Piotr Wójcik: Stagnacja kapitalizmu a feudalizm technologiczny

Ci, którzy mają największe możliwości, by popchnąć świat do przodu, nie mają żadnej motywacji, by to robić.

fot. pixabay.com, TRAPHITHO

Co raz więcej osób zwraca uwagę, że współczesny kapitalizm zmierza w kierunku trwałej stagnacji. Tempo wzrostu gospodarczego systematycznie się obniża i powstaje coraz mniej wynalazków, które w rewolucyjny sposób zmieniają styl życia. Przyczyną tego może być współczesny feudalizm technologiczny.

Widoczny problem
Istnienie procesu postępującej stagnacji współczesności zauważyło już wielu badaczy. Najbardziej śmiała teza mówi, że tkwimy w wielkiej technologicznej stagnacji. Według Tylera Cowena, autora książki Great Stagnation od lat nie było już naprawdę przełomowych wynalazków, które wywróciły nasze życie do góry nogami, oczywiście w pozytywnym sensie. Gospodarka cyfrowa, wbrew pozorom, wcale nie jest źródłem ważnych innowacji, powstają raczej głównie nieistotne aplikacje, robiące więcej szumu, niż są rzeczywiście warte. A nowe rozwiązania niespecjalnie tworzą nowe miejsca pracy. Ha-Joon Chang stwierdził wręcz, że od czasu wynalezienia pralki automatycznej, która milionom kobiet na świecie zapewniła więcej czasu, nic szczególnego w świecie technologii się już nie wydarzyło.

Sekularna stagnacja
To tezy dosyć kontrowersyjne, lecz istnieje także bardziej skromna teoria, według której tkwimy w sekularnej stagnacji. Została ona sformułowana przez Alvina Hansena już w latach 30. XX wieku. Według niej kapitalizm zmierza w stronę trwałego obniżenia tempa rozwoju gospodarczego. Wiele jego przypuszczeń spełnia się w XXI wieku. Przede wszystkim w modelu tym kapitalizm dzieli się na fazy kryzysów i coraz słabszego ożywienia. Współczesny kapitalizm cechuje się częstymi kryzysami. Gospodarka co prawda po jakimś czasie wraca do normy, jednak wskaźniki dobrostanu społecznego stabilizują się już na gorszym poziomie niż wcześniej – płace są nieco niższe, bezrobocie nieco wyższe, a zatrudnienie nieco mniej pewne. W XXI wieku mieliśmy już dwa kryzysy – na samym początku kryzys związany z bańką internetową i – rozpoczęty w 2007 roku – na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych. Obecnie znów mamy fazę ożywienia, jednak wskaźniki chociażby bezrobocia są wciąż fatalne. W Hiszpanii na przykład, która notuje obecnie najszybszy wzrost z krajów południa Europy, bezrobocie utrzymuje się na poziomie 16%, czyli dwa razy wyższym niż przed kryzysem. Obecnie sekularną stagnację opisuje się jako brak wyraźnie odczuwalnej społecznej poprawy w okresie jednego pokolenia. Rodzice dzisiejszych młodych mogli mieć nadzieję, że ich poziom życia będzie odczuwalnie lepszy niż poziom życia ich rodziców. Obecni młodzi muszą się raczej starać o to, by utrzymać standard życia, który osiągnęli ich rodzice.

od czasu wynalezienia pralki automatycznej, która milionom kobiet na świecie zapewniła więcej czasu, nic szczególnego w świecie technologii się już nie wydarzyło.

Feudalizm technologiczny
Co jest powodem tego stanu rzeczy? Według Konrada Grabowicza to współczesna odmiana feudalizmu, czyli feudalizm technologiczny. Tezę tę opisał w artykule  Feudalizm technologiczny jako źródło sekularnej stagnacji w wydanej przez Fundację Instrat książce FutureInsights, o której pisałem już przy okazji tekstu Uzwiązkowić Ubera!. Współczesny feudalizm charakteryzuje się, podobnie jak jego klasyczny odpowiednik, silną stratyfikacją społeczną, która jest spowodowana dostępem do własności. Współcześnie jednak mówimy przede wszystkim o dostępie do własności niematerialnej, czyli patentów czy praw autorskich. Feudalizm technologiczny charakteryzuje się też niską mobilnością społeczną, czyli niewielką liczbą przypadków awansu społecznego, który jest silnie związany właśnie z dostępem do własności intelektualnej. Jeśli więc ktoś z twojej rodziny dysponuje ważnymi patentami, możesz być spokojny o swój przyszły poziom życia. A jeśli nie… No cóż.

Feudalizm technologiczny charakteryzuje się przede wszystkim monopolizacją lub oligopolizacją gospodarki. Te zjawiska nie są same w sobie złe. Wzrost udziału danej firmy w jakimś segmencie wskazuje przecież na to, że zdobywa ona przewagę nad konkurentami w produktywności oraz jakości produktu. Poza tym im większa firma, tym większe możliwości korzystania z efektu skali – im większa produkcja, tym bardziej spada koszt wytworzenia jednej sztuki, ponieważ koszty stałe rozkładają się na większą liczbę gotowych produktów. Jednak w feudalizmie technologicznym, z powodu słabości instytucji państwa, monopoliści lub oligopoliści zdobywają trwałą przewagę nie tylko nad konkurentami, ale też nad społeczeństwem – czyli klientami i konsumentami. Wykorzystując prawo patentowe korporacje mogą zdobywać pozycje niemalże mocarstw równych państwom, dzięki czemu z pozycji siły dyktują one warunki cenowe klientom oraz płacowe pracownikom. W ostatnich latach mieliśmy wręcz wysyp patentów. O ile w latach 1930-1982 liczba przyznawanych patentów rosła w tempie 1% rocznie, to w latach 1983-2002 w tempie 5,7% rocznie, a więc niemal sześć razy większym.

Wykorzystując prawo patentowe korporacje mogą zdobywać pozycje niemalże mocarstw równych państwom, dzięki czemu z pozycji siły dyktują warunki cenowe klientom oraz płacowe pracownikom.

Zwasalizowany pracownik
Korporacje i stojące za nimi jednostki dysponujące dostępem do kluczowych praw własności intelektualnej, chronionych m. in. przez przyznawane lekką ręką patenty (nawet na procesy badawcze), mogą więc swobodnie dyktować warunki użytkowania swej infrastruktury klientom. Dlatego tak wiele osób z przeróżnych stron ideowej barykady czuje się pokrzywdzonych przez to, jak zostali potraktowani chociażby przez Facebooka czy You Tube’a. Państwo nie chroni pokrzywdzonych, gdyż umywa ręce twierdząc, że nie może ingerować tak głęboko w obszar własności prywatnej, jakby nie zauważając, że mamy tu do czynienia z prywatną monopolizacją kluczowej infrastruktury. Także pozycja pracownika staje się coraz słabsza. Inteligentne oprogramowanie, roboty czy cyfryzacja przeróżnych usług powodują, że w wielu obszarach pracownicy przestają być niezbędni. Owszem, nadal mają pracę, jednak godzą się na relatywne pogarszanie warunków zatrudnienia, gdyż wiedzą, że gdy staną się zbyt drodzy, będą mogli zostać zastąpieni. Dlatego na całym świecie postępuje chociażby spadek udziału płac w PKB, a więc zarobki pracowników stają się niższe w stosunku do zysków, jakie notują dysponenci kapitału. W UE jako całości w latach 2009-2017 udział płac w PKB spadł z 57% do 55,4%. Postępuje też prekaryzacja miejsc pracy, a więc stają się one coraz bardziej niestabilne. Następuje też rozwarcie się nożyc w obrębie samych płac – wąska garstka pracowników, która obsadziła kluczowe stanowiska w korporacjach, także zyskuje w stosunku do reszty. W ciągu ostatnich 30 lat płaca realna przeciętnego amerykańskiego pracownika wzrosła o 6%, tymczasem przeciętnego dyrektora generalnego o… 725%.

Inteligentne oprogramowanie, roboty czy cyfryzacja przeróżnych usług powodują, że w wielu obszarach pracownicy przestają być niezbędni. Owszem, nadal mają pracę, jednak godzą się na relatywne pogarszanie warunków zatrudnienia.

Petryfikacja ekonomiczno-społeczna
Właściciele kluczowych praw własności intelektualnej zwasalizowali więc ogromną część społeczeństwa – pracowników, klientów i słabszych kontrahentów – a państwa udają, że tego nie widzą. Czyli akurat te korporacje, które mają najwięcej kapitału i kluczowe pozycje w gospodarce, a więc są najbardziej predestynowane do tworzenia nowych wynalazków oraz innowacji, mogą w spokoju osiąść na laurach i konsumować swoje owoce niczym rentę z feudalnych włości. Nie muszą już za wszelką cenę starać się o klientów, skoro i tak do nich przyjdą. Zamiast więc inwestować w rozwój, lepiej lokować środki w instrumenty finansowe, które przynoszą pewniejsze zyski niż niepewne co do efektu badania. Powstaje więc finansjalizacja gospodarki – kolejna cecha feudalizmu technologicznego. Sektor finansowy staje się nieproporcjonalnie duży w stosunku do całej gospodarki. W 1980 roku udział usług finansowych w PKB USA wynosił 5%, a 30 lat później już 8,5%. Reasumując, ci, którzy mają największe możliwości, by popchnąć świat do przodu, nie mają żadnej motywacji, by to robić. Po co, skoro dużo niższym wysiłkiem mogą czerpać obfite zyski z obecnego stanu rzeczy? Dokładnie w ten sam sposób spetryfikowane były państwa feudalne. Pierwsza Rzeczpospolita stała się państwem zacofanym, gdyż polska szlachta nie miała żadnej motywacji, by unowocześniać gospodarkę. Dysponowała tak przygniatającą przewagą nad chłopami pańszczyźnianymi, że mogła swobodnie eksploatować ich mało produktywną pracę na roli. W stosunku do powstających na Zachodzie branż marże polskiej szlachty procentowo były niewielkie, ale kwotowo dla niej wystarczające.           

Co możemy zrobić z tym stanem rzeczy? Musimy zacząć wprowadzać mechanizmy, które będą automatycznie redystrybuować powstający majątek. Mowa chociażby o suwerennych funduszach majątkowych, które gwarantowałyby każdemu obywatelowi udział w powstającym na terenie kraju bogactwie, wypłacając mu z tego tytułu określoną dywidendę. Im większy PKB, tym większa byłaby dywidenda, tak więc wszyscy mieliby interes w tym, by pracować na wzrost gospodarczy. Z drugiej strony dywidenda nieco uniezależniłaby społeczeństwo od nowych prywatnych feudałów, dając mu większą stabilność finansową. Dzięki czemu dolne 99% znów zaczęłoby bardziej przypominać wolnych obywateli, a mniej wasali. Być może dzięki temu współczesna szlachta nieco się przebudzi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here