📻 Piotr Sokołowski: Zakompleksieni macho chcą nam zrobić Dziki Zachód

Powszechny dostęp do broni? Boże broń!

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek.

 

Myślałem, że nigdy nie będę musiał pisać tego artykułu, ale skoro do władzy doszedł PiS, wszystko jest możliwe. Nawet powszechny dostęp do broni. Dyskusja, której dotąd nie było, pojawiła się za sprawą partii Kukiza. Ma ona pomysł na to, jak cofnąć nas o co najmniej wiek. Do czasów, gdy spory rozwiązywało się, zabijając przeciwnika. I to tylko dlatego, że grupka zakompleksionych facetów tak chce.

Psychoanalitycy mają pewnie odpowiednie teorie pod hasłem dostęp do broni, o których nasi gieroje nie za bardzo chcieliby się dowiedzieć. Psychoanalitykiem nie jestem, tylko socjologiem, tak że podejdę do tematu z innej strony.

Dominować za wszelką cenę

Nigdy nie ufałem ludziom, którzy w obecnej Polsce mają broń, a nie są policjantami, prokuratorami, sędziami czy innymi funkcjonariuszami na służbie. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia dumnie prezentujących się z pistoletem, pozujących na komandosów niespełnionych samców alfa, żeby przekonać się, jak żałosny i niebezpieczny jest pomysł powszechnego dostępu do broni. Oto ludzie wychowani w kulcie macho, w którym męskość wyznacza zdolność do dominacji. Mogą pozować na samców alfa na chronionych osiedlach. Ewentualnie w swoich firmach, gdzie podwładni nie mogą ich tak po prostu olać czy wyśmiać. Bo jak nietrudno się domyśleć, zostaliby zwolnieni.

dla ludzi wychowanych w kulcie macho męskość oznacza dominację.

Sytuacja się zmienia, gdy taki gieroj wychodzi z firmy, uczelni, redakcji. Albo gdy nie chroni go ochrona na strzeżonym osiedlu. Wtedy okaże się, że jeśli naskoczyłby słownie na jakiegoś przechodnia i zaczął mu rozkazywać, ten wcale nie ugnie karku, tylko zaśmieje mu się w twarz. Jeżeli supersamiec przejdzie się choćby na warszawską Pragę, też okaże się, że podstawy jego rzekomej dominacji są bardzo złudne. Jeśli będzie próbował podporządkować sobie i zmusić do uległości na przykład tamtejszych dresiarzy, to wywoła w najlepszym razie salwy śmiechu, a w najgorszym – wiadomo co.

Prawdziwy mężczyzna realizuje swoją męskość w relacji z kobietą. I to nie dominując nad nią ani jej nie podporządkowując, lecz umiejąc być jej partnerem.

W każdym razie raczej nie porządzi. Jak więc na ulicy czuje się taki supersamiec, przed którym w firmie gnie kark każdy podwładny? A pracownice boją się głośno wymawiać jego imię? Otóż bardzo kiepsko, bo niechybnie musi sobie zdać sprawę, że jego dominacja w biurze czy redakcji nie wynika wcale z silnej osobowości itd., ale z faktu, że swoich podwładnych może zwolnić. Dlatego nie mogą mu powiedzieć w twarz, żeby spieprzał lub jeszcze bardziej wulgarnie. Okazuje się zatem, że wcale nie jest takim supersilnym samcem, tylko po prostu zajmuje odpowiednie stanowisko. A jego wyższości raczej nikt spoza firmy nie uznaje. Słowem, w naturze by przegrał. W przeciętnym więzieniu, gdzie liczy się wyłącznie brutalna siła, w najlepszym razie mógłby sobie kupić spokój za papierosy. Poza swoimi małymi światami jest więc bezbronny.

Pistolet atrybutem męskości?

I tutaj nasuwa się genialne dla naszego niespełnionego samca alfa rozwiązanie. Otóż może mieć broń! Wtedy zawsze będzie górą, wtedy będzie musiał się go bać każdy przechodzień. W końcu uzyska narzędzie dominacji. Bo tak jak w firmie narzędziem dominacji jest możliwość zwolnienia pracownika, który nie wykazał uległości, tak na ulicy jest nim siła fizyczna, albo gdy jej nie ma – pistolet. Wszak nasz niedoszły samiec alfa za swój męski honor uważa dominację. Za utratę tego honoru brak dominacji, albo co gorsza, bycie zdominowanym: mężczyzna, według niego, jest mężczyzną, gdy jest górą. A jak tego dokonać, jeśli jest się podtatusiałym redaktorem, którego pokonałby worek treningowy? Albo menedżerem w korporacji, który dostaje zawału serca, gdy taksówka nie przyjeżdża w 15 minut i musi na nią czekać na ulicy? Odpowiedź jest prosta: pistolet.

Psychopaci znajdują się nie tylko wśród kryminalistów. są wokół nas. dawanie im do ręki pistoletu nie jest najlepszym pomysłem.

Nie chcę tutaj wnikać w sferę seksualną ludzi, którzy muszą leczyć nadwerężone poczucie męskości posiadaniem broni, ale zapewniam, że psychologowie nie mają dla nich dobrych wieści.

Wtedy nie potrzebuje dominować nad innymi mężczyznami, żeby poczuć się męsko. Zatem dla normalnego mężczyzny więc wizja ulic, po których będą się przechadzać już nie tylko przestępcy, ale tabuny niespełnionych macho z bronią przy boku, może być niezbyt przyjemna. Psychopaci znajdują się nie tylko wśród kryminalistów, są wśród nas, więc dawanie im do ręki pistoletu nie jest najlepszym pomysłem.

Tragiczne skutki

Oni oczywiście będą uważać, że bronią jakichś wyższych wartości, praworządności czy porządku. W praktyce wygląda to tak jak w USA, gdzie młody chłopak został zastrzelony w kinie za to, że używał telefonu. Zabity nie przez czarnego gangstera, ale przez białego, jak najbardziej porządnego obywatela. W sumie obywatel miał rację. W kinie nie można rozmawiać przez telefon, rzeczywiście powinien zwrócić mu uwagę i tak by zapewne było, gdyby nie miał broni. Jednak pech, a raczej rządzący tego kraju chcieli, że tę broń miał. I chłopak nie żyje. Inny młody człowiek zginął tylko za to, że przestraszył praworządnego, samozwańczego stróża porządku, który był na patrolu obywatelskim. Chłopak nie był uzbrojony, czym więc tak szanowanego (i uniewinnionego) obywatela przestraszył? Może ów myślał, że młody człowiek jednak miał broń?

dlaczego policjanci w USA się boją? bo wiedzą, że każdy może mieć broń oraz że psychopaci lub desperaci nie zawsze mają tatuaże.

Nie wiem, czy ktoś z Państwa widział kontrolę drogową w USA. Wygląda ona mniej więcej jak w Strefie Gazy. Policjant z zasady trzyma rękę na kaburze i robi to bardzo nerwowo, nawet jeżeli kontroluje np. rodzinę z dziećmi. W internecie znajdziemy mnóstwo kompilacji filmików, na których amerykański policjant ładuje w kogoś cały magazynek. Tylko dlatego, że np. ojciec wiozący rodzinę sięgnął do kieszeni albo nie zastosował się do poleceń. Dlaczego stróże prawa tak robią? Może dlatego, że się boją? A dlaczego policjanci w USA się boją? Zapewne dlatego, że wiedzą, iż każdy może mieć broń oraz że psychopaci lub desperaci nie zawsze mają tatuaże i słuchają gangsta rapu.

Dlaczego więc w Polsce w ogóle nie dochodzi  do takich sytuacji?

Może dlatego, że policjant trzyma rękę na pałce, nie na pistolecie, bo wie, że zatrzymany na 99,9% nie ma broni palnej? Nasi gieroje uważają życie za ciągłą walkę, a najlepszym dla nich prawem jest prawo dżungli, prawo silniejszego. Sytuacje, gdy broń będzie wyciągana przy byle sprzeczce w autobusie, na ulicy czy na drodze, dość łatwo sobie wyobrazić. Dla naszych macho to nic strasznego, w końcu przestaną się czuć słabsi i bezbronni. Oni i tak są śmiertelnie przerażeni.

Jednak dla przeciętnego człowieka, który nie chce żyć jak na wojnie, rzecz jest prosta. Być może, gdybym miał broń, byłbym bezpieczniejszy, ale w sytuacji, gdy posiada ją każdy (a więc także napastnik), jestem bardziej zagrożony, niż gdyby nie miał jej nikt.

Eksperyment myślowy dla gierojów

W przeciwieństwie do macho z chronionych osiedli czy biurowych dominatorów wielokrotnie przebywałem nocą poza domem lub wracałem późną porą. Czasem się bałem, jednak gdybym miał świadomość, że grozi mi nie tylko pobicie czy bycie okradzionym, ale strzelanina, to jeździłbym wyłącznie taksówką albo nocą bym nie wychodził. Fakty są takie, że w cały swoim życiu nie słyszałem ani z mediów, ani od znajomych o ulicznym napadzie z bronią palną w ręku. Jeżeli dostęp do niej będzie powszechny, oczywiście to się zmieni.

A zapewniam każdego macho, że gdy napadnie go pięciu uzbrojonych dresiarzy, to lepiej, żeby swój pistolecik schował najgłębiej jak się da. Bo wyciągnięcie go może oznaczać postrzał albo śmierć. Jeśli kryminaliści będą wiedzieć, że napadnięty może mieć broń, nie przestaną napadać, tylko zmienią metody. Na przykład na cios cegłówką w potylicę nie pomoże żaden pistolet, a już na pewno nie fantazjowanie o byciu komandosem. Naprawdę bezpieczniej jest zostać napadniętym, gdy przeciwnik ma nóż, a nie pistolet, nawet jeżeli samemu też się go ma.

Gierojom proponuję mały eksperyment myślowy. Wsiąść do nocnego w weekend i wyobrazić sobie, że każdy pasażer ma broń. Ja tam nie chcę wracać do domu z ręką na kaburze.

Sprawa jest prosta: będzie broń – będą strzelaniny, a nie tylko bójki.

Sprawa jest prosta: będzie broń – będą strzelaniny, a nie tylko bójki, jak teraz. Każdy, kto przebywał w weekendową noc poza taksówką i poza klubem, wie, że ma bardzo dużą szansę, by natknąć się na jakąś bójkę.

Czy wyobrażają sobie Państwo, co się może stać, gdy tym wszystkim udowadniaczom męskości da się do ręki ostateczny argument w postaci pistoletu?

Przecież oni często są tak pijani, że nie wiedzą, co robią. Czy naprawdę nie wystarczą nam pijackie krzyki pod oknami, a chcemy słyszeć strzały? Będziemy czuć się wtedy bezpieczniej? I naprawdę porównywanie się do wyjątków takich jak Finlandia i Szwajcaria [kraje, w których obowiązuje prawo o powszechnym dostępie do broni palnej], gdzie praktycznie nie ma przestępców napadających na ludzi na ulicach albo bójek, a broń służy do strzelania na strzelnicy lub podczas polowań, a nie do samoobrony czy paradowania z nią po ulicy, nie ma żadnego sensu.