Piotr Wójcik: Kto zjadł piankę?

Samokontrola na tablicy

fot. unsplash.com, Samuel Zeller

Sztuka panowania nad sobą jest równie istotna w udanym życiu, co znajomość matematyki. Czas więc uczyć jej w szkołach, i to równie rzetelnie.

Klasówka z samokontroli
W szkole uczyłem się przeróżnych rzeczy, wiele z nich mi się przydało, a sporo zupełnie nie. Niestety, nie nauczyłem się tam rzeczy absolutnie podstawowej w udanym życiu: jak skutecznie używać swojej woli. W jaki sposób odraczać gratyfikację, jak dotrzymywać obietnic, które sam sobie złożyłem, jak nie robić rzeczy, które na dłuższą metę mi szkodzą, ale na krótką są całkiem przyjemne. Choć w szkole prowadzono zupełnie bezużyteczne zajęcia z muzyki, nie było lekcji samokontroli – tymczasem ta umiejętność jest tajemnicą sukcesu każdego, komu się udało. Ale nie bierze się ona znikąd – trzeba się jej nauczyć, tak jak czytania, liczenia, programowania czy transplantacji nerek.

 Osoby mające większą samokontrolę, radzą sobie lepiej we wszystkim, a więc też z zarabianiem pieniędzy i zdobywaniem zawodowych osiągnięć.

 

Upór – największa zaleta
Zawsze ze zdumieniem słuchałem teorii, według których dla chcącego nic trudnego, wystarczy chcieć i tak dalej. No cóż, mogę wymienić setki przypadków, gdy dany delikwent rzeczywiście chciał się zmienić, autentycznie żałował, a potem popełniał dokładnie te same błędy. I cała historia zaczynała się od początku. W sumie nic w tym dziwnego – człowiek jest tylko średnio zdyscyplinowanym zwierzęciem, a co gorsza, wystawionym na dużo więcej pokus i bodźców niż taki choćby żyjący w lesie wilk. Dziwne jest raczej to, że w ogóle pojawiła się idiotyczna koncepcja w pełni racjonalnego homo economicus. Popełniamy błędy poznawcze, mózg nas zwodzi nieustannie, a na dobitkę regularnie ulegamy głupawym zachciankom, więc jak w ogóle ktokolwiek może mówić o pełnej racjonalności? I tak jak różnimy się między sobą umiejętnościami poznawczymi, tak samo zdolnością poskramiania własnych pokus. A jeśli ktoś tej drugiej sprawności nie posiadł, to ma przechlapane.

Osoby mające większą samokontrolę, radzą sobie lepiej we wszystkim, a więc też z zarabianiem pieniędzy i zdobywaniem zawodowych osiągnięć. Szybciej przychodzi im mobilizacja do nauki lub pracy, łatwiej skupiają uwagę na danym problemie, lepiej znoszą stres, nie odkładają obowiązków na później. Jest mnóstwo dowodów na to, że to sztuka panowania nad sobą jest ważniejsza niż umiejętności poznawcze.

Do tego wniosku doszła chociażby Angela Duckworth, autorka książki Upór, według której najwybitniejsi przedstawiciele przeróżnych profesji nie byli wcale wybitni, ale mieli w sobie bardzo dużo samozaparcia. Między innymi przeprowadziła ona eksperyment w elitarnej szkole wojskowej West Point. Ci kadeci, którzy dobrze zaliczyli jej test na upór, dużo częściej zdawali Bestię, czyli bardzo trudny kurs, od którego zaczyna się nauka na West Poincie.

Inny eksperyment opisała Kelly McGonigal w książce Siła woli. Na Uniwersytecie Harvarda przeprowadzono test bieżni: trzeba było wytrzymać 5 minut biegu na bieżni nachylonej pod kątem w górę. Studenci średnio dawali radę przez około 4 minuty. Po kilkudziesięciu latach przeanalizowano sytuację życiową 60-letnich już uczestników testu. Okazało się, że ci, którzy wytrzymali na bieżni dłużej, pełnili ważniejsze role społeczne i byli wyżej w drabinie społecznej.

Samokontroli w dużej mierze można się nauczyć, jednak w największym stopniu dzieje się to w dzieciństwie.

Kapitał kulturowy rodziców = kapitał dziecka
Jednak chyba najsłynniejszy eksperyment przeprowadził Walter Mischel na Uniwersytecie Stanforda. Test marshmallow polegał na tym, że badacze kładli przed dziećmi w wieku przedszkolnym słodką piankę. Jeśli maluchom udało się wytrzymać odpowiedni czas bez jej zjedzenia, dostawali dwie. Część dzieci dała radę wytrzymać do końca, część tylko ułamek czasu, a inne wręcz zjadały piankę do razu. Po kilkunastu latach naukowcy sprawdzili, jak test z pianką przełożył się na wyniki w nauce. Okazało się, że najlepsza w teście marshmallow jedna trzecia dzieci osiągała średnio o 210 punktów wyższy wynik na egzaminie SAT (taka amerykańska matura) niż najsłabsza jedna trzecia.

Jest więc wyjątkowo niesprawiedliwe, że umiejętność samokontroli jest tak nierówno podzielona. Jedni z nas doskonale panują nad sobą, inni nie potrafią się zmusić do wypełnienia najprostszych zobowiązań. Życie tych drugich to najczęściej pasmo porażek i udręk, za to ci pierwsi opływają w dostatki. Samokontroli w dużej mierze można się nauczyć, jednak w największym stopniu dzieje się to w dzieciństwie. Ale zrobić to mogą tylko rodzice, bo szkoła temat dotyczący tej umiejętności niemal zupełnie pomija. Tymczasem rodzice są różni, mają różną wiedzę i zdolność jej przekazywania, nie każdy jest w stanie nauczyć swoje pociechy silnej woli, tym bardziej że niejednemu jej brakuje.

Tak więc to od kapitału kulturowego rodziców zależy, czy będziemy panować nad sobą w przyszłości. Nic więc dziwnego, że to najważniejszy czynnik nierówności szans. Według raportu Transition Report 2016 różnice w tym kapitale są odpowiedzialne aż za 68% nierówności szans w Polsce. Tylko że rodziców nikt sobie nie wybiera. Nie mamy wpływu na to, jaki kapitał kulturowy mają nasze matki i nasi ojcowie, a więc i na to, czy nauczą nas samokontroli, czy nie.

***

Czas skończyć z tą niesprawiedliwością. Porządne, systematyczne lekcje z samokontroli pozwoliłyby nabyć umiejętność panowania nad sobą każdemu, a nie tylko tym, którzy mają ku temu naturalne predyspozycje i najlepiej rozgarniętych rodziców. Skoro umiejętność panowania nad sobą jest równie ważna w udanym życiu jak znajomość matematyki (jeśli nie ważniejsza), to powinna być równie rzetelnie uczona w szkole. Ze sprawdzianami, ocenami i możliwością niezdania do następnej klasy włącznie. Nawet spadkowiczom w przyszłości wyjdzie to na dobre.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here