Piotr Wójcik: Od ściany do ściany

Nowy kodeks pracy - włos się jeży na głowie.

fot. pixabay.com, jarmoluk

Projekt nowego Kodeksu Pracy wygląda tak, jakby jego autorzy uznali wybieranie skrajnych pomysłów z obu stron barykady za najlepszy sposób godzenia sprzecznych interesów. Ale to najlepszy sposób do rozsierdzenia wszystkich. Nic więc dziwnego, że wyszedł im patchworkowy potworek, który utrudni życie pracownikom.

Potrzebne zmiany, ale w złej formie
Z bardzo dużym dystansem podchodzę do deregulacyjnego populizmu, którego przedstawiciele co rusz rytualnie załamują ręce nad ilością tworzonego prawa lub liczbą działających instytucji. Osobiście uważam, że naprawianie rzeczywistości ustawami to bardzo skuteczny sposób poprawiania otoczenia ekonomiczno-społecznego, a przynajmniej jeden z najbardziej skutecznych, jakie znamy. Jednak złożony z ponad połowy tysiąca artykułów projekt nowego Kodeksu Pracy, w którym samo zawarcie umowy o pracę rozpisane jest na siedmiu stronach, w kilkunastu artykułach i kilkudziesięciu punktach, to nawet dla mnie jest przesada. W przypadku Kodeksu Pracy to wcale nie błahostka – w końcu pracownicy, czyli zdecydowana większość aktywnych zawodowo Polaków, muszą znać swoje prawa, by móc się o nie upominać. A gdy widzi się tego legislacyjnego potwora, w którym najdrobniejsza kwestia opisywana jest przynajmniej pięcioma artykułami, to odechciewa się go zgłębiać.

Wylewanie dziecka z kąpielą
Jednak nie to jest głównym problemem projektu nowego Kodeksu Pracy. Komisja Kodyfikacyjna, która była odpowiedzialna za jego projektowanie, złożona była z przedstawicieli wszystkich zainteresowanych stron społecznych – pracowników, przedsiębiorców oraz rządu. Strony deliberowały nad projektem kilkanaście miesięcy i efekt jest koszmarny. Zamiast wyważenia racji mamy dziwaczną mieszankę skrajnych pomysłów obu stron. Tak jakby autorzy uznali, że pójście środkiem to jest to samo, co odbijanie się od ściany do ściany.

gdy widzi się tego legislacyjnego potwora, w którym najdrobniejsza kwestia opisywana jest przynajmniej pięcioma artykułami, to odechciewa się go zgłębiać.

Nowy Kodeks Pracy w zamierzeniu ma zlikwidować umowy cywilnoprawne, czyli jedną z głównych przyczyn uśmieciowienia polskiego rynku pracy. Problem w tym, że jest on klasycznym przykładem wylania dziecka z kąpielą. Zamiast ucywilizowania umów cywilnoprawnych, ograniczy się ich stosowanie do absolutnego minimum. Praca zarobkowa będzie możliwa tylko w formie pracy na etacie, zatrudnienia niepracowniczego oraz samozatrudnienia. Odpowiednikiem umowy cywilno-prawnej będzie zatrudnienie niepracownicze. Jednak będzie ono możliwe tylko dla osób dysponujących wiedzą specjalistyczną, członków zarządów lub rad nadzorczych lub jako praca dorywcza – do 32 godzin w miesiącu. W efekcie żaden zwykły pracownik nie będzie już mógł dorabiać w innej firmie więcej niż cztery 8-godzinne dniówki miesięcznie. Przede wszystkim jednak Kodeks w takiej formie uniemożliwiłby pracę freelancerom oraz twórcom, którzy wykonują zlecenia lub dzieła dla kilku różnych podmiotów. Freelancer będzie musiał ograniczyć swoje zlecenia do 32 godzin miesięcznie dla każdego kontrahenta. A twórca już w ogóle nie będzie mógł wykonywać swojej pracy w dotychczasowej formie, gdyż tworzenia dzieła nie rozpisuje się na godziny. Obaj będą więc musieli założyć działalność gospodarczą. Tyle, że wówczas twórcy nie będą mogli korzystać ze swojej ulgi, czyli z 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu. Zresztą czy felietonista współpracujący z kilkoma redakcjami to na pewno przedsiębiorca?

W ciąży? Do zwolnienia
Z drugiej strony w projekcie są zawarte rozwiązania, od których pracownikom powinien włos się jeżyć na głowie. Przykładowo urlop wypoczynkowy będzie mógł być wykorzystywany w… maksymalnie dwóch transzach. Pojedyncze dni urlopu będzie można wziąć maksymalnie cztery rocznie, a pozostałe dni w dwóch długich ciągach. Będzie więc można zapomnieć o wybierania urlopu, gdy wypadną sprawy do załatwienia – te cztery dni do swobodnej dyspozycji skończą się po pierwszym kwartale. Nie będzie też urlopu na żądanie. Urlop trzeba będzie zgłosić najpóźniej dzień wcześniej, więc jeśli wypadnie coś w dniu pracy pozostanie urlop bezpłatny lub bumela. A wisienką na torcie niech będzie możliwość… zwalniania pracownic w ciąży przez przedsiębiorców zatrudniających do 10 pracowników. Dziś nie tylko nie można ich zwolnić, ale w razie wygaśnięcia umowy na czas określony jest ona automatycznie przedłużana aż do dnia porodu.

Żaden zwykły pracownik nie będzie mógł więc już dorabiać w innej firmie więcej, niż cztery 8-godzinne dniówki miesięcznie.

Z jednej strony nowy Kodeks niemal uniemożliwi korzystanie z umów cywilnoprawnych, za to z drugiej wprowadzi ultra elastyczną umowę nieetatową. Pracodawca nie będzie musiał w niej zapewnić nawet minimalnej liczby godzin – przypomina to słynne brytyjskie kontrakty zerowe, które często przytacza się jako czołowy przykład prekaryzacji rynku pracy. W Polsce będzie można w ten sposób zatrudniać studentów do 26 lat oraz pracowników po 60. roku życia. Ale mężczyźni zaraz po 60-tce to jeszcze przecież nie emeryci tylko zwykli pracownicy. A studenci studiów zaocznych często mają takie same potrzeby znalezienia stabilnej pracy jak każdy inny pracownik.

Inne możliwości
Powstaje pytanie, czy naprawdę potrzebujemy aż nowego Kodeksu Pracy, by ucywilizować polski rynek pracy. Problem nadużywania umów cywilnoprawnych można rozwiązać oskładkowując je w taki sam sposób jak umowę o pracę lub nawet nieco wyżej. Dzięki temu nie będzie motywacji, by zawierać je zamiast umowy o pracę. Większą partycypację pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwem można uzyskać dzięki nowelizacji ustawy o radach pracowników oraz ustawy o związkach zawodowych – nie trzeba koniecznie do tego tworzyć nowego bytu pod nazwą zbiorowego Kodeksu Pracy. Lepsze egzekwowanie praw pracowniczych można zapewnić dzięki wyposażeniu PIP w większe kompetencje, na przykład w możliwość zamiany umów cywilnoprawnych na etat decyzją administracyjną. Stopniowe kroki mogą być lepsze niż rewolucja, a już na pewno będą lepsze niż rewolucyjny projekt złożony z przeciwstawnych skrajności.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here