📻 PRACA W POLSCE: Tojota zamiast Toyoty

Patologia polskiej pracy

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek.

 



Urobieni
Marka Szymaniaka to przygnębiający obraz nie tylko polskiej pracy, ale też polskiego modelu robienia biznesu. Biznesu opartego na kłamstwach i wykorzystywaniu bliźniego oraz ochoczo korzystającego z przymusu ekonomicznego, omijającego przepisy i stosującego argument siły.

Zawód urobionych
Obrodziło ostatnimi czasy książkami dokonującymi analizy codziennej rzeczywistości polskich pracowników. Czy też raczej patologii, bo obraz, jaki się z nich wyłania, przypomina raczej badanie nieboszczyka niż 30-letniego człowieka uskarżającego się na pewne przejściowe dolegliwości.

Z perspektywy makroekonomicznej, czy też mówiąc po ludzku: ogólnej, polską pracę opisał Rafał Woś w To nie jest kraj dla pracowników. W publikacji nie znajdziemy konkretnych przykładów z życia, za to mnóstwo rzetelnie opisanych mechanizmów i zjawisk, które sprawiają, że pracującym Polakom, mówiąc delikatnie, jest źle. Z zupełnie innej strony, z perspektywy mikro, świat polskiej pracy przedstawił Kamil Fejfer w Zawodzie, opisując historie różnych osób, którym – mówiąc wprost – nie wyszło w życiu zawodowym.

urobieni Szymaniak
Marek Szymaniak, Urobieni. Reportaże o pracy, wyd. Czarne

Połączenia tych dwóch strategii dokonał Marek Szymaniak w książce Urobieni, która 27 czerwca ukaże się nakładem Wydawnictwa Czarne. I tu już rzeczywiście mamy do czynienia z patologią polskiego świata pracy, bo czytając tę publikację, ma się nieustanne wrażenie pochylania się nad ciałem ciężko chorego, który przechodzi trudne do zniesienia męki.

Woś przekonująco opisał ułomności świata polskiej pracy – po przeczytaniu To nie jest kraj dla pracowników ma się w głowie jasno i dość szczegółowo nakreśloną rzeczywistość polskich pracowników. Jednak przekaz nie zyskał emocjonalnej mocy, gdyż pozbawiony jest indywidualnego przeżycia. Osobiste historie przedstawiał Zawód Fejfera, ale był to raczej zbiór żalów osób, którym nie wyszło, a takie znajdą się nawet w najlepszym systemie. Szymaniak poszedł inną drogą – wziął pod lupę każdą z chorób, które toczą lub do niedawna toczyły polski rynek pracy. Opisał je jednak przede wszystkim z punktu widzenia poszczególnych osób, następnie dopełniając analizę przypadłości perspektywą makro.

Co więcej, historie bohaterów książki Szymaniaka to nie przypadki życiowych nieudaczników, którzy popełniają błąd za błędem, a potem są zdziwieni, że im nie wyszło. To historie ludzi, którzy zachowywali się zupełnie racjonalnie, rzetelnie podchodzili do życiowych obowiązków, a mimo to nie dali rady. Uwarunkowania systemowe były od nich silniejsze – osoby te wpadły w tryby mechanizmu i zostały zmielone. I to jest w tych opowieściach najbardziej dotkliwe – to historie tragiczne, których bohaterowie nie bardzo mieli wybór.

Ze szpitala do spółki z o.o.
Mamy więc ludzi, którzy zostali wyoutsource’owani bez swojej zgody – czyli przeniesieni z instytucji publicznej do spółki prywatnej, choć i miejsce, i charakter ich pracy się nie zmieniły. Oczywiście mogli formalnie złożyć wypowiedzenie, ale dla salowej pracującej w szpitalu od lat (a spółka, która miała ją przejąć, zapowiadała, że wszystko będzie po staremu) decyzja o zwolnieniu się musiała się wydawać lekkomyślna. Podobnie jak dla portiera na uczelni, którego przejęła spółka prywatna, obiecująca terminowe i godne wynagrodzenie. Ich sytuacja pogarszała się stopniowo, jakby ktoś systematycznie zwiększał temperaturę wody. Dla salowej historia skończyła się tragicznie – zmarła na raka, którego za późno wykryto, gdyż bała się iść do lekarza pomimo odczuwanych dolegliwości. Po prostu w tamtym czasie nie mogła iść na L-4 – pracowała już na odnawianych co miesiąc umowach-zleceniach.

na kłamstwo szefostwo potrafiło przymknąć oczy, ale na niewyrabianie targetu już absolutnie nie.

Szymaniak opisuje też realia pracy pracowników agencji tymczasowych, którzy oddelegowani do fabryk, zarabiali czasem kilkadziesiąt procent mniej od zatrudnionych przez fabrykę na stale, choć robili dokładnie to samo. Gdy ktoś się z tego powodu oburzał, nie przedłużało się z nim umowy i brało następnego. W niektórych fabrykach zatrudniono w ten sposób większość załogi. – Niektórzy byli stale tymczasowi. Umowy podpisywali co miesiąc od pięciu lat – czytamy. Sytuacja finansowa pracowników call center była co prawda lepsza, jednak zmuszano ich za to do sprzedaży za wszelką cenę często zupełnie niepotrzebnych dóbr i usług, nawet kosztem ordynarnego kłamstwa. Bo na kłamstwo szefostwo potrafiło przymknąć oczy, ale na niewyrabianie targetu już absolutnie nie. Sieć mobilnego internetu pokrywa jedynie 30% kraju? Mów, że 90%, przecież i tak tego nie policzą. – Wyrzuty sumienia? Koordynator tłumaczył, że w tej branży nie można mieć wyrzutów sumienia.

Druga Japonia
W Urobionych Szymaniak przedstawił naprawdę kompleksowy obraz polskiej pracy. Są tu historie wykorzystywanych imigrantów z Ukrainy, czasem traktowanych po prostu nieludzko. Z drugiej strony możemy też śledzić perypetie polskich emigrantów na Wyspach – szczególnie w brytyjskiej sieci sklepów Sports Direct (obecnej już w Polsce), w której warunki pracy emigrantów brytyjski Guardian porównał do… gułagów. Mamy historie pracowników ochrony, trafiających na branżową czarną listę, gdy tylko chcieli walczyć o przysługujące im prawa. Możemy również poznać losy szefowej komórki związkowej w częstochowskim Tesco, które pokazują jak na dłoni słabości polskiego ruchu związkowego.

Pod nadzorem polskiej kadry kierowniczej japońska fabryka szybko zmieniła się w obóz pracy.

Chyba jednak najbardziej przykry jest obraz realiów pracy w wałbrzyskiej Toyocie. Warunki były zupełnie dobre przez pierwszych kilka lat, kiedy stanowiska kierownicze zajmowali Japończycy. Gdy kierownictwo zostało wreszcie przekazane Polakom, sytuacja pracowników z dnia na dzień zaczęła się pogarszać. Śrubowanie norm do granic wytrzymałości, szykanowanie osób chodzących na L-4, stosowanie zmanipulowanego systemu ocen – to wszystko nie był wymysł japońskich właścicieli, lecz chcącej zrobić karierę polskiej kadry kierowniczej. Pod jej nadzorem japońska fabryka szybko zmieniła się w obóz pracy.

Urobieni Szymaniaka to przygnębiający obraz nie tylko polskiej pracy, ale też polskiego modelu robienia biznesu. Biznesu opartego na kłamstwach i wykorzystywaniu bliźniego oraz ochoczo korzystającego z przymusu ekonomicznego, omijającego przepisy i stosującego argument siły. Złe warunki pracy można jeszcze próbować tłumaczyć wciąż niskim poziomem rozwoju, ale zdegenerowanej kultury prowadzenia biznesu usprawiedliwić już nie sposób.