Piotr Sokołowski: Przymus pełnej zgody

Antypostmodernistyczna ucieczka od wolności w XXI wieku

fot. pixabay.com, _Alicja_

Wielki „opisywacz” (bo nie piewca) ponowoczesności Zygmunt Bauman w wywiadzie rzece stwierdził, że na bezludną wyspę nie zabrałby książki żadnego wybitnego intelektualisty, lecz literaturę piękną. Ja też pójdę tym tropem, zacytuję mówiącą więcej niż niejedna książka przepowiednię Witolda Gombrowicza, cytowaną przez Marka Grechutę w piosence Człowiek spotęgowany człowiekiem:

Największym rozczarowaniem, jakie oczekuje ludzkość w przyszłości, będzie bankructwo filozofii kolektywnej, która ujmując jednostkę jako funkcję masy, poddaje ją w rzeczywistości abstrakcjom takim jak klasa społeczna, państwo, naród, rasa. I dopiero na trupach tych światopoglądów urodzi się trzecie widzenie człowieka: człowiek w związku z drugim, ja w związku z tobą, ja w związku z tobą i z nim, człowiek pomnożony przez człowieka, człowiek względem człowieka, człowiek stwarzany człowiekiem, człowiek spotęgowany człowiekiem. I ona to sztuka, przywróci wam zdolność i lotu, i mocy, i mocy. By nie powiedziano o was słowami Szekspira: biada podrzędnym istotom, gdy wchodzą pomiędzy ostrza potężnych szermierzy.

Nie ma do czego się dostosować. Dla wielu ludzi taka sytuacja jest wymarzoną, jednak również wielu w owej wolności nie może wytrzymać, cierpi.

Jednak czy aby na pewno przepowiednia ta w pełni się sprawdza? Jeszcze 20 lat temu, nawet 10, powiedzielibyśmy, że z pewnością. Najpierw za sprawą terrorystów dowiedzieliśmy się jednak, że historia wcale się nie skończyła, dzisiaj za sprawą populistów dowiadujemy się, że droga do wolności i indywidualizmu wcale nie jest prosta i wcale nie przebiega w jednym tylko do przodu. 20 lat temu Bauman, nawet jeżeli ponowoczesność uważał za źródło cierpień, jednoznacznie ogłaszał, że oto nastał zmierzch wszelkich jedynych prawd, zmierzch kolektywizmu, nastanie wolności i indywidualizmu. Nastał czas wolności polegającej na tym, że już nikt nie zabroni nam wychodzić przed szereg, nikt nie skarci za wychylanie się, bo tego szeregu już nie ma. Nie ma do czego się dostosować. Dla wielu ludzi taka sytuacja jest wymarzoną, jednak jak widać Bauman, miał rację: również wielu w owej wolności nie może wytrzymać, cierpi. Stąd widoczne od co najmniej kilku lat próby ustanowienia na nowo jedynych czy absolutnych prawd, jedynie słusznych światopoglądów czy ideologii. Stąd próby odbudowy szeregów, z których nie można się wychylać, ale które powiedzą, co robić, jak się zachowywać, w końcu jakim być.

O ucieczce od wolności pisał już Erich Fromm w latach 40. XX w., ale obecnie mamy do czynienia z podobnymi mechanizmami. Wolność jest dla niektórych nie do zniesienia (bo oznacza odpowiedzialność za podejmowane wybory), nie zgodzę się jednak z Baumanem, że dla każdego tak jest. Wolność jest nie do zniesienia dla ludzi złamanych, nie uczonych do życia w owej wolności, ale do wykonywania poleceń, dla takich, którym odebrano podmiotowość, takich, którzy utracili własne ja, nauczyli się ignorować to, czego chcą, czy czego potrzebują, tak dobrze, że teraz nawet tego nie wiedzą.

Kiedyś nie było to rzeczą dziwną. Wszak Emil Durkheim w XIX w. przedstawiał na wychowanie szkolne poglądy, jakich nie powstydziliby się wychowawcy Hitlerjugend. Najważniejszym założeniem było coś, co dzisiaj nazywamy zabiciem indywidualności (którą to Durkheim uważał za złą, egoistyczną, wręcz zwierzęcą). Chodziło o to, żeby uczeń nie chciał tego, co chce, tylko tego, co wymaga od niego społeczeństwo, żeby złamać go tak bardzo, by nawet nie wiedział, że wykonuje czyjeś polecenia, ale uznawał je za chcenie swoje. Dzisiaj też wielu było w ten sposób wychowywanych przez szkołę czy rodzinę (chociaż dzisiejszą szkołę ciężko posądzać o jakiekolwiek próby wychowywania). Jak taki człowiek ma funkcjonować w świecie, gdzie nikt mu nie mówi, co ma robić, nikt nie każe mu być takim, a nie innym? Jak ma funkcjonować w świecie, gdzie sam może wybierać?

Może pracować w korporacji, tam szereg bez wątpienia istnieje, może nawet na uczelni, ale w końcu z niej wyjdzie. Nie jest już tak, że cały świat, czy raczej całe społeczeństwo, do którego należy, takim szeregiem jest. Coś takiego jak ogólnie przyjęte normy społeczne umarło dawno temu, a przejmowanie się tym, co mówią ludzie, jest, jak słusznie zauważyła Marta Frey, bez sensu, bo każdy mówi co innego. Przykład Hitlerjugend podałem nieprzypadkowo, wszak sukces nazizmu nie polegał na tym, że wszyscy zgadzali się z Hitlerem i nazistowską wierchuszką. Sukces nazizmu polegał na tym, że wielu Niemców głęboko wierzyło, że muszą słuchać Hitlera, nawet jeżeli sami się z nim nie zgadzają. Miejmy nadzieję, że dzisiejsze przejawy ucieczki od wolności, indywidualizmu czy jakby powiedział psycholog, po prostu od siebie, nie skończą się tak tragicznie jak w XX w.

Problemem dzisiejszej Polski jest to, że doczekaliśmy się neomodernistycznej kontrrewolucji, zanim postmodernizm na dobre u nas zagościł.

Problemem dzisiejszej Polski jest to, że doczekaliśmy się neomodernistycznej kontrrewolucji, zanim postmodernizm na dobre u nas zagościł. Obiektywnie oczywiście nie ma u nas tzw. ogólnie przyjętych norm, nie ma jednakowych oczekiwań społecznych dla każdego, nie ma tzw. społeczeństwa w znaczeniu jednego systemu norm i wartości, które obowiązują każdego. Jednak dla każdego, kto w Polsce mieszka, równie oczywistym jest fakt, że bardzo wielu ludzi normom własnej grupy społecznej czy własnej części społeczeństwa nadaje rangę obiektywizmu i uniwersalizmu – i nie mówię tu o normach moralnych. Dla jednych oczywistym jest, że wegetarianizm to pedalstwo, a rzekomo myślą inaczej tylko jacyś zboczeńcy ze społecznych czeluści. Dla innych z kolei równie oczywistym jest, że wegetarianizm jest trendy, a pogląd przeciwny prezentują jedynie jacyś neandertalczycy z marginesu społecznego.

To tylko jeden z wielu przykładów. Faktem jest jednak, że bardzo wielu ludzi uważa swój światopogląd za normalny, wyznawany przez wszystkich normalnych ludzi, a zdanie przeciwne prezentuje jedynie jakiś margines czy odszczepieńcy. Dla dziewczyny z małego miasteczka, która przyjeżdża na studia, oczywistym wydaje się, że na pierwszej randce się nie całuje, gdy dla innej dziewczyny równie oczywistym jest, że na pierwszej randce można iść do łóżka, jeśli się tego chce. Przy czym obie mogą być święcie przekonane, że robią tak wszyscy normalni ludzie. Nawet, a może szczególnie w podziałach politycznych widać ten schemat i myliłby się ten, kto twierdzi, że zwolennicy KOD-u są zawsze postmodernistyczni, a PiS-u modernistyczni, czy wręcz premodernistyczni. Niektórzy z KOD-wców w swoim autorytaryzmie przypominają PiS-owców jak jedna choinka drugą, z tym, że ta pierwsza ma inne bombki. Istota mentalności ta sama, różnią się tylko tym, że co innego wykrzykują.
Chociaż schemat typu: tak myślą wszyscy normalni Polacy zdecydowanie bardziej widać w przekazie obozu PiS-owskiego. To właśnie uwiarygodnieniu tego schematu ma służyć przedstawianie KOD-owców jako byłych UB-ków czy wdowy UB-ckie, podczas gdy ideowe korzenie tego ruchu są w Solidarności. Służy to temu, żeby nie przyznać się, że jedni Polacy myślą tak, a inni inaczej, chodzi o to, żeby przekonać ludzi, że wszyscy myślą jak PiS, poza jakimiś ciemnymi typkami, konkretnie nic nieznaczącą garstką ciemnych typków, no ewentualnie (gdy nie da się tak powiedzieć o setkach tysięcy ludzi na demonstracjach), wspieranych przez zmanipulowanych, niemyślących samodzielnie ignorantów.

Na Zachodzie wyraźnie widać zdecydowane inne podejście do innych ludzi. Tam bardziej poglądy są prywatną sprawą i odwrotnie niż u nas, pouczanie i zwracanie uwagi uchodzi za coś złego, czy to na ulicy, czy w pracy. Tam człowiek jest zdecydowanie mniej narażony na próbę nastawienia na właściwe tory niż u nas. Faktem natomiast jest, że i u nas bardzo wiele się zmieniło. Poza firmami, uczelniami, czyli w przestrzeni publicznej, np. na ulicy, w kinie, w klubie lub pubie, hierarchia społeczna praktycznie nie istnieje. Jeżeli szef korporacji zachowuje się w pubie po chamsku i chce zająć stolik robotnikowi, ten ma mu pełne prawo odpowiedzieć na zaczepkę i raczej nie wywoła tym oburzenia. Nie musi przed nim giąć karku, jak to było kiedyś.

dla osoby postmodernistyczne prezentują swoje poglądy jako swoje poglądy, osoby modernistyczne powołują się najczęściej na jakąś wielką siłę, która za tymi poglądami stoi.

Przykłady można by mnożyć, ale raczej oczywistym jest, że w przestrzeni publicznej każdy ma takie same prawa. Jest w Polsce bardzo wielu ludzi wolnych, dla których zrozumiałe jest, że ktoś może mieć inne poglądy. Charakterystyczne dla osób, nazwijmy to, postmodernistycznych jest to, że prezentują oni swoje poglądy jako swoje poglądy, osoby modernistyczne powołują się najczęściej na jakąś wielką siłę, która za tymi poglądami stoi. Może być to tradycja, może kultura, może religia, chociaż często bywa wykorzystywana też nauka. Nigdy nie przyznają, że to ja tak uważam, tylko uważają, że są jedynie przekaźnikami jakiejś jedynej prawdy, której dana jednostka musi się podporządkować.

niezależność nie jest przyczyną samotności, jest przyczyną tego, że ludzie przebywają i łączą się, z kim chcą oraz kiedy chcą

Nie można jednak wszelkich prób tworzenia małych społeczności, klubów, grup, wspólnot lub innych miejsc, gdzie ludzie w jakiś sposób się jednoczą, nazywać buntem wobec postmodernizmu czy odwrotem od niego. Nie można też za taki uważać wszelkich poszukiwań uniwersalnych prawd i wartości, również tych moralnych. Stawiam tezę, że jest to właśnie owego postmodernizmu istota, jego wypełnienie. Owe kluby, grupy, wspólnoty czy społeczności zakładają w pełni wolni ludzie, którzy robią to z własnej woli, a nie są do nich przyporządkowania przez system, jak to było kiedyś, gdy o tym, kto nas otacza, z góry decydował nasz zawód, wykształcenie albo poglądy. Tak samo jest z uniwersalnymi wartościami i prawdami moralnymi. Postmodernizm nie mówi, że nie istnieją, mówi, że nikt na prawdę nie ma monopolu. To właśnie samodzielne szukanie tych wartości, odkrywanie tego, co jest dobre, a co złe, jest przejawem postmodernizmu, bo nie narzuca nam już tego tak naprawdę żadna instytucja, typu szkoła, rodzina bądź Kościół.

Otóż wbrew temu, co twierdzi Bauman, niezależność nie jest przyczyną samotności, jest przyczyną tego, że ludzie przebywają i łączą się, z kim chcą oraz kiedy chcą. Bauman krytykuje szwedzki model społeczny, ale nie słyszałem, żeby miał coś przeciwko radzieckiemu (poza krytyką jakichś jego elementów). To o czymś świadczy. To, że w Szwecji jest tak wielu singli, oznacza tylko tyle, że wcześniejsze małżeństwa były nic niewarte. Bo co jest warty związek dwojga ludzi, którzy są ze sobą tylko dlatego, że muszą? W Szwecji nie zniknęła miłość, zniknął przymus bycia razem. Jeżeli tak wielu ludzi nie jest z kimś, a kiedyś prawie każdy był w małżeństwie, oznacza to tylko tyle, że zawierano małżeństwa bez miłości, między ludźmi, którzy tak naprawdę nie chcieli ze sobą być. Czy remedium na ogromną liczbę singli jest powrót do narzucanego społecznie i kulturowo przymusu? No raczej nie. Baumann do końca udowadniał, że z wolnością jest mu mocno na bakier, zresztą czego się spodziewać po kimś, kto uległ propagandzie jednego z najbardziej wrogich wolności reżimów w dziejach świata i nigdy za to nie przeprosił, stwierdził natomiast, że uznawał ją za siły… postępu?

Niestety mamy jednak próby powrotu do tego, co było, czyli do przymusu. Do przymusu wyznawania takich, a nie innych poglądów, wartości, do przymusu bycia w małżeństwie. Czy zadawania się z określonymi ludźmi. Objawem tego są prawicowe ruchy populistyczne, coraz mocniej obecne w wielu krajach. Jednak jestem dobrej myśli, wygląda to raczej na przedśmiertne podrygi wrogów wolności, bo z wolnością jest trochę jak z postępem technologicznym: raczej nie zawraca, chociaż zdarza jej się robić kilka kroków w tył.

4 KOMENTARZE

  1. Czy z tego, co Pan pisze ma wynikać, że +/- moderniści to była jakaś faszyzująca, antydemokratyczna, mocno nieciekawa epoka ludzkosci? A prawda, wolność, kreatywność i inne zachwytu-godne-historie zatryumfować mogły dopiero za dekadencji i okolic nazwanych dla zmylenia przeciwnika “postmodernizmem”? I poważnie uważa Pan, że jakiś powrót do norm, wartości to renesans PRZYMUSU? Dziwny wywód, doprawdy, ale czy do prawdy? targają mną wątpliwości. z uznaniem jednak za solidny tekst, dobrze widzę, że innych Pan tu nie ma jeszcze? Będę czekał, czy mnie zaskoczy ciąg dalszy

  2. Witam mojego ulubionego autora Liberté! widzę, że na reo.pl gromadzi się bardzo ciekawe intelektualnie towarzystwo. A tekst z zupełnie świeżym rzutem socjologicznym. Kiedy następny?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here