora w tym zasługa ożywienia gospodarczego, które dotarło do Europy, a więc i do Polski. Jednak w przeszłości nasz kraj notował już wyższe wskaźniki wzrostu, a budżet w takim stanie jeszcze nigdy nie był.

Z czyśćca do nieba
2016 rok był trudny.
Wyraźne osłabienie wzrostu PKB, który spadł poniżej 3%, połączone z rozpoczęciem ekspansji polityki socjalnej, mogło spowodować znaczne pogorszenie wskaźników zadłużenia państwa. Mimo to deficyt sektora finansów publicznych był niższy niż rok wcześniej, w którym to wzrost PKB był wyższy. Deficyt w 2016 wyniósł 2,5% PKB i był to drugi najlepszy wynik od czasu naszego wejścia do Unii Europejskiej. Tylko w 2007 roku deficyt był niższy (1,9% PKB).

Z drugiej strony, średni deficyt sektora finansów publicznych w UE wyniósł 1,7% PKB, a więc był wyraźnie niższy niż nad Wisłą. Co gorsza, w 2016 istotnie wzrósł dług publiczny – do poziomu 54,1% PKB. Obiektywnie wyniki budżetowe pozostawiały sporo do życzenia, choć do katastrofy było bardzo daleko. Po 2016 roku krytycy polityki gospodarczej nowego rządu mieli argumenty za uzasadnieniem swoich tez.

W dwa lata nowy rząd, zamiast zadłużyć nas po uszy, ograniczył dług publiczny Polski.

Jednak w 2017 wskaźniki stały się dużo lepsze. Przez długie miesiące ubiegłego roku budżet naszego kraju notował nadwyżkę, co było niespotykane nigdy wcześniej. Oczywiście była ona spowodowana w dużym stopniu niższymi od planowanych wydatkami publicznymi, jednak już wtedy można było powiedzieć, że wynik budżetu będzie lepszy od oczekiwań. Rok 2017 zamknął się jednak wynikiem, który nie tylko był lepszy od oczekiwań – był najlepszy w historii.

Deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 1,5% PKB – nigdy w III RP nie zanotowaliśmy takiej liczby. Dzięki niskiemu deficytowi oraz wysokiemu wzrostowi gospodarczemu spadł również dług publiczny w odniesieniu do PKB – do poziomu 50,6%. A więc był niższy niż w 2015 roku (51,1%), gdy PiS dochodził do władzy. W dwa lata nowy rząd, zamiast zadłużyć nas po uszy, ograniczył dług publiczny Polski.

Co więcej, w 2017 spadło nawet nominalne zadłużenie państwa (czyli liczone w złotych, a nie w stosunku do PKB) – w porównaniu do 2016 nominalny PDP (państwowy dług publiczny) był niższy o 3,4 mld złotych. To również sytuacja w zasadzie wcześniej niespotykana. Oznacza to mniej więcej tyle, że w 2017 roku państwo polskie spłaciło więcej starego długu niż zaciągnęło nowego.

PIS doprowadził do wzrostu dochodów państwa o ponad jedną piątą w dwa lata.


Uszczelnianie systemu
Z czego wynikają tak znakomite wyniki? Przede wszystkim ze wzrostu dochodów podatkowych. W 2017 roku dochody państwa wyniosły 350,5 mld złotych, tymczasem w 2015 jedynie 289,1 mld złotych. W dwa lata nastąpił więc ich wzrost o 21%. Obecny rząd doprowadził do wzrostu dochodów państwa o ponad jedną piątą w dwa lata. To bardzo duży skok.

Szczególnie widać to po dochodach z podatków pośrednich – w 2017 roku wyniosły one 226,7 mld złotych, tymczasem dwa lata wcześniej tylko 187,3 mld złotych. Wzrost dochodów z tytułu podatków pośrednich wyniósł więc również 21%. Tak ogromnego wzrostu w przeciągu ledwie 24 miesięcy nie można wytłumaczyć tylko ożywieniem gospodarczym w ciągu ostatnich 12 miesięcy oraz wzrostem konsumpcji po wprowadzeniu 500 plus. Polska gospodarka nie urosła przecież w tym czasie o jedna piątą. To ewidentnie wynik lepszej ściągalności podatków – inaczej mówiąc, uszczelnienia systemu podatkowego, szczególnie w zakresie podatków pośrednich, czyli VAT i akcyzy.

Do tej pory Polska należała do krajów o największej luce w podatku VAT. Luka VAT to różnica między potencjalnymi wpływami z tego podatku a wpływami zrealizowanymi. W 2015 roku wyniosła ona 24,5%, co było szóstym najwyższym wynikiem w UE. W tym samym roku na przykład w Niemczech było to 9,5%, a w Czechach 16,5%. Agencja consultingowa PwC od lat szacuje polską lukę VAT w odniesieniu do PKB. W latach 2007–2016 wzrosła ona z 0,6% PKB aż do poziomu 2,9% PKB. Czyli budżet naszego państwa tracił na nieprawidłowościach w rozliczaniu VAT niemal 3% PKB. Według szacunków PwC w 2017 roku udało się zmniejszyć tę lukę do 2% PKB, a więc o jedną trzecią.


Nadwyżka to wyższe podatki
Mimo tak dobrych wyników budżetowych wciąż odzywają się głosy krytyczne, przywołujące przykład chociażby Niemiec, które notują nadwyżkę budżetową. W 2017 roku kraj ten zanotował 1,2% nadwyżki, wobec 1,5% deficytu w Polsce. Jednak nieprzychylni chyba nie zdają sobie sprawy, że spełnienie ich postulatu musiałoby się równać dużym podwyżkom podatków.

gdyby Polska podniosła podatki do poziomu Niemiec, by ściągać podobną część PKB w daninach publicznych, to zamiast 46 mld złotych deficytu, mielibyśmy 64 mld złotych nadwyżki.

Owszem, Niemcy notują nadwyżkę budżetowa, jednak ściągają z gospodarki dużo więcej danin publicznych. W 2016 ogólne dochody sektora finansów publicznych w Niemczech wyniosły 45% PKB, tymczasem w Polsce 38,7% PKB, a więc 6,3 punktu procentowego mniej. 6% PKB to w naszym kraju około 110 mld złotych.

Inaczej mówiąc, gdyby Polska podniosła podatki do poziomu Niemiec, by ściągać podobną część PKB w daninach publicznych, to zamiast 46 mld złotych deficytu, mielibyśmy 64 mld złotych nadwyżki. Czyli proporcjonalnie bilibyśmy nadwyżką Niemców na głowę. Nie wiem tylko, czy zwolennicy nadwyżki takiej jak u naszych zachodnich sąsiadów, równie chętnie przyjęliby wzrost obciążeń podatkowych na kwotę ponad 100 mld złotych.

Czas do następnego artykułu z tego cyklu

Dni
Godzin
Minut
Sekund

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here